Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Cracovia coraz bliżej dna, Górnik w końcu zwycięski

Cracovia coraz bliżej dna, Górnik w końcu zwycięski

Piłka nożna | 04 maja 2014 22:05 | Przemysław Drewniak
Prejuce Nakoulma zagrał w swoich ostatnich Wielkich Derbach Śląska
fot. x-news
Prejuce Nakoulma zagrał w swoich ostatnich Wielkich Derbach Śląska

Jeśli jeszcze dwa tygodnie temu piłkarze Cracovii czuli się w miarę bezpieczni, to teraz muszą się zmierzyć z faktem, że strefa spadkowa niebezpiecznie się do nich zbliża. W pierwszych dwóch meczach rundy finałowej piłkarze Wojciecha Stawowego ponieśli porażki w meczach z Podbeskidziem i Widzewem, nie pokazując żadnego pomysłu na to, jak dostosować się do twardej walki o utrzymanie. Znacznie spokojniej jest na Górnym Śląsku, gdzie Górnik Zabrze pokonał Ruch Chorzów i przerwał dłużącą się serię spotkań bez porażki.


Widzew Łódź 2-0 Cracovia
Eduards Visnakovs 34', Povilas Leimonas 85'


Jeszcze niedawno nikt o zdrowych zmysłach nie postawiłby pieniędzy na scenariusz, w którym w lidze na następny sezon pozostają zarówno Podbeskidzie, jak i Widzew. Dziś taki rozwój zdarzeń wcale już nie brzmi nieprawdopodobnie. W ostatnich sześciu meczach podopieczni Artura Skowronka przegrali tylko raz i po pokonaniu Cracovii tracą już tylko trzy punkty do bezpiecznego miejsca.


Gdy jeden z zawodników już w 14. minucie zostaje wyrzucony z boiska, zazwyczaj piszemy, że czerwona kartka "ustawiła mecz". W tym przypadku mamy jednak wątpliwości, czy aby na pewno tak się stało. Owszem, dzięki zejściu Pilarza Widzewowi łatwiej tworzyło się sytuacje. W samej pierwszej połowie Edaurds Visnakovs doszedł do tylu stuprocentowych okazji, że gdyby był w formie z początku sezonu, to pewnie skopiowałby wyczyn Marcina Robaka z meczu z Lechem. Trafił tylko raz, wykorzystując znakomite podanie aktywnego na lewym skrzydle Marcina Kaczmarka.


Mamy jednak wrażenie, że nawet gdyby obie drużyny grały w 11 na 11, ten mecz wyglądałby tak samo. Nawet grając w osłabieniu Cracovia miała przewagę w posiadaniu piłki, ale jak zwykle to rywal atakował groźniej, korzystając z błędów obrony "Pasów". Widzew kolejny raz pokazał, jak banalnym wyzwaniem jest pokonanie drużyny Wojciecha Stawowego. Póki jesienią w niezłej formie był Dawid Nowak, Cracovii udawało się forsować zasieki obronne rywali. Po kontuzji nie potrafi on jednak wrócić do optymalnej dyspozycji, a oddanie piłki i solidna gra w defensywie w zupełności wystarczy, by skasować komplet punktów w starciu z "Pasami". Nie trzeba być nawet skutecznym - w niedzielę Widzew oddał na bramkę Matko Perdijicia 26 strzałów, zmarnował mnóstwo świetnych szans, a i tak zdołał trafić do siatki dwa razy. Wynik meczu ustalił w końcówce Povilas Leimonas, wykorzystując kolejny błąd w obronie Cracovii.


Lubię trenerów, którzy mają swoją wizję gry zespołu i umieją ją wprowadzić. Takich, którzy wyróżniają się na tle swoich kolegów po fachu. Kimś takim jest z pewnością Wojciech Stawowy, który teraz ma jednak spory problem. Przez dwa ostatnie lata uczył Cracovię jak grać futbol ładny, techinczny, oparty na posiadaniu piłki, tymczasem w meczach z zespołami walczącymi o utrzymanie ta taktyka zupełnie nie zdaje egzaminu. Jego drużyna będzie teraz musiała się nastawić na więcej boiskowej walki, choć wiadomo, że ciężko zmieniać styl gry na pięć kolejek przed końcem sezonu. Cracovia musi się jednak obudzić - jej przewaga nad Widzewem i Zagłębiem wynosi już tylko pięć punktów i po dwóch meczach rundy finałowej przy Kałuży mają niewiele powodów do optymizmu.


Górnik Zabrze 2-0 Ruch Chorzów
Prejuce Nakoulma 5', Dzikamai Gwaze 12'


Po upokorzeniach w starciach z lokalnymi rywalami i serii meczów bez zwycięstwa, kibice Górnika Zabrze w końcu mają moment radości. Ich drużyna odniosła pierwszy sukces pod wodzą Roberta Warzychy, wygrywając 101. Wielkie Derby Śląska.


W pierwszej połowie zabrzanie przypominali zespół z najlepszych jesiennych spotkań pod wodzą Nawałki. Szybkie skrzydła, wspomagane przez wysoko grających Olkowskiego i Kosznika, sprawiały Ruchowi sporo problemów. Już w szóstej minucie po podaniu tego pierwszego wynik spotkania otworzył Prejuce Nakoulma. Reprezentant Burkina Faso czuł się na boisku bardzo pewnie, wychodziły mu niemal wszystkie zagrania i było widać, że chce wykorzystać jedną z ostatnich szans na pokazanie się przed letnim okienkiem transferowym.


Zagraniczni skauci obserwujący grę Nakoulmy być może zanotowali w swoich notesach jeszcze jedno nazwisko. W pierwszej połowie jedną z pierwszoplanowych postaci Górnika był Dzikamai Gwaze, który swój talent potwierdzał jak na razie tylko w trzecioligowych rezerwach zabrzan i LZS-ie Piotrówka. Pomocnik z Zimbabwe dostał od Roberta Warzychy wielką szansę pokazania się w prestiżowym meczu pierwszej drużyny i wykorzystał ją w stu procentach. Strzelił przepiękną bramkę na 2:0 i dopóki nie zszedł z boiska z powodu urazu, imponował aktywnością, odbiorem piłki i wychodzeniem na pozycje. Antoni Łukasiewicz, który pojawił się na boisku w jego miejsce, nie dał drużynie już tyle pożytku.


W drugiej połowie kibice przy Roosevelta mogli się obawiać, bo ich drużyna już kilka razy pokazała, że potrafi trwonić przewagi na własnym boisku. Po zmianie stron Ruch z minuty na minutę coraz bardziej się rozkręcał, był coraz bliższy gola, ale do kropki nad "i" gościom ciągle czegoś brakowało. Zawodzili przede wszystkim bezproduktywni w drugiej linii Jakub Kowalski i Filip Starzyński. I choć grę "Niebieskich" ciągnęli głównie Marek Zieńczuk i Grzegorz Kuświk, to właśnie wcześniej wymieniona dwójka mogła przesądzić o losach spotkania. Starzyński był bardzo bliski kontaktowego gola po pięknym strzale w poprzeczkę z rzutu wolnego, zaś na kwadrans przed końcem po jednym z nielicznych ofensywnych wejść Kowalski wywalczył rzut karny. Do piłki podszedł Starzyński, który jednak w kluczowym momencie ponownie zawiódł i dał się wyczuć Pavelsowi Steinborsowi. Łotysz między słupkami bronił wyśmienicie i to jemu Górnik może zawdzięczać fakt, że w drugiej połowie Ruch nie wrócił do gry.


Już w Szczecinie Górnik wykazał symptomy lepszej gry, które potwierdził w starciu z Ruchem. To był jednak najprawodpodobniej ostatni raz, kiedy Robert Warzycha wystawił na boisko swój najsilniejszy skład. Coraz częściej się słyszy, że władze klubu z Zabrza chcą już zgrywać zespół na następny sezon, stąd nie ma sensu granie Prejucem Nakoulmą czy Pawłem Olkowskim, którzy latem odejdą do zagranicznych klubów. I nie można się temu dziwić, bo zarówno w Zabrzu jak i Chorzowie perspektywa awansu do europejskich pucharów nikogo nie grzeje.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)