Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Liverpoolski ambaras

Liverpoolski ambaras

Piłka nożna | 28 kwietnia 2014 16:22 | Mateusz Decyk

fot. Oficjalny Profil FACEBOOK Liverpool FC

 Liverpool to wielki klub, którego oczekiwania na mistrzostwo trwają już dłużej niż życie niektórych piłkarzy tego zespołu. Ostatnio okazuje się, że ich największym rywalem w walce o mistrzostwo są oni sami, a walkę o tytuł mogą przegrać nie na boisku, a w głowach.


Nie jestem w stanie zrozumieć oczekiwania Stevena Gerrarda na mistrzostwo dla Liverpoolu. Jego nadzieja trwa już dłużej niż moje życie na tej planecie. Jest jednak coś co pojmuję. The Reds w mistrzostwo Anglii uwierzyli dopiero niedawno, a w zasadzie po wygranej z Manchesterem City. Do tamtego meczu ich gra była piękna, skuteczna i wszystko przychodziło im z największą łatwością. Do czasu. Do czasu aż wzięli wszystko na poważnie.


Jestem w niewielkiej grupie ludzi, która nadal uważa, że największe szanse na mistrzostwo ma Liverpool. Citizens to w tym sezonie drużyna tak zrównoważona pod względem formy, jak trzynastolatka pod względem emocjonalnym.


Liverpool to najładniej grający zespół w tym sezonie w całej Europie. Rodgers zamienił drużynę z Anfield Road w istny kalejdoskop. W tej drużynie nie ma jednej ukutej taktyki i powtarzalności jak u Mourinho. Prym wiedzie tam kreatywność połączona ze świetnymi umiejętnościami poszczególnych zawodników. Każda kolejny matchday niósł ze sobą wiele pytań. Jak długo pociągnie jeszcze Liverpool? Czy Suarez i Sturridge utrzymają wysoką formę? Czy to wszystko na co stać tą drużynę?


Ostatnio zaczęliśmy już pytać o to, kiedy drużyna Brendana zapewni sobie mistrzostwo. To zadanie strasznie utrudnił im Jose Mourinho, swoją mistrzowską taktyką i rezerwowym składem, chociaż w tym meczu Nemanja Matić pokazał, że nieobecność Ramiresa była raczej wzmocnieniem The Blues. De facto Chelsea wygrała brzydko, a podopieczni Irlandczyka przegrali pięknie. Wszystkie problemy zaczęły się od Stevena Gerrarda, który wydawał się zawsze najpewniejszym filarem swojej drużyny. Anglik wyłożył się na rzeczy, która powinna mu przychodzić automatycznie. Najprostsze zagranie. A jednak, to się stało. Demba Ba być może w najwyższej formie nie jest, ale nadal to bardzo dobry snajper i z łatwością wykorzystał błąd doświadczonego pomocnika.


Steven w pierwszej połowie to była taka kwintesencja jego zespołu w tym sezonie. Piękna i skuteczna gra, przeplatana indywidualnymi błędami, które w efekcie mogą pozbawić Liverpool mistrzostwa. Jeśli tak się stanie, Steven nie zapomni tego co się stało do końca swojego życia. Osobiście nie sympatyzuje z tą drużyną, ale w tym sezonie to właśnie ona najbardziej zasłużyła na tytuł i to jej w dążeniach do mistrzostwa kibicuje najzagorzalej. Lubię kiedy wygrywa ten, kto gra najpiękniejszy futbol. Kibicuje im przede wszystkim ze względu na Gerrarda. Taka legenda Premier League zasługuje na to, by triumfalnie unieść do góry to wspaniałe trofeum. Kibice z Anfield też na to zasłużyli. Cieszą się z każdej ofensywnej akcji swojego zespołu, z każdego strzału i wywalczonego rzutu rożnego jak z samego mistrzostwa.


Wracając jeszcze do samego spotkania widać kto jest najmocniejszym punktem Liverpoolu. Nie jest nim Luis Suarez, Sterling, Sturridge, czy Coutinho, którzy blakną jeśli pod opiekę weźmie ich klasowy obrońca, wsparty wskazówkami od taktycznego geniusza. To Gerrard wziął na siebie całą odpowiedzialność. To on dla swojego klubu stał się nagle piłkarzem wielozadaniowym, który bez względu na ustawienie na boisku stwarza ogromne zagrożenie dla bramki rywala. W tym pomogła mu zarówna ogromna sportowa złość i oddanie dla klubu. Oczywiście to też nieco mu przeszkodziło, bo kilka akcji można było zakończyć lepiej, chociaż gdyby nie wyśmienita forma pewnego staruszka kibice niebieskich wracaliby do stolicy w gorszych humorach.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)