Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Ponoć w Gdyni odbył się jakiś mecz, ponoć zakończony bezbramkowym remisem

fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news

Ponoć w Gdyni odbył się jakiś mecz, ponoć zakończony bezbramkowym remisem

Piłka nożna | 16 kwietnia 2014 21:12 | Sebastian Ibron

Wczoraj występ na Stadionie Narodowym zapewniła sobie Zawisza Bydgoszcz, a dziś… a dziś ponoć odbył się mecz w Gdyni pomiędzy Arką a Zagłębiem. Chodzą słuchy, że fani bramek nie ujrzeli, wobec czego goście zapewnili sobie awans do finału Pucharu Polski.


Arka Gdynia wyszła w nieco rezerwowym zestawieniu. Trener Paweł Sikora na ławkę oddelegował Szwocha, Budkę, Rzuchowskiego oraz Radzewicza. To było jasnym znakiem, że gdynianie już nieszczególnie wierzą w odrobienie strat z pierwszego starcia w Lubinie, gdzie przegrali 0:3. Poza tym, w sobotę „Arkowców” czeka starcie z Miedzią Legnica, ale najważniejsze mecze sezonu czekają ich w przyszłym tygodniu. W środę podejmą lidera, Górnika Łęczna, by trzy dni później grać mecz na terenie wicelidera, GKS-u Bełchatów. W związku z tym nie dziwimy się, że Arka rozpoczęła mecz z Zagłębiem bez najważniejszych ogniw. Trener Lenczyk wystawił natomiast najmocniejszą jedenastkę, na co mógł sobie pozwolić ze względu na dwutygodniową przerwę w rozgrywkach ligowych.


Tych zawirowań w składzie Arki nie było specjalnie widać. Gdynianie kontrolowali raczej mecz, a gra im się układała. Tylko, że w końcu trzeba było oddać strzał. I tu pojawiały się schody, gdyż strzały były niecelne – jeśli w ogóle do uderzeń dochodziło, gdyż próby zaskoczenia bramkarzy były w tym meczu incydentalne. Innymi słowy – pierwsza połowa to taki lekki pat, korzystając z szachowej terminologii. Lekki, bo nie można powiedzieć, że Arka się nie starała złamać defensywy Zagłębia. O ile udawało się wchodzić na połowę Zagłębia, o tyle zbliży się do pola karnego już niekoniecznie.


Jeden wniosek się nasuwał po pierwszej połowie – to nie było starcie na miarę półfinału PP. Żeby mecz ożył, potrzebowaliśmy bramki gospodarzy, więc nie mieliśmy złudzeń…


Paweł Sikora na początku drugiej połowy postanowił chociaż powalczyć o honorowego gola. Na boisku zameldowali się Budka oraz Rzuchowski, a więc zawodnicy stricte ofensywni. Kilka minut później pojawił się kolejny ofensywny pomocnik – Mateusz Szwoch. Arka starała się, by chociaż chwilę połudzić się, że to nie będzie ostatnie 45 minut w tej edycji krajowego pucharu. Czy te zmiany coś wniosły? Może tak, może nie. Obraz gry jednak wiele się nie zmienił.


W zasadzie, to nieszczególnie jest o czym pisać, jednak kilka wniosków należałoby wypisać, czyż nie? Na pewno musimy pochwalić trawę na stadionie w Gdyni. Murawa była dziś w znakomitej dyspozycji i śmiemy twierdzić, że była jednym z najlepszych aktorów widowiska. Warto wspomnieć o Manuelu Curto. Wróć. O jego zaroście. Portugalczyk wygląda jak wypisz-wymaluj islamski ekstremista. Godna podziwu broda. I tyle.


Zagłębie, patrząc przez pryzmat dwumeczu, zasłużenie awansowało do finału, gdzie zmierzy swoje siły z Zawiszą w Warszawie. Któraś z tych drużyn będzie naszym przedstawicielem w Europie. Kolejny beniaminek, czy drużyna z dołu tabeli?


Fanów z Lubina czeka kolejny mecz przyjaźni. Pytanie tylko, czy Zawisza i Zagłębie będą w stanie wypełnić trybuny – ogromnego przecież jak na nasze warunki – stadionu, zwłaszcza wobec bojkotu najbardziej zagorzałych fanów z Bydgoszczy?


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)