Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Pomówmy o: Historii Erwina Saka jako modelowego opisu polskiego środowiska piłkarskiego
Erwin Sak, jeszcze w barwach Bugu Wyszków
fot. youtube.com
Erwin Sak, jeszcze w barwach Bugu Wyszków

Pomówmy o: Historii Erwina Saka jako modelowego opisu polskiego środowiska piłkarskiego

Piłka nożna | 15 kwietnia 2014 16:38 | Sebastian Ibron

Właśnie miałem przed oczyma tekst, który sprawił, że przeczytałem go całego z otwartymi ustami z niedowierzania. Chciałoby się co chwilę wypowiadać słowa, a właściwie jedno nieparlamentarne słowo oznaczające panią oferującą swe usługi w naturze. Oczywiście poprzedzone wykrzyknieniem.


Wiedziałem, że polska piłka to bagno. Wiedziałem, że to bagno często przybiera konsystencję betonu, a znajduje się w nim mnóstwo ludzi, którzy pod żadnym pozorem nie powinni się w środowisku piłkarskim znaleźć – bo zwyczajnie szkodzą. I wizerunkowo, i czysto fizycznie wpływając na działalność klubu, czy też innej instytucji. Jednak nie spodziewałem się, że ktoś może wpaść w taką spiralę zadawania się z niefortunnymi osobami.


Historia Erwina Saka jedynie nam udowadnia, że wszelkie pogłoski o układach, mniejszych czy większych, o szantażowaniu pieniędzmi, lub ich braku, nie są wyssane z palca. Obecny bramkarz Świtu Nowy Dwór Mazowiecki przez całą swoją dotychczasową przygodę z piłką trafiał na ludzi, których można określić mianem definicyjnych, gdy mówimy o układach i „polskim piekiełku” w nadwiślańskiej piłce.


Prezes, który obejmując owe stanowisko w II-ligowym Stomilu Olsztyn zaistniał jedynie spuszczeniem innego klubu do okręgówki. Marek Jóźwiak, który Legii wepchnął Antolovicia, wykorzystując swoje kontakty kosztem Erwina Saka, trener bramkarzy, który ciągle optował za słabszym golkiperem, gdyż się z nim przyjaźnił oraz wielu innych. To pokazuje, że same umiejętności nie wystarczą. Możesz być odważny, pewny siebie, a przede wszystkim posiadać spory potencjał. To jednak na nic, jeśli nie jesteś w stanie wesprzeć się „znajomościami”. Ba, niektóre osoby się nie wspierają znajomościami. One tylko dzięki nim istnieją w piłce, zresztą nie tylko w piłce.


Jasnym jest, że wielu z was ten tekst może potraktować jako jakieś łkanie i błaganie o atencję niedoszłej gwiazdeczki futbolu. Nawet byłoby to dziwne, gdyby tak też nie było. Cała ta opowieść może być i nawet przekoloryzowana, ale nie ulega wątpliwości, że środowisko piłkarskie w naszym kraju jest chore, spróchniałe, przegniłe do granic możliwości próżnością. Nawet jeśli chociaż część padających w tekście oskarżeń jest prawdziwa, to powinniśmy ostro potępić zachowanie ludzi, którzy zgnoili Saka z najróżniejszych, często płytkich lub wynikających ze zwykłego „widziemisię”, pobudek.


Erwin Sak to bramkarz, który niewątpliwie jest bardzo pewny siebie, wierzy w sukces (uważa, że tylko Boruc i Szczęsny są poza jego zasięgiem), ma „niewyparzoną gębę”, a i do najpokorniejszych nie należy. Taki jednak powinien być piłkarz. Powinien walczyć o swoje, powinien być nieustępliwy, powinien nabyć „mentalność zwycięscy”, jaką ten golkiper niewątpliwie posiada. Nie chowa głowy w piasek, i to się może podobać!


Jakiś czas temu myślałem, ile w polskiej piłce znaczą układy. Teraz się jedynie utwierdziłem się w przekonaniu, że bez układów ani rusz. To, że zmienił się przedstawiciel publicznej funkcji, czyli prezes PZPN-u samo z siebie jeszcze nie sprawi, że uzdrowi się polską piłkę. By wyplenić to całe zajadłe robactwo potrzeba więcej, niż jednej kadencji właściwego człowieka, jeśli przyjąć, że Zbigniew Boniek jest właściwym człowiekiem oraz szczerej woli naprawy tej sytuacji przez wielu uczciwych ludzi.


Mi wypada wręcz życzyć powodzenia Erwinowi Sakowi, by wreszcie zaczął grać na miarę jego domniemanego potencjału, a wam i sobie, by wyciąć tego raka, który mutuje od wielu lat w naszej piłce i wreszcie uzdrowić futbol w naszym kraju.

 

Oto ten tekst.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)