Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wiosna na Old Trafford - Giggs mocno chwycił ster!

Wiosna na Old Trafford - Giggs mocno chwycił ster!

Piłka nożna | 27 kwietnia 2014 02:08 | Michał Kozera
"Ten klub jest mój". Giggs z miejsca rozgrzał serca kibiców.
fot. Manchester United / facebook.com
"Ten klub jest mój". Giggs z miejsca rozgrzał serca kibiców.

Tak to miało wyglądać – chyba każdy z nas myśląc o debiucie Giggsa w dobrym świetle wyobrażał sobie wiele bramek i dominację Czerwonych Diabłów. Udało się to osiągnąć i choć jedna jaskółka wiosny nie czyni, to jednak dobry nastrój wrócił ze zdwojoną siłą.

 

Któż nie uśmiechał się: widząc Ryana Giggsa wychodzącego z tunelu w garniturze, słysząc zwrot „zawodnicy Ryana Giggsa”, a przede wszystkim obserwując wynik?

 

Giggs przede wszystkim pokazał dziś charakter. Brakowało tego Davidowi Moyesowi i chociaż lubiłem Szkota, nie chciałem jego odejścia oraz życzę mu wszystkiego najlepszego (i powrotu na zwycięską ścieżkę w innym klubie), to różnica między starym a nowym menedżerem była widoczna wyraźnie.

 

Na korzyść Giggsy’ego w tym meczu mówi wszystko i wszystko w jasnych barwach rysuje moje optymistyczne podejście po meczu. Zaskoczył mnie – dość negatywnie – przedstawiając meczowy skład. Okazało się, ze brakuje w nim Juana Maty, który ostatnio przecież zalicza bardzo owocne występy. Był natomiast Cleverley, którego czarna sława w internecie urosła do ogromnych rozmiarów. Ostatnio przycichła przez brak występów, jednak dziś znowu przypomnieliśmy sobie jego nazwisko.

 

Kolejne zaskoczenie stanowiła taktyka. 4-4-2 to schemat, który odbiegał od tego co grało United w ostatnim czasie (i to długim czasie). Tak trochę jak na ironię Giggs postawił na klasyczną, podstawową rzekłbym, taktykę w momencie, gdy klub do dyspozycji wreszcie ma ŚPO z prawdziwego zdarzenia. To był jasny sygnał, że Ryan robi swoje – a przede wszystkim coś robi. Postawił na najlepsze rozwiązanie kosztem graczy, których my widzielibyśmy na boisko.

 

Na linii bocznej pokazał charakter. Ogromnie podbudowywały obrazki, gdy Giggs ruszał do linii bocznej tylko po to, by nawrzeszczeć na Welbecka czy innego ze swoich graczy. Widać było, jak głośno komentuje to co się dzieje na boisku oraz wywiera presję na arbitrze, pokazując na zegarek.


Był również skuteczny w przerwie. Pierwsze 45 minut upłynęło Diabłom pod znakiem dominacji, prób i nieudanych akcji. Warto zaznaczyć, że gra toczyła się podobnie jak z Evertonem – różnicę stanowiły bramki – rywal nie skontrował dwoma golami, United zaś udało się zgarnąć karnego. 1:0 do przerwy to był wynik dobry, ale jeszcze nie na tyle, by wzbudzać jakiekolwiek euforie.

 

Druga połowa dała zupełnie inny obraz gry. Już na początku strzelił Rooney, dając drużynie pewien wynik. Ta zresztą grała coraz lepiej, podwyższając tempo spotkania zgodnie z poleceniami wyniesionymi z szatni. - W przerwie po prostu przypomniałem im (piłkarzom United – przyp. red.), że grę Manchesteru United cechuje wysokie tempo. – powiedział Giggs w pomeczowym wywiadzie.


Ciekawe były również zmiany. Za Welbecka wszedł Mata, potem za Kagawę Young, za Cleverleya Hernandez. Pierwsza zmiana zmieniła niewiele – teraz już nie było duetu napastników, a Mata ustawił się za Rooneyem. Również Young zmienił Kagawę na naturalnej pozycji z tą różnicą, że tym razem lewa strona nie była opuszczona po grze Japończyka w środku pola (a czasem i na prawym skrzydle). Ostatnia zmiana była interesująca – Chicharito wszedł za pomocnika defensywnego, tym samym Carrick pozostał sam na czubku defensywnej części. Z przodu mieliśmy zatem prawdopodobnie ustawienie Young – Mata – Valencia, Rooney – Chicharito. Liczbowo daje to 4-1-3-2, chociaż znając naturę Rooneya, mieliśmy 4-1-4-1 czyli taktykę, która chyba najlepiej wpasowuje się w personalne możliwości drużyny (chociaż nie takie, jakie wówczas były na boisku).


O samej grze słów kilka – zawiódł niestety znów Cleverley. To gracz ustawiany jak ŚPD, także nie można po nim spodziewać się błysków większych niż u Carricka. Nie pokaże się wzrostem czy czupryną jak Fellaini, pozostawała zatem ciężka praca w cieniu. Niestety dla niego, nie obyło się bez kilku minusów – nie trafił w idealną piłkę na wolej z szesnastki. Stracił też kilka piłek w środku pola, tym samym zwracając na siebie uwagę i tak prześmiewczo i negatywnie usposobionych kibiców.


Pozytywnie zagrał Valencia. Ekwadorczyk w żadnym wypadku nie zasługuje na sprzedaż do innego klubu! Ciężko nazwać go królem skrzydła na skalę światową, jednak na standardy obecnej kadry United chłopak jest naprawdę świetnym skrzydłowym. Z Norwich harował bardzo ciężko, biegał jakby siły go nie opuszczały i był aktywny przez 90 minut. Cieszę się ilekroć widzę go po tej stronie, dziś też pojawiał się na środku i przedpolu, co tym bardziej dodawało jego występowi. Czego brakuje? Umiejętności i Rafaela z tylu.

 

Rooney zagrał mecz na swoim poziomie – ciężko prawić te same komplementy co niemal każdy mecz, a po kilkunastu genialnych występach zaczyna być łatwiej pisać – zagrał jak zawsze – 9/10. Równie dobrze pokazał się Welbeck czy Kagawa (któremu jednak brakuje jeszcze czegoś by prawdziwie błyszczeć).


Mata wszedł i po 4 minutach strzelił bramkę. W obu trafieniach strącał piłkę do bramki, jednak jego obecność na boisku wniosła wiele dynamiki do gry. Dobrze również, że Mata strzela – bramki to siła napędowa każdego zawodnika. Giggs wprowadził również Chicharito – może chcąc go namówić na pozostanie w klubie – jednak ten mając okazję, nie trafił do bramki w akcji sam-na-sam.


Jedna jaskółka wiosny nie czyni, a jedna wygrana z potencjalnym spadkowiczem nie jest oznaką odrodzenia. Po takim sezonie jednak kibice przeżywają każdą pozytywną chwilę swojej drużyny. Wielkim motorem napędowych dobrych emocji było objęcie drużyny przez kogoś, kogo klub zna, kocha i mu ufa od dawna. Świetnie wygląda wygrana – może i z ogórkami, ale czy nie właśnie tak ich trzeba ogrywać? To był najwyższy wynik drużyny w tym sezonie na Old Trafford – po serii niechlubnych rekordów taka wieść jest kojąca. Przede wszystkim jednak zobaczyliśmy Giggsa odważnego, śmiałego i pewnego siebie – taką też wysłał na murawę drużynę. To dopiero pierwszy mecz Walijczyka w roli trenera, jednak nie dziwne będzie, jeśli każdy zechce zachować go na ławce trenerskiej na dłużej. By to osiągnąć, jaskółka wiosnę zwiastować musi jeszcze jakiś czas.

 

Michał Kozera

Śledź mnie na Twitterze: @KozeraM

 

Cytat pochodzi z devilpage.pl
Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)