Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Emocje skończone, szykujcie się na piknik!

Emocje skończone, szykujcie się na piknik!

Piłka nożna | 18 maja 2014 21:24 | Przemysław Drewniak
Bartosz Rymaniak, podobnie jak jego koledzy z drużyny, zaliczył kiepski występ w meczu z Cracovią
fot. x-news
Bartosz Rymaniak, podobnie jak jego koledzy z drużyny, zaliczył kiepski występ w meczu z Cracovią

Reforma Ekstraklasy miała sprawić, że losy mistrzostwa i utrzymania w lidze będą się ważyć do ostatnich kolejek. Po dzisiejszych meczach wygląda jednak na to, że emocje są już za nami, a w następnych tygodniach czekają nas spotkania o pietruszkę, puste trybuny i piknikowa atmosfera. Wygrywając w Lubinie, Cracovia niemal przesądziła już o spadku Zagłębia i Widzewa, zaś Legia pokonała na wyjeździe Górnika i może zacząć chłodzenie szampanów na przyszły weekend.


Zagłębie Lubin 1-2 Cracovia

Aleksander Kwiek 59' - Dawid Nowak 17', Krzysztof Nykiel 65'


To miał być mecz nowych mioteł. Przed najważniejszym spotkaniem sezonu działacze Zagłębia i Cracovii chcieli pójść śladem Piasta Gliwice, który po zmianie trenera niespodziewanie wygrał dwa mecze i jest już niemal pewien pozostania w lidze. Która miotła zadziałała lepiej? Żadna, bo w niedzielne popołudnie w Lubinie obejrzeliśmy (szczególnie w pierwszej połowie) jedno z najgorszych spotkań tego sezonu. Zwycięstwo odnieśli konkretniejsi w swoich atakach goście, którzy mają już siedem punktów przewagi nad strefą spadkową.


Już początek meczu wskazywał na to, że z drużyną Piotra Stokowca nie wszystko jest tak, jak być powinno. Powtórzyła się historią z poprzednich kolejek - Miedziowi rozpoczęli mecz bojaźliwie i wcale nie wyglądali jak drużyna z nożem na gardle. Cracovia próbowała zaś nie grać w piłkę, do czego w ostatnich dniach próbował ją namówić Mirosław Hajdo. "Pasy" chyba pierwszy raz w tym sezonie wcale nie przeważały w posiadaniu piłki i... może dzięki temu objęły prowadzenie. Gol padł z przypadku, po zamieszaniu w polu karnym i fatalnym zachowaniu Bartosza Rymaniaka. Kapitan Zagłębia dwa razy wybijał piłkę w kierunku piłkarzy Cracovii, aż w końcu do siatki wpakował ją Dawid Nowak.


Zagłębie dogorywało. Mnóstwo prostych strat, kompromitujących zagrań i strzałów Panu Bogu w okno - lubinianie robili wszystko, by udowodnić, że spadek do pierwszej ligi absolutnie im się należy. Cracovia wcale nie grała lepiej, ale miała wynik, mogła zastawić się w polu karnym i liczyć na kontrataki.


Podobnie jak przed tygodniem w Białymstoku, gra Zagłębia ożywiła się dopiero po przerwie. Wówczas drużynie z Dolnego Śląska nie można było odmówić ambicji (28 strzałów), choć umiejętności już tak (większość z nich wędrowała daleko poza światło bramki). W pewnym momencie lubinianie przejęli nawet inicjatywę, zagrażali bramce Pilarza coraz częściej, aż w końcu gola strzelił Aleksander Kwiek. Na tym jednak można zakończyć szukanie pozytywów w grze Zagłębia - dziesięć minut dobrej gry w meczu o życie to zdecydowanie za mało, by zasłużyć na utrzymanie.


Cracovia nie musiała wspinać się na wyżyny, by strzelić drugiego gola. Sprezentowali go jej sami piłkarze Zagłębia, a konkretnie Silvio Rodić, który wiosną prezentował się dobrze, ale w niedzielę niebezpiecznie zbliżył się do poziomu Michała Gliwy. Chorwat podarował piłkę rywalom, najlepszy na boisku Marcin Budziński odegrał ją do Krzysztofa Nykiela, a ten zachował zimną krew i pewnym uderzeniem podarował Hajdzie zwycięstwo w debiucie na ławce trenerskiej w Ekstraklasie.


Goście atakowali w tym meczu rzadziej, ale bardziej konkretnie. W końcówce Zagłębie nieudolnie starało się odwrócić losy meczu i całego sezonu, ale w tym czasie Cracovia spokojnie kontratakowała - w ostatnim kwadransie sam Deniss Rakels powinien był ustrzelić hat-tricka. Tonący statek gospodarzy opuścił w dodatku kapitan, i to zanim poszedł on na dno. Rymaniak otrzymał za faul drugą żółtą kartkę, choć za brutalną grę mógł wylecieć z boiska znacznie wcześniej, podobnie jak bezproduktywny Michal Papadopulos. Aż szkoda było na to patrzeć. Tym meczem Zagłębie udowodniło, że jego miejsce jest w pierwszej lidze. Choć patrząc na politykę transferową, jaka panowała w tym klubie w ciągu ostatnich lat, spadek z Ekstraklasy być może wyjdzie mu na dobre.


Górnik Zabrze 2-3 Legia Warszawa
Paweł Olkowski 24', 77' - Tomasz Jodłowiec 41', Michał Żyro 59', Michał Kucharczyk 62'


Po meczu w Lubinie potrzebowaliśmy detoksu, którym okazał się pojedynek Górnika z Legią. Z reguły jeśli Ekstraklasa funduje nam widowisko na wysokim poziomie, to dzieje się to co najwyżej raz na kolejkę, ale w tej serii gier ponad przeciętność wybiły się aż dwa spotkania. Trudno rozstrzygnąć nawet, czy mecz w Gdańsku był lepszy niż ten w Zabrzu. Więcej goli padło jednak na Górnym Śląsku, choć końcowy wynik nie stanowił żadnej niespodzianki.


Obserwując grę Legii pod kątem występów w europejskich pucharach, czekaliśmy, czy podopiecznym Henninga Berga uda się zachować powtarzalność po znakomitym występie z Wisłą. Pierwsze pół godziny meczu mogły poddać to pod wątpliwość - Górnik rywalizował z mistrzami Polski jak równy z równym, nie pozwalał im rozwinąć skrzydeł, a w dodatku prowadził po znakomitym uderzeniu Pawła Olkowskiego.


W ostatnim kwadransie pierwszej połowy warszawska maszyna nagle zaczęła jednak pracować na coraz większych obrotach. Przez kilka minut Legia stworzyła sobie tyle stuprocentowych okazji do strzelenia gola, ile Zagłębiu udało się wykreować przez cały sezon. Poprzeczkę obili Kucharczyk i Brzyski, który posłał niesamowitą petardę na bramkę Pavelsa Steinborsa. Udało się w końcu po stałym fragmencie gry, gdy do główki najwyżej wyskoczył Tomasz Jodłowiec. Legia dopiero się rozkręcała i było wiadomo, że w drugiej połowie Górnika czeka niebywałe ciężkie zadanie.


I tak też w istocie było. Szczególnie, że formę z poprzednich spotkań zaczął pokazywać Michał Żyro. Skrzydłowy Legii wyprowadził swój zespół na prowadzenie przepięknym, mierzonym tuż przy słupku uderzeniem zza pola karnego. Komentujący to spotkanie Marcin Rosłoń stwierdził, że "ta piłka była do wyciągnięcia, ale tylko z siatki", a Żyro wcale nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Chwilę później na oczach obecnego na trybunach Adama Nawałki popisał się idealnym dośrodkowaniem na głowę Michała Kucharczyka, który z łatwością podwyższył na 3:1.


Legia grała swój najlepszy futbol, znakomicie w defensywie spisywali się Jakub Rzeźniczak i Inaki Astiz, więc wydawało się, że w tym spotkaniu nic ciekawego już się nie wydarzy. Tymczasem o sobie znów dał znać żegnający się z Zabrzem Olkowski, który niemal skopiował swój strzał z pierwszej połowy i zdobył kontaktową bramkę. Ni stąd ni zowąd Górnik znów był w grze, miał okazje do wyrównania, ale Legia ostatecznie się wybroniła. Szczęśliwie, bo Bartosz Frankowski powinien był podyktować w samej końcówce rzut karny po zagraniu ręką Jodłowca.


Statystyki nie kłamią - pod wodzą Henninga Berga zanotowała 10 zwycięstw, 3 remisy i ani jednej porażki, nie licząc oczywiście walkowera za mecz z Jagiellonią. Krytykom norweskiego szkoleniowca zaczyna brakować argumentów, bo Legia prezentuje się coraz lepiej i w niezłym stylu sięgnie po mistrzostwo Polski. Czy jednak przełoży się to na dobrą grę w pucharach? Z tym pytaniem musimy zaczekać jeszcze dwa miesiące. Jednego możemy być pewni - w tym sezonie emocji związanych z walką o tytuł już nie odczujemy.


PRZEMYSŁAW DREWNIAK
Twitter: @przemekdrewniak

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)