Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Real wyszargał zwycięstwo, Bayern odprawiony z kwitkiem

Real wyszargał zwycięstwo, Bayern odprawiony z kwitkiem

Piłka nożna | 23 kwietnia 2014 22:55 | Sebastian Ibron
Czy Bayern będzie w stanie odrobić straty z pierwszego spotkania?
fot. Bayern Monachium/facebook.com
Czy Bayern będzie w stanie odrobić straty z pierwszego spotkania?

Pep Guardiola doskonale wie, jak grać na Santiago Bernabeu. On za swojej kadencji w Barcelonie siedmiokrotnie mierzył się z Realem na ich stadionie. Do dzisiaj pięciokrotnie zwyciężył, dwukrotnie przy tym remisując. Więcej niż przyzwoity dorobek, prawda?


Analogii do Gran Derbi ciąg dalszy. Przez grę wieloma podaniami można było skojarzyć postawę Bayernu z Barceloną. Przez sporą część meczu mogliśmy mieć Blaugranę przed oczyma. Jednak Bawarczycy, mimo mnogości krótkich podań, zapewne upatrywali swojej szansy w strzałach głową. W końcu nie bez kozery są drużyną, która ma najwięcej trafień po uderzeniach głową wśród klubów z najlepszych pięciu lig świata.


Na uwagę zasługuje pressing Bayernu przez pierwszy kwadrans. Nie dawali momentu wytchnienia gospodarzom. Cóż jednak z tego, skoro Real wykorzystał najgroźniejszą swoją broń. Broń, którą Reak nabył za Mourinho, a została przez Ancelottiego dopracowana. Mianowicie kontratak. Niczym jeździec bez głowy, Coentrao wbiegł w pole karne gości. Otrzymał podanie, a następnie wyłożył „pustaka” Benzemie, a ten wręcz musiał dopełnić formalności. I dopełnił.


Napór Bayernu zelżał. Mimo 26% posiadania piki, wydawało się, że Real nieco bardziej kontroluje spotkanie. „Królewscy” nie dopuszczali przyjezdnych w obręb własnego pola karnego, a sami co rusz kontrowali. Goście byli już dużo mniej konkretni. Jak to kiedyś zgrabnie określił Kazimierz Węgrzyn, Bayern bawił się formą, Real swój czas wypełnił treścią.


Przy okazji, znamy zwycięzcę dzisiejszego meczu.

Co mieliśmy na początku drugiej odsłony tego meczu? Akcja za akcję, kontra za kontrę, strzał za strzał. Emocje na Santiago Bernabeu były ogromne. Bayern jednak powoli, stopniowo popadał w desperację. Niemcy nie mieli sytuacji stuprocentowej, co jest dość niespodziewane, więc dawało odczuć się pewną nerwowość w ich poczynaniach. Real bronił się zażarcie, i co najważniejsze, skutecznie.


Fantastyczną robotę wykonywali Coentrao oraz Carvajal. Obaj wykonali tytaniczną pracę – kompleksowo wyłączyli z gry największą broń Pepa Guardioli – mianowicie skrzydła. Robben i Ribery Ne byli w stanie wiele zdziałać. A to najlepiej pokazuje fakt, że pierwsza niezła sytuacja do zdobycia bramki miejsce miała sześć minut przed końcem regulaminowego czasu gry, kiedy to uderzenie Mario Goetzego zostało wybronione przez Ikera Casillasa.


Posiadanie piłki wynosiło już 36% po stronie Realu, co w porównaniu do 26% z pierwszej połowy oddaje przebieg meczu. Mecz trzymał nas w napięciu do ostatnich sekund. Bayern jednak nic już nie zdziałał. W samej końcówce jedyną rzeczą, którą goście się wyróżnili, to kilogramy bluzg pod adresem sędziego, który nie odgwizdał rzutu karnego po domniemanym faulu na Mandzukiciu.


Czy tam był faul? Wątpliwe, mocno wątpliwe. Real zwycięża 1:0. Co ważne dla „Królewskich”, nie pozwolili oni zdobyć Bayernowi gola na własnym stadionie, a to może okazać się kluczowe w perspektywie całego dwumeczu.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)