Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Legii gra na piątkę, bezradna Wisła, przeciętne starcie w Białymstoku

Legii gra na piątkę, bezradna Wisła, przeciętne starcie w Białymstoku

Piłka nożna | 09 maja 2014 22:32 | Sebastian Ibron

fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news

Mina Franciszka Smudy w zasadzie mogłaby posłużyć za cały komentarz do dzisiejszego meczu Legia – Wisła, my jednak trochę bardziej się wysilimy. W końcu było o czym pisać, warszawiacy zmietli krakowian z powierzchni ziemi, a przed tym starciem mieliśmy potyczkę Jagiellonii z Zagłębiem, z której zwycięsko wyszli gospodarze.


Najpierw kilka słów o meczu na Podlasiu. Analizując składy, gospodarze wyszli na ten mecz relatywnie defensywnie, zaś Zagłębie wręcz przeciwnie, ale to zrozumiałe. W końcu „Miedziowi” nie mieli nic do stracenia. Przedostatniej lokaty w tabeli nie ma sensu chyba bronić.


Toczył się mecz. Taki zwykły, jak to w Ekstraklasie. I nagle trybuna najzagorzalszych fanów opustoszała, a doping ucichł. A to oznaczało jedno… lepiej było słychać komentarz Jagody, nie można już było skupić się na okrzykach kibiców. A niestety – szanowny pan Wojciech dużo mówił, niestety od rzeczy.


W połowie pierwszej cudów nie ujrzeliśmy. Quintana nie błysnął, Piech się nie pokazywał. Jedyne, co jest rzeczywiście warte wyróżnienia, to gol Mateusza Piątkowskiego po wrzutce Gajosa z rzutu rożnego. Napomknąć może jeszcze warto o próbie(?) strzału tego drugiego. Prawda, Ptak był wysunięty, lecz to raczej jednak było dośrodkowanie, zwyczajnie nieudane.


Piłkarze jakby na siłę próbowali zaprzeczyć słowom Glenia, jakoby do tyłu nie było łatwo grać. A może po prostu zawodnicy Jagi i Zagłębia są tak fenomenalni, że nie sprawia im to problemu? Cóż, wątpimy. Tym bardziej, że poza golem Piątkowskiego oraz sytuacją Quintany w pierwszej połowie żadna z drużyn nie pokazała nic poza smętną wymianą piłek, głównie do tyłu oczywiście. Zagłębie – nawet postawione pod ścianą nie potrafiło realnie zagrozić bramce Jakuba Słowika. (No dobra, może w poprzeczka Abwo to zaprzeczenie tezy, choć z drugiej strony wyjątki stanowią regułę). Chęci nie można im odmówić, ale ów chęci nie były konkretyzowane. W końcu może się okazać, że po tej serii gier „Miedziowi” staną się czerwoną latarnią ligi. Niemiło, co?


Zagłębie zaczęło mecz dwoma napastnikami, zakończyło bez ani jednego. Zagłębie, tak jak Jaga, zaczęło mecz z zerowym bilansem bramkowym, i już nie jak gospodarze, zakończyli go bez zdobyczy bramkowej. Porażka z białostocczanami oznacza, że nawet Widzew może znaleźć się wyżej od nich w tabeli. A jeśli już Widzew ma możliwość przeskoczenia kogoś w tabeli, to ten ktoś prawdopodobnie nie zasługuje na byt w Ekstraklasie. Kto wie, może lubinianie właśnie potrzebują „oczyszczenia”?


Powiedzmy, że białostocka rozgrzewka była mało intensywna. Zaś od początku starcia w stolicy Wisła wskoczyła na najwyższe obroty. Od początku tempo było bardzo szybkie. Atakowała Wisła, atakowała Legia. Pierwszą groźną okazję stworzyli sobie goście, a nieprawdopodobnie mocno w poprzeczkę uderzył Stilić. Mimo lepszej gry wiślaków, to oni wyłapali potężnego gonga. Gola zdobył Michał Żyro po efektownym przełożeniu obrońcy i bardzo pewnym wykończeniu.


Później Legia zdobyła drugą bramkę. Po raz kolejny sporą cegiełkę do straconego gola przyłożył Michał Nalepa, który dał się jak trampkarz objechać Bereszyńskiemu. Defensor Wisły zdecydowanie pracował na notę… minusową. I pomyśleć, że do mniej-więcej 20 minuty to Wisła była lepszą drużynę. Cóż jednak z tego, skoro w 45 minucie w pole karne gości bezkarnie wbiegł Jodłowiec zdobywając gola z rzutu rożnego. Pierwsza połowa to pogrom, bezlitosne wymierzenie kary przez Legię, Wisła miała obronę dziurawą jak szwajcarski ser.


Od początku drugiej odsłony starcia pachniało kolejnymi golami dla Legionistów. Jodłowiec ciągle nie był kryty przy kornerach, a Radović na miękko robił Nalepę, a w 59 minucie Żyro znów pokazał, że Legia jest „Żyrozależna”. Kapitalna, fenomenalna, idealna wrzutka skrzydłowego Legii wprost na głowę Dossy Juniora. Crème de la crème. Gdyby Legia bardziej się przyłożyła w końcówce, mogła swobodnie zdobyć jeszcze kilka goli, choć i tak osiągnęli fantastyczny wynik. Co jeszcze warto zauważyć, Marek Saganowski zdobył drugiego gola po powrocie po kontuzji. Dość prędko po wejściu i niewielkim nakładem sił, ale to cały Marek.


Dobrze wiemy, że w przyrodzie nic nie ginie. Pogoń zgarnęła piątkę od Wisły, Wisła zgarnęła piątkę od stołecznej drużyny. Legia dziś była po prostu za mocna. Czego jednak można oczekiwać od krakowian, jeśli Nalepa do spółki z Czekajem dają się ogrywać jak dzieci--- byli na boisku. To była różnica klas, Legia niemiłosierni punktowała gości i ostatecznie nie dała im żadnych złudzeń. To była Legia, która śmiało może pretendować do realnej walki o Ligę Mistrzów. Ciężko sobie wyobrazić, by Legia miała stracić mistrzostwo, ale… to w końcu tylko nasza Ekstraklasa. Tutaj nigdy nic nie wiadomo.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)