Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Chelsea rzutem na taśmę w półfinale. Mourinho znów zgładzi piękno futbolu?

Chelsea rzutem na taśmę w półfinale. Mourinho znów zgładzi piękno futbolu?

Piłka nożna | 09 kwietnia 2014 01:28 | Przemysław Drewniak
Jose Mourinho brakuje już tylko trzech zwycięstw do ponownego triumfu w Champions League
fot. wikipedia.org
Jose Mourinho brakuje już tylko trzech zwycięstw do ponownego triumfu w Champions League

Trzy minuty do końca meczu. Wprowadzony w drugiej połowie na boisko Demba Ba z bliskiej odległości pakuje piłkę do siatki, a Jose Mourinho niczym rasowy quarterback biegnie 50 metrów, by wraz ze swoimi zawodnikami świętować awans do kolejnej rundy. Jeśli naprawdę wierzyliście w półfinał bez The Special One, ten moment odarł Was ze wszelkich złudzeń. Szczęście po raz kolejny stanęło po jego stronie.


W przypadku Chelsea może i faktycznie można mówić o szczęściu. Z pewnością tego słowa użyją kibice innych angielskich klubów i przeciwnicy Mourinho. "Udało im się", "jakoś się prześlizgnęli". Gdyby Edinson Cavani wykorzystał w końcówce świetną okazję na wyrównanie, to PSG byłoby teraz w gronie najlepszej czwórki. Gdyby nie Petr Cech, który świetnym występem na Stamford Bridge w pełni zrehabilitował się za błędy popełnione w Paryżu, goście zapewne tę jedną bramkę by zdobyli. Ale na szczęście trzeba sobie jakoś zapracować. To Chelsea mimo wszystko była w tym dwumeczu zespołem lepszym i w półfinale zagra zasłużenie.


Co charakterystyczne dla stylu Mourinho, Chelsea właściwie ani na moment nie forsowała tempa gry. Można było spodziewać się czegoś innego, bo przecież paryżanie nie są przyzwyczajeni do morderczej intensywności Premier League i pod stałym naciskiem mogliby mieć problemy z utrzymaniem odpowiedniej koncentracji. The Blues obawiali się kontrataków PSG, więc przez 80 minut nie było widać w ich grze przesadnego ryzyka. Chelsea cierpliwie rozgrywała piłkę, stwarzała sobie kolejne okazje do strzelenia gola (na początku 2 połowy w poprzeczkę po razie trafili Schuerrle i Oscar), ale ten brak pospolitego ruszenia na bramkę Sirigu mógł przyprawić ich kibiców o palpitacje. Hazardziście Mourinho taka strategia się powiodła. Portugalczyk miał nosa, wprowadzając na boisko Dembę Ba. Wszyscy spoglądali na Fernando Torresa, jako na tego, który z ławki przyniesie wybawienie dla zespołu, ale to Senegalczyk okazał się pierwszym bohaterem Stamford Bridge.


Tym drugim jest Andre Schuerrle. Niemiec po raz kolejny potwierdził, że w tym sezonie jest w doskonałej formie. Wszyscy zachwycają się grą Edena Hazarda, ale kiedy Belg zszedł z boiska z kontuzją, były pomocnik Bayeru zagrał jeszcze lepiej niż on. Gdy Chelsea naciskała, to przez niego przechodziły niemal wszystkie próby ataku. Gol Schuerrlego z pierwszej połowy był nie mniej ważny od trafienia Ba - do tamtej pory gra podopiecznym Mourinho nie układała się najlepiej, a po objęciu prowadzenia poczynania The Blues były znacznie spokojniejsze.


Jeszcze niedawno wielu wysuwało tezę, że PSG to zespół, który wcale nie jest uzależniony od Ibrahimovicia. Z takim zawodnikami jak Lavezzi, Cavani, czy Matudi paryżanie mieli mieć wystarczająco dużą siłę rażenia, by w meczach na najwyższym poziomie radzić sobie nawet bez Szweda. Bez wkładu Ibrahimovicia PSG pewnie wciąż byliby najlepsi na swoim podwórku, ale w starciu z europejską czołówką bardzo im go brakuje. Śmiem twierdzić, że gdyby Ibra zagrał na Stamford Bridge, to podopieczni Laurenta Blanca dowieźliby awans do końca. W PSG zabrakło jednak doświadczonego egzekutora, który pokarałby Chelsea. Cavani, marnując kluczową sytuację jeszcze przy stanie 1:0, pokazał, że nie jest gotowy do pełnienia takiej roli.


A na co stać Chelsea? W grze The Blues nie ma fajerwerków, ale przecież to samo mówiliśmy cztery lata temu o grze prowadzonego przez Mourinho Interu Mediolan. W półfinale i ewentualnym finale The Special One tak jak wtedy spróbuje zgładzić piękno futbolu swoją bezwzględną taktyką. Chyba, że rywalem Chelsea będzie Atletico - wówczas obejrzymy prawdziwą walkę na noże.


PRZEMYSŁAW DREWNIAK
Twitter: @przemekdrewniak

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)