Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Ruch popsuł koronację Legii i zmierza po wicemistrzostwo

Ruch popsuł koronację Legii i zmierza po wicemistrzostwo

Piłka nożna | 25 maja 2014 20:09 | Przemysław Drewniak
Za chwilę Filip Starzyński skutecznie wykończy rzut karny, dający Ruchowi prowadzenie w stolicy
fot. x-news
Za chwilę Filip Starzyński skutecznie wykończy rzut karny, dający Ruchowi prowadzenie w stolicy

Na dwie kolejki przed końcem sezonu w T-Mobile Ekstraklasie prawie wszystko jest już jasne. W zakończonej dziś serii gier poznaliśmy spadkowiczów, mistrza kraju, a powoli klaruje się także ligowe podium, na którym najprawdopodobniej znajdzie się Ruch Chorzów. Po zwycięstwie nad świętującą tytuł Legią podopieczni Jana Kociana mogą nawet skończyć rozgrywki na pozycji wicelidera!


Legia Warszawa 1-2 Ruch Chorzów
Miroslav Radović 75' - Filip Starzyński 30' (k.), Piotr Stawarczyk 62'


W sobotę piłkarze Legii Warszawa wyjątkowo kibicowali zawodnikom Lecha, by ci wygrali i losy mistrzostwa mogły się rozstrzygnąć przy Łazienkowskiej. Z Pogonią Poznaniacy tylko zremisowali, a więc obronę tytułu podopieczni Henninga Berga świętowali przed telewizorem. Wcale nie umniejszyło to ich radości, bo w ostatnich szesnastu latach tylko Wisła Kraków potrafiła wygrać ligę dwa razy z rzędu.


Analogii między dzisiejszą Legią a Wisłą z poprzedniej dekady jest znacznie więcej. W latach 2000-2010 krakowianie zdobyli sześć mistrzowskich tytułów, i tylko raz (w 2007 roku) zabrakło ich na podium. Zanosi się na to, że podobną, albo nawet jeszcze większą dominację przejmie w następnych latach Legia. Już teraz widać, że przy niepewnej sytuacji kadrowej Lecha warszawianie będą zdecydowanym faworytem również w przyszłym roku.


Kolekcjonowanie mistrzowskich tytułów nie jest jednak szczytem ambicji Bogusława Leśnodorskiego i Dariusza Mioduskiego. Od Legii wszyscy oczekują awansu do Ligi Mistrzów, choć zastanawiająca była wypowiedź Henninga Berga, który stwierdził, że w tym roku jego zespół wcale nie musi awansować do elitarnych rozgrywek. Ściąganie presji z siebie i drużyny czy realna ocena możliwości? Choć wiosną gra Legii mogła się podobać, to jednak byłoby wielce ryzykownym stwierdzenie, że obecna kadra wystarczy na sukcesy w Europie.


Pocieszające są płynące z Warszawy sygnały, jakoby władze klubu nie zamierzały w lecie sprzedawać żadnego z kluczowych zawodników. Nawet taka deklaracja może jednak nie wystarczyć, jeśli Legia nie sięgnie latem po znaczące wzmocnienia. Poprzednia pucharowa przygoda mistrzów Polski pokazała, że bez klasowego napastnika niezwykle trudno będzie powalczyć chociażby o wyjście z grupy w Lidze Europy. Ustawienie bez klasycznej "dziewiątki", z Miroslavem Radoviciem i Ondrejem Dudą na "szpicy" w Ekstraklasie sprawdza się bardzo dobrze. Ale gdy serbsko-słowackiemu duetowi przyjdzie się ścierać z dużo silniejszymi, lepiej przygotowanymi fizycznie obrońcami, ich umiejętności techniczne i dobre zrozumienie mogą już nie wystarczyć.


Na pytania o przyszłość Legii przyjdzie jeszcze czas. Mecz z Ruchem oczywiście nie dał nam na nie żadnych odpowiedzi, bo mistrzowie Polski byli zbyt rozluźnieni, by pokonać walczących o podium chorzowian. Gospodarze mieli też pecha - gdyby w pierwszej połowie do siatki w idealnej sytuacji trafił Kucharczyk, a sędzia podyktował rzut karny za ewidentny faul Daniela Dziwniela na Bartoszu Bereszyńskim, losy tego meczu mogły potoczyć się zupełnie inaczej. Należy jednak dodać, że większość ofensywnych piłkarzy Legii nie była dziś w najlepszej formie. Radović, Duda czy Kucharczyk wyglądali tak, jakby w sobotni wieczór na świętowaniu przed telewizorem się nie skończyło. Bardzo dobry poziom z poprzednich tygodni utrzymali tylko Michał Żyro i Tomasz Jodłowiec, ale to było zbyt mało na doskonale zorganizowaną defensywę Ruchu.


Zaangażowanie, mądre ustawienie, znakomita dyscyplina taktyczna - właśnie tak Ruch wygrywa mecze pod wodzą Jana Kociana i nie inaczej było przy Łazienkowskiej. Kolejny raz dobrą partię rozegrał Filip Starzyński, który strzelił gola z rzutu karnego i asystował przy bramce Piotra Stawarczyka. Ten drugi wraz z Marcinem Malinowskim postawił w polu karnym Ruchu solidną i szczelną ścianę, przez którą zawodnikom Legii bardzo trudno było się przedrzeć. Po wygranej w Warszawie Niebiescy są już bardzo blisko ligowego podium, a sezon mogą zakończyć nawet na... drugim miejscu! Brzmi to niebywale, ale choć Lech ma nad Ruchem cztery punkty zaliczki, to w ostatniej kolejce poznaniacy zmierzą się z Legią, a w następnej kolejce zagrają właśnie z chorzowianami. Okazuje się zatem, że podopieczni Mariusza Rumaka będą musieli mocno się zmobilizować, by obronić wicemistrzostwo.


Zawisza Bydgoszcz 0-0 Lechia Gdańsk


O tym meczu w zasadzie wystarczy napisać tylko tyle, że się odbył. Jeśli w tym czasie wybraliście grilla, spacer lub oddanie głosu w wyborach - niczego nie straciliście. Aż do ostatniego kwadransu w Bydgoszczy właściwie nic się nie działo. Tylko 2000 widzów na trybunach, zachodzące słońce - wprost wakacyjna, sparingowa atmosfera. Niby Lechia walczy o puchary, ale po piłkarzach Ricardo Moniza nie było widać szaleńczej determinacji. Nie ma się co dziwić, bo w obliczu zmian we władzach klubu nie wiadomo, ilu z nich zostanie w drużynie na następny sezon.


Ciekawiej zrobiło się dopiero w końcówce, gdy słońce nie grzało już tak bardzo, a piłkarzom jakby nagle zaczęło zależeć na wygranej. Swoje okazje miały obie drużyny, ale brakowało im wykończenia. W Lechii aż nadto widoczny był brak Zaura Sadajewa, bo zastępujący go Patryk Tuszyński po znakomitym początku rundy wiosennej wtopił się w ligową szarzyznę. Niemal wszystkie celne strzały gdańszczan zmierzały w środek bramki pewnie interweniującego Wojciecha Kaczmarka. Po drugiej stronie ataki Zawiszy ciągnęli aktywni na skrzydłach Alvarinho i Luis Carlos, a najbliższy szczęścia był Kamil Drygas, który trafił w słupek.


Do pierwszej trójki Lechia traci już pięć punktów, co na dwie kolejki przed końcem okaże się zapewne dystansem nie do odrobienia. Teraz w Gdańsku będą ściskać za negatywne odpowiedzi Komisji ds. Licencji w sprawie odwołań Ruchu i Wisły. Chyba tylko w taki sposób lechiści mogą sobie wywalczyć udział w europejskich pucharach.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)