Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Decima Realu
Iker Casillas przeżył w Lizbonie prawdziwą huśtawkę nastrojów.
Iker Casillas przeżył w Lizbonie prawdziwą huśtawkę nastrojów.

Decima Realu

Piłka nożna | 25 maja 2014 00:25 | Hubert Błaszczyk

Futbol jest piękny dla Realu. Okrutny dla Atletico. Drużynie Simeone do triumfu w Lidze Mistrzów zabrakło dwóch minut. To byłaby największa niespodzianka ostatniego dziesięciolecia. Dublet zespołu, na który nikt przed sezonem nie stawiał. Dla futbolu dobrze, że wygrał Real. Atletico nadal będzie głodne zwycięstw.


Atletico sił wystarczyło na 65 minut finału. Najlepszy okres drużyna Simeone miała po przerwie. Przez 20 minut niemal nie wypuszczała Realu z własnej połowy. To był idealny moment, żeby przypieczętować swoją przewagę bramką. Gola nie było, a Real przeszedł do ofensywy. Zmęczone Atletico broniło się dzielnie. Brakło 2-3 kontr, świeżej krwi. Może jednej zmiany? Teraz jesteśmy mądrzejsi. Diego Costa wytrzymał zaledwie 9 minut. Ale co byłoby gdyby strzelił bramkę? Simeone zagrał w ruletkę. I przegrał.


W 93. minucie Courtois musiał skapitulować. Real zasługiwał na tę bramkę. Idealnie piłkę dorzucił Modrić, a głowę dołożył Sergio Ramos. Ten sam, który przeżywał dramat, kiedy przed dwoma laty nie trafił karnego w półfinale przeciwko Bayernowi Monachium. Los bywa przewrotny.


W dogrywce Atletico nie miało szans. Przez większość czasu grało w dziesiątkę. Z ogromnym bólem walczył Juanfran. Bramka dla Realu wisiała w powietrzu. Worek z bramkami rozwiązał Bale, później nieatakowany trafienie dorzucił Marcelo. Kanonadę Realu zakończył CR7. Ale to nie on był bohaterem finału. Wręcz przeciwnie. Przez większość czasu był niewidoczny, nie udźwignął ciężaru tego spotkania.


Kilka dni temu chwaliliśmy Lukę Modrica. Nie bez podstaw. Chorwat momentami jest niewidoczny, ale zwycięstwa Realu nie byłoby bez niego. Świetnie akcje Królewskich napędzał też Angel Di Maria. Dobre zmiany dali Isco i Marcelo. Uważnie w obronie grał Raphael Varane. Spłacił się Gareth Bale. Zwycięski jest wreszcie Sergio Ramos.


Wzruszyły mnie łzy Casillasa. Człowieka, dla którego miniony rok był chyba najtrudniejszy. Meczu w Lizbonie pomimo zwycięstwa miło wspominać nie będzie. Przy bramce dla Atletico zawalił okrutnie. Uratował go Sergio Ramos.


Szacunek dla Atletico, splendor dla Realu. Ale za rok może być przecież odwrotnie. Futbol nie lubi próżni.


HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)