Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Premier League: Środa straconych szans

Premier League: Środa straconych szans

Piłka nożna | 17 kwietnia 2014 14:36 | Michał Kozera
Crystal Palace i Sunderland - to oni są autorami wczorajszych niespodzianek
fot. Premier League / facebook.com
Crystal Palace i Sunderland - to oni są autorami wczorajszych niespodzianek

Wystarczyły dwa spotkania jednego dnia, by Premier League dostarczyła nam takiej ilości emocji, którą obdzielić można cały weekend. Na boisku spotkały się dwa zespoły walczące o laury na szczytach tabeli oraz dwie o wiele słabsze ekipy, spośród których jedna zaczyna już dramatycznie wymachiwać rękami, byle nie zatonąć w strefie spadkowej.

 

 

O ironio, drużyna ta – czyli Sunderland – za rywala miała Manchester City, czyli prawdziwego giganta tego sezonu, ekipę aspirującą do pierwszego miejsca w tabeli. Wydawać by się mogło, że mamy pojedynek Dawida z Goliatem – biedni gracze Gusa Poyeta na domiar złego zjawili się na Etihad Stadium, w miejscu gdzie Manchester strzelał bramki seriami.

 

 

Równolegle na Goodison Park spotkali się walczący o Ligę Mistrzów Everton oraz Crystal Palace. Zawodnicy z Liverpoolu zdołali nawiązać walkę z Arsenalem i, co więcej, zacząć gromadzić więcej punktów od nich, rozkoszując się czwartym miejscem w tabeli. Co prawda po drodze do końca sezonu czekają ich takie wyzwania jak pojedynki z Manchesterami, jednak przy, wydawało się, fatalnej formie Arsenalu obrona pozycji premiowanej awansem do Champions League była w zasięgu.

 

 

Obie drużyny pewnie sobie myślały, kalkulowały, po czym wyszły na boisko by zarobić, a się nie narobić. I klops.

 

 

Manchester City zremisował z Sunderlandem 2:2, Everton przegrał z Crystal Palace 2:3.

 

 

Obywatele powinni podzielić los The Toffees i zakończyć spotkanie na własnym stadionie bez punktów. Sunderland wspaniale pokarał zespół Pellegriniego za nie dość ambitną postawę i próbę zadowolenia się jedną bramką jako planem minimum. Gdy City zdobyło prowadzenie atakowało nadal, jednak już bez wyraźnej potrzeby zdobycia kolejnej bramki jako ich „być albo nie być”. Zemściło się to w drugiej połowie, gdy Sunderland pokazał jaja i za sprawą duetu Giaccherini – Wickham zdobył aż dwa trafienia. Szczęście w nieszczęściu dla Błękitnych – remis podarował im poniekąd Vito Mannone broniąc strzał Nasriego, ale na tyle niedoskonale, że piłka sparowana powoli wtoczyła się do bramki.

 

 

Everton poniósł już słuszny wymiar kary bez żadnej taryfy ulgowej. O tą mocno zabiegali gospodarze pod koniec wbijając bramkę, pozornie, kontaktową na 2:3, jednak to było tylko finalne ustalenie wyniku. Wcześniej zaś… można powiedzieć, że widzieliśmy małe cuda, mające miejsce chwilę wcześniej niż właściwa część emocji w Manchesterze. W pierwszej połowie i na początku drugiej bramki zdobywali zawodnicy Crystal Palace. Wynik 2:0 był już dla nich komfortowy (i wprawiający pewnie w euforię), jednak Orły wiedziały, ze przeciwko Evertonowi trzeba być w 100% czujnym. I słusznie, bo kontakt zdobył niedługo Naismith, jednak jak na złość dla niego, kolejne „niedługo” później bramką odpowiedzieli goście. Na koniec jeszcze cień nadziei dał Niebieskim Mirallas, ale było już za późno na obronę punktu.

 

 

Środa straconych szans przyniosła pewne wnioski odnośnie do możliwego wyglądu tabeli Premier League. W tej chwili wydaje się, że City ma szansę na drugie miejsce, jednak tylko pod warunkiem, że sami nie zaliczą kolejnej wtopy, a po drodze Chelsea ulegnie Liverpoolowi. Póki co Obywatele mają pewne trzecie miejsce – co by nie zrobili z meczem straty, wyżej nie awansują.

 

 

Everton natomiast musi dokonać prawdziwych cudów. Pierwszy już w weekend, gdy trzeba będzie pokonać Manchester United. Raz już się udało. Potem jednak przyjdzie pojedynek z City i nie wydaje się prawdopodobne, by z tych dwóch spotkań Everton wywiózł komplet punktów. Zakładając zatem kolejne straty, liczyć można tylko na szczęście – Arsenal po drodze musi przegrać i zremisować jedno ze swoich spotkań – już bowiem teraz Everton traci do nich punkt, a przecież mamy „w planach” obcięcie im jeszcze punktów za przynajmniej mecz. To oznacza 4 oczka w plecy, z których 3 musi stracić również Arsenal.

 

Ekipa Wengera ma trochę szczęścia, zobaczymy jednak czy to będzie sprzyjać lepszym do końca sezonu.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)