Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Koniec eksperymentów. Mecz z Litwą jak początek eliminacji

Koniec eksperymentów. Mecz z Litwą jak początek eliminacji

Piłka nożna | 06 czerwca 2014 08:34 | Przemysław Drewniak
Adam Nawałka kończy z selekcją. Z Litwą jego reprezentacja ma wreszcie poczynić postęp
fot. wikipedia.org
Adam Nawałka kończy z selekcją. Z Litwą jego reprezentacja ma wreszcie poczynić postęp

Dziś w Gdańsku reprezentację Polski czeka ostatni już sprawdzian przed walką w eliminacjach do mistrzostw Europy. I choć większość piłkarzy przyjechała na zgrupowanie rozluźniona po krótkich urlopach, dla Adama Nawałki żarty się skończyły. O ile wcześniejsze miesiące były dla selekcjonera swego rodzaju okresem próbnym, to wraz z meczem Litwą rozpoczyna się czas weryfikacji jego pracy z kadrą.


Nie ma miejsca na błędy


Odkąd Nawałka objął w listopadzie posadę selekcjonera, reprezentacja nie wygrała jeszcze ani jednego spotkania grając w najsilniejszym składzie. Po spotkaniach ze Słowacją, Irlandią, Szkocją i Niemcami, na próżno było szukać powodów do pochwał dla trenera, choć z drugiej strony mało kto decydował się w tym czasie na stanowczą krytykę. Wprawdzie kontrowersje budziły chociażby powołania dla polskich ligowców czy Thiago Cionka, ale z tyłu głowy cały czas przyświecała nam myśl, że dla Nawałki to okres testowania i szukania optymalnego składu. Wraz ze zgrupowaniem w Gdańsku etap selekcji już się jednak kończy. Z racji upływającego czasu, każde kolejne potknięcie Nawałki podważy jego pozycję w reprezentacji. Nie byłoby więc przesadnym stwierdzenie, że mecz z Litwą jest dla niego równie istotny jak wrześniowy początek eliminacji.


Całe szczęście, że sprawę z tego faktu zdaje sobie sam selekcjoner. Już w majowym meczu z Niemcami kadra miała wystąpić w jak najmniej eksperymentalnym składzie, ale niekorzystny termin sprawił, że Nawałka znów musiał postawić na dublerów i debiutantów. Przeciwko Litwie wreszcie zobaczymy reprezentację zbliżoną do tej, która we wrześniu wybiegnie na boisko w rozpoczynającym eliminacje meczu z Gibraltarem. W kadrze tym razem zabrakło miejsca dla nowicjuszy. Niewielu jest także tych, którzy nie mogą liczyć na regularne występy w swoich klubach. Kiedy oczekiwać postępów w grze drużyny Nawałki, jeśli nie właśnie teraz?


Milik zamiast "dziesiątki"


Wyjściowy skład na spotkanie z Litwą jest właściwie jasny. Już wczoraj selekcjoner zapowiedział, że w bramce w pierwszej połowie stanie Artur Boruc, a później zmieni go Wojciech Szczęsny. W ostatnich latach najwięcej do życzenia pozostawiała gra polskiej defensywy i wydaje się, że mecz w Gdańsku wiele w tej materii nie zmieni. Z powodu kontuzji na PGE Arenie nie zagra Łukasz Szukała, a Modena nie puściła na zgrupowanie Thiago Cionka. Partnerem Kamila Glika ma być Maciej Wilusz, dla którego będzie to szansa, by przekonać o swojej przydatności dla polskiej kadry kogoś poza samym Nawałką. Na lewej stronie ma zagrać Grzegorz Wojtkowiak, walczący o miejsce w składzie z Jakubem Wawrzyniakiem. Tak zestawiona linia obrony z Litwą i Gibraltarem pewnie sobie poradzi, ale w starciach z silniejszymi rywalami może być o to bardzo ciężko.


Najważniejszą zmianą, jaką przynosi mecz z Litwinami będzie jednak ustawienie ofensywy. Spełniły się życzenia wielu kibiców i ekspertów domagających się gry z dwoma napastnikami, bo w Gdańsku obok Roberta Lewandowskiego będzie biegał Arkadiusz Milik. Trochę przeczy to filozofii Nawałki, zgodnie z którą w reprezentacji mają grać tylko ci, którzy mogą liczyć na regularne występy w swoich klubach. Selekcjoner nie ma jednak innego wyjścia - musi mieć nadzieję, że po transferze do Ajaksu Milik nie będzie już grzał ławki rezerwowych i w eliminacjach stanie się w kadrze kluczowym zawodnikiem.


Na papierze ustawienie 4-4-2 z Milikiem i Lewandowskim na "szpicy" prezentuje się obiecująco. Obaj napastnicy mają predyspozycje do tego, by cofać się po piłkę i pomagać w rozgrywaniu akcji. Polska wreszcie zagra zatem bez klasycznej "dziesiątki". Nawałka zrezygnował z bezproduktywnego w reprezentacji Ludovica Obraniaka. I dobrze, bo jeśli piłkarz Werderu jest aktualnie najlepszym playmakerem, na jakiego możemy liczyć, to lepiej rozdzielić obowiązki rozgrywania piłki pomiędzy napastników i Mateusza Klicha. Dla pomocnika Zwolle to także dobra informacja. W meczu ze Szkocją było widać, że gra pod Obraniakiem nieco blokuje jego możliwości. Przeciwko Litwie powinien pokazać, że także w reprezentacji jest już stanie brać odpowiedzialność na swoje barki.


Nadzieje wciąż żywe


Niektórzy narzekają, że w Gdańsku Polacy nie zmierzą się z nieco mocniejszym zespołem. Sam fakt, że o sile reprezentacji Litwy stanowią piłkarze znani z występów w Ekstraklasie (powołani na dzisiejszy mecz są m.in. kapitan drużyny Tadas Kijanskas, Vyutautas Luksa, Emilijus Zubas), nie świadczy o niej najlepiej. Nasi dzisiejsi rywale zajmują w rankingu FIFA dopiero 106. miejsce (za Republiką Środkowoafrykańską i przed Etiopią), a zawodnikiem z największą ilością występów w barwach Litwy jest dobrze znany polskim kibicom Andrius Skerla. Z drugiej strony - czy są dziś w Europie kadry narodowe, o których w kontekście meczów Polski możemy mówić: "zbyt słabi"? W ostatnich latach Polska potrafiła już przegrywać ze słabeuszami Starego Kontynentu (także z Litwą) i dobra gra nawet przeciwko takiemu rywalowi będzie pozytywnie rokować na jesienne eliminacje.


To niesamowite, że mimo ciągłych niepowodzeń większość z nas i tak czeka na kolejne występy reprezentacji Polski z nadziejami. Na to, że w końcu uda się zagrać dobry mecz, przełamać strzelecką niemoc, zrobić postęp. Choć przez chwilę popatrzyć na grę Polaków z przyjemnością. Ściskamy kciuki, by właśnie tak było w Gdańsku. W przeciwnym razie będziemy czekać na rozpoczęcie eliminacji z wielkimi obawami, a Nawałka znów zacznie szukać innych rozwiązań. A na eksperymenty nie będzie już czasu.


PRZEMYSŁAW DREWNIAK

Twitter: @przemekdrewniak

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)