Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Futbol jest piękny. "Autobus" Mourinho też

Futbol jest piękny. "Autobus" Mourinho też

Piłka nożna | 23 kwietnia 2014 00:14 | Przemysław Drewniak
Jose Mourinho wykonał swoje zadanie, ale czy w rewanżu uda mu się przechytrzyć Diego Simeone?
fot. wikipedia.org
Jose Mourinho wykonał swoje zadanie, ale czy w rewanżu uda mu się przechytrzyć Diego Simeone?

Naprawdę spodziewaliście się czegoś innego? Futbolu "na tak", efektownych akcji i wielu podbramkowych spięć? Jeśli mecz Atletico z Chelsea zawiódł Wasze oczekiwania, to chyba nie znacie Jose Mourinho. Portugalski trener osiągnął na Vicente Calderon dokładnie to, czego chciał. Wywalczył korzystny wynik, a jednocześnie nie naraził swoich piłkarzy na utratę sił przed dwoma najważniejszymi meczami sezonu. Czy to oznacza, że londyńczycy są bliżej finału w Lizbonie? Absolutnie nie, bo za tydzień na Stamford Bridge czeka nas nowe rozdanie i zupełnie inny mecz.


Jose Mourinho albo się kocha albo nienawidzi. Ze świecą można szukać człowieka, który ma do niego neutralny stosunek, bo też ciężko spotkać kibica o neutralnym stosunku do futbolu. Jeden poszukuje piękna gry w technice, szybkości i piłkarskiej perfekcji, drugi widzi to samo w samych emocjach, nieustępliwej walce i taktycznej dyscyplinie. Można mówić, że Mourinho po raz kolejny zgładził nowoczesny futbol, ale czy w jakimkolwiek stopniu zrujnował jego piękno? Nie widzę powodu, dla którego rewanż w Londynie nie miałby zapowiadać się tak samo fascynująco, jak przy wyniku 3:3 w pierwszym spotkaniu.


Gdyby wszystkie rozgrywki piłkarskie odbywały się w systemie mecz-rewanż, Chelsea pewnie znacznie łatwiej byłoby zdobyć mistrzostwo Anglii. Mourinho do perfekcji potrafi wykorzystywać specyfikę takiego systemu gry, dzięki czemu wygrywał Ligę Mistrzów z FC Porto czy Interem Mediolan. Z tą drugą drużyną jako jedyny pokonał Barcelonę w jej szczytowej formie, co potwierdza, że na jego "autobus" w polu karnym tak naprawdę nikt jeszcze nie znalazł sposobu.


Postawa Chelsea w meczu z Atletico to dla wszystkich trenerów na świecie kolejny przykład znakomitej dyscypliny taktycznej, odpowiedzialnej asekuracji i mądrego ustawienia w obronie. Mimo 62-procentowego posiadania piłki, podopieczni Diego Simeone na dobrą sprawę nie stworzyli sobie ani jednej stuprocentowej okazji do strzelenia bramki. Nie dlatego, że grali słabo - wprost przeciwnie, w porównaniu chociażby do dwumeczu z Barceloną nie widać było u nich żadnej zniżki formy. Madrytczykom brakuje jednak indywidualności, która kilkoma zagraniami mogłaby naruszyć niebieski mur w polu karnym Chelsea, a mający do tego zadatki Diego Costa został znakomicie zneutralizowany przez Johna Terry'ego i Gary'ego Cahilla. Przy tak świetnie współpracującym ze sobą bloku obronnym, tercecie defensywnych pomocników i solidnym między słupkami Marku Schwarzerze, właściwie nie było możliwości, by Los Colchoneros strzelili choć jednego gola. Musieliby mieć do tego geniusz Ronaldo, szybkość Bale'a czy błysk kreatywności Robbena.


Atletico nie dysponuje takimi gwiazdami, ale za to ma jeszcze w zanadrzu rewanż na Stamford Bridge. Mourinho wykonał wczoraj zadanie - jego drużyna nie zmęczyła się przed arcyważną ligową potyczką z Liverpoolem, a przed rewanżem to ona jest teoretycznie w korzystniejszym położeniu. Ale tylko teoretycznie, bo przecież w Londynie Chelsea będzie musiała się otworzyć. Nie wyjdzie już na boisko z trzema zawodnikami wspomagającymi linię obrony, a z Edenem Hazardem czy Andre Schurrle, którzy będą mieli za zadanie wprowadzić The Blues do wielkiego finału. I tu otwiera się szansa dla Atletico - czy Diego Simeone tym razem znajdzie luki w defensywie Chelsea? Czy pod nieobecność Franka Lamparda zdoła wygrać walkę o środek pola?


Śmiem twierdzić, że w rewanżu drużyna z Madrytu będzie miała większe szanse na strzelenie bramki, niż u siebie. Mourinho pokazał, że potrafi doskonale ustawić swój zespół w obronie, ale teraz musi znaleźć sposób na równie silny monolit w polu karnym Atletico. Na Vicente Calderon pozytywny sygnał wysłał swojemu trenerowi Fernando Torres. Napastnik The Blues nie miał zbyt wielu szans, ale gdy już dostał piłkę, to niemal za każdym razem robił z niej użytek. Zaskakująco dobrze prezentował się w dryblingu i sprawiał sporo problemów obrońcom swojego byłego klubu. A gdy w rewanżu na boisko wróci Hazard, powinno mu być jeszcze łatwiej.


Jest jeszcze jeden powód, dla którego mecz na Stamford Bridge będzie zupełnie inny. Poza wspomnianym już Lampardem, z powodu nadmiaru kartek nie zagrają John Obi Mikel i Gabi, który dla drugiej linii Atletico jest równie kluczowym graczem jak reprezentant Anglii dla tej samej formacji w Chelsea. Znak zapytania dotyczy również obrony The Blues, bo jak na razie nie wiadomo, jak poważny jest uraz Terry'ego. A bez niego znacznie trudniej będzie londyńczykom ponownie powstrzymać Costę.


We wtorek radochę mieli piłkarscy koneserzy, ale za tydzień w grze obu drużyn będzie już więcej ryzyka, fantazji i efektownej gry. "Autobus" ruszy się z miejsca, dzięki czemu powody do satysfakcji powinien mieć już nawet najbardziej wybredny kibic. Szanse na awans? Oceniłbym je na 50% dla każdego z zespołów. Przy tak wyrównanym poziomie obu drużyn o końcowym wyniku zadecydują szczegóły. Albo geniusz jednego z trenerów.


PRZEMYSŁAW DREWNIAK

Twitter: @przemekdrewniak

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)