Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Nowy Everton 2:0 nowy Manchester United

Nowy Everton 2:0 nowy Manchester United

Piłka nożna | 20 kwietnia 2014 19:32 | Michał Kozera
Baines wykonuje rzut karny wyprowadzający Everton na prowadzenie.
fot. Premier League / facebook.com
Baines wykonuje rzut karny wyprowadzający Everton na prowadzenie.

Jeśli zastanawialiście się jak może wyglądać pojedynek ekip za kadencji jednego lub drugiego trenera, to dziś była dobra okazja by to sprawdzić. Everton Roberto Martineza zmierzył się z ekipą swojego byłego trenera – Manchesterem United Davida Moyesa. Zawodnicy – faktycznie – kompletnie inni, jednak wyraźnie było widać, że myśl taktyczna szkockiego trenera efektów już nie daje.


Manchester zaczął to spotkanie bardzo dobrze – Diabły przeważały przy piłce na obiekcie rywala i wydawało się, że to do nich będzie należeć ten mecz. Jakiekolwiek wrażenie zatarł Everton po kilku kontrach – jedna z nich zakończyła się strzałem Lukaku, który ręką zablokował w polu karnym Phil Jones. Karny pewnie wykonał Baines, a jeszcze przed końcem spotkania po kolejnej doskonałej akcji lukę między obrońcami znalazł Mirallas, wybiegł w pole karne, odebrał podanie od Colemana i powiększył prowadzenie. 


Zobacz również
Nie zniósł Moyes razy kilka…
22-kwi-2014

 

 

 

 

 

 

Manchester budował dobrą iluzję przez całą pierwszą połowę. Gdyby nie sukces Evertonu po kontrach, drużyna Davida Moyesa mogłaby zostać oceniona na duży plus. Mylne wrażenie prysło, gdy piłka zaczęła wpadać do niewłaściwej siatki, wówczas wystarczyło przetrzeć oczy by widzieć, jak bezcelową grę prowadzi United. Ilość podań i posiadanie piłki były dziś na poziomie, który pozwoliłby wypracować multum okazji strzeleckich – nie tylko z dystansu, ale też z pola karnego. Brakowało obu, co szokuje dość mocno. Uderzenia z dystansu można było wykonać dość banalnie – próbować, strzelać, urywać się obronie. Ku temu sposobność była, bo przecież dalej Diabły nie zaszły, niż właśnie przed pole karne. Do szesnastki wejść się nie udawało – Kagawa wyglądał dzisiaj na połowę siebie, Mata robił co mógł ale brakowało mu kogoś do pary. Rooney, moim zdaniem, czuje już trudy tego sezonu i jest wypompowany, do czego ma pełne prawo. Nani wrócił na boisko, niestety brakowało mu ogrania. Kogo również brakowało? Januzaja. Głównym problemem United było przedarcie z piłką się przez obronę, a któż nie zrobiłby tego lepiej niż młody, przebojowy Belg? Tym bardziej, gdy do dyspozycji miałby wsparcie Maty i Kagawy, Januzaj mógł zwojować wiele a na pewno więcej niż Welbeck, którego atutem jest wzrost i szybkość. Na co to jednak, gdy stoi się przed polem karnym?

 

Roberto Martinez świetnie rozpracował United. Przede wszystkim zrobił to, co od dawna jest bolączką ofensywy rywala – postawił autobus szczelnie kryjący pole karne. Obrońcy naśladowali każdy ruch niczym cień zza latarni za plecami. Diabły nie miały przestrzeni, która potrzebna jest by skorzystać z umiejętności Maty i Kagawy. Dobrze kryty był Nani, natomiast pozostawieni sami sobie Carrick i Fletcher. Słusznie zresztą, bowiem doświadczenie pokazuje, że duet ten ma za zadanie jedynie dostarczenie piłki do trójki pomocników ofensywnych. Ci zaś już byli odcinani od bramki lub Rooneya. W ataku zaś Everton postawił na rozwiązanie, które również jest bolączką United. Kontry były szybkie, zabójcze, z wykorzystaniem pomysłowych zawodników. Buttner dziś nie był w formie, z której dawał się ostatnio zapamiętać, otwartą drogę do bramki miał zatem Coleman. Przez niego szła większość akcji i gdyby nie nieskuteczność Naismitha, wynik mógłby być o wiele wyższy.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)