Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Piast wbija ostatnie dwa gwoździe do trumny Zagłębia

Piast wbija ostatnie dwa gwoździe do trumny Zagłębia

Piłka nożna | 23 maja 2014 22:47 | Sebastian Ibron

fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news

W grupie spadkowej już wszystko jasne, teraz pora na tradycyjną już grę o pietruszkę. Wczoraj z ligi poleciał Widzew, dziś ten sam los podzieliło Zagłębie.


Chronologicznie pierwszy mecz, czyli starcie „Pasów” z Koroną Kielce. Cracovia od początku meczu grała całkiem przyjemnie dla oka. Ładowaniu seriami niczym Rambo towarzyszyła nieco zbanalizowana wersja tiki-taki. Krakowianie grali bardzo aktywnie z przodu, a często swe akcje finalizowali strzałami. Ot, takie miłe nawiązanie do rundy jesiennej, kiedy grę „Pasów” oglądało się bardzo przyjemnie.


Cracovia pałowała, Korona im na to pozwalała. Dość w sumie niecodzienna sytuacja. Zupełnie jakby „Scyzory” zostały pozbawione zębów. I ta bierność się zemściła w 37 minucie. Dąbrowski miał piłkę. W sumie, to pewnie nawet nie wiedział co z nią zrobić. Szedł więc, szedł, i szedł, aż zauważył, że znajduje się relatywnie blisko bramki Szlakotina, odszedł więc na prawą nogę i uderzył. I co? I wpadło. A to, że Szlakotin wydatnie pomógł gospodarzom w zdobyciu gola, to już inna para kaloszy.


Drugą część starcia „Pasy” rozpoczęły robiąc to, co w zwyczaju robić miały w pierwszej połowie. Strzelał każdy. Twierdzę nawet, że gdyby panią Grażynę z osiedlowego przenieść na ten mecz do Cracovii, to ona też próbowałaby pokonać ukraińskiego golkipera Korony. Ja jednak w pełni rozumiem taktykę, która polega na strzelaniu. Masowym strzelaniu zewsząd. W końcu, jak grać, gdy w bramce rywali gra taki „fachowiec” jak Szlakotin?


No dobrze, Cracovia Cracovią, ale ostatnie pół godziny zdecydowanie należało do gości. Tylko żeby się tak stało, podopieczni sympatycznego pana od języka migowego potrzebowali ogromnego rozgardiaszu w polu karnym Pasów. Zaś jak na zawodnika typowanego do liderowania Żółto-Czerwonym, Michał Janota zachował zimną krew umieszczając pewnie piłkę pod poprzeczką.


Zespołowi trenera Hajdy jakby brakowało pary, a Korona to w pełni wykorzystywała. Komentatorzy nSportu przytoczyli pewną sytuację, którą zaobserwowali przed meczem, kiedy do szatni Korona wnoszono jakieś słodycze, prawdopodobnie ciasto. Coś w tym może być. Koroniarze pojedli przed mecze, musieli jakoś spalić co nieco, a gdy już spalili, zaczęli grać.


Sytuację z Malarczykiem już pominiemy. Kretyńska sytuacja, kretyńska czerwona kartka, w iście kretyńskim momencie. Szkoda strzępić palców. W Grodzie Kraka pada więc remis 1:1. Co to oznacza dla drużyn? Dla Korony oznacza to pewne utrzymanie, a Cracovii brakowało albo punktu albo wpadki Zagłębia Lubin, by zapewnić sobie byt w elicie.


Teraz czas na kilka słów o drugim z dzisiejszych meczów. Piast od początku starał się zepchnąć Zagłębie do głębokiej defensywy. I realizował ten plan zaskakująco konsekwentnie oraz skutecznie. Piast atakował, a to spotykało się z relatywnie niewielkim oporem.


Ba, Zagłębie nie odpowiadało niemal w ogóle. Chyba że za odpowiedź należy uznać ten strzał Przybeckiego z 32 minuty, który poleciał… no w sumie, to nie wiem gdzie poleciał. W trybuny, powiedzmy. Gospodarze jednak nie potrafili przełożyć swojej przewagi na konkrety w pierwszej połowie.


Co się odwlecze, to nie uciecze. Potężnego dzwona wyłapało Zagłębie tuż po przerwie. Tomasz Podgórski nawiązał do pierwszego sezonu „Piastunki” w Ekstraklasie i pokazał, dlaczego to właśnie on nosi opaskę kapitańską. Fenomenalna wrzutka zewnętrzną częścią stopy, a Jurado zrobił to, co do niego należało – dołożył głowę do piłki umieszczając ją w bramce Dariusza Treli. Zagłębie wtedy ruszyło nieco do przodu. Ich próby sforsowania defensywy podopiecznych trenera Garcii pokazały jednak, dlaczego to właśnie „Miedziowi” spadają z ligi.


Strzelał Piątek junior, Piątek senior, Abwo, dwukrotnie znakomitą okazję miał Kwiek i paru innych, ale cóż z tego, skoro wystarczyło odnalezienie się Csaby Horvatha w polu karnym gości. Niestety, panie Stokowiec, niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Ale jakże to symptomatyczne. Zagłębie może się starać, Zagłębie może stwarzać groźne sytuacje do zdobycia gola, a gdy przychodzi co do czego, to swoich sytuacji nie wykorzystują, a przeciwnik swoje już i owszem.


Piast wygrywa z Zagłębiem 2:0. Przybysz z Malediwów odmienił wyniki gliwiczan jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Trzy mecze, trzy triumfy, dziewięć oczek. Czy można zaliczyć lepsze wejście do Ekstraklasy?


Na drugim biegunie znajduje się Piotr Stokowiec. Ten mecz przesądza definitywnie o losie lubinian. Zagłębie w przyszłym sezonie jeździć będzie do Stróży, Niecieczy i innych Niepołomic. Mnie to jednak szczególnie nie smuci, może Zagłębie właśnie tego potrzebuje? Może potrzebuje katharsis i oczyszczenia z tej mnogości szrotu, ogromnych kominów płacowych i niezdrowej atmosfery?


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)