Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Pontony wygrały z piłką. Mecz z Litwą nie dostarczył odpowiedzi

Pontony wygrały z piłką. Mecz z Litwą nie dostarczył odpowiedzi

Piłka nożna | 07 czerwca 2014 08:45 | Przemysław Drewniak
W piątek reprezentacja Polski po raz drugi odniosła zwycięstwo na gdańskiej PGE Arenie
fot. P. Drewniak
W piątek reprezentacja Polski po raz drugi odniosła zwycięstwo na gdańskiej PGE Arenie

Nie efektowne akcje, piękne bramki i boiskowe emocje, a wyprawa pontonowa na Hel będzie tym wydarzeniem, które zapamiętamy najlepiej po czerwcowym zgrupowaniu reprezentacji Polski w Gdańsku. Tylko niepoprawni optymiści mogą stwierdzić, że mecz z Litwą wniósł do gry kadry Adama Nawałki coś nowego. Wątpliwości co do szans polskiej drużyny w eliminacjach mistrzostw Europy mamy tyle samo, co kilka miesięcy temu. Tyle, że czasu pozostaje już coraz mniej.


Śledzenie losów reprezentacji przypomina ostatnio klepanie w kółko tego samego filmu. Dosyć słabego, ale takiego, który oglądamy tylko dlatego, że telewizja nic lepszego nie ma nam do zaoferowania. Przypomnijcie sobie poprzednie spotkania za kadencji Nawałki - bezbramkowy remis z Irlandią czy chociażby porażkę ze Szkocją. Wówczas mówiliśmy, że rywale Polski byli słabi, a sztuką było ich nie pokonać. W Gdańsku reprezentacja wreszcie wygrała, strzeliła nawet dwie bramki, ale jej styl znów nie różnił się od tego, co oglądaliśmy w poprzednich meczach. Nawałka uniknął kompromitacji i linczu ze strony mediów, kibice mogli wreszcie liczyć na chwile radości, ale wciąż nie zobaczyliśmy gry na poziomie, który upoważnia do udziału w mistrzostwach Europy.


Po pierwszej połowie wydawało się, że Polacy są bliscy katastrofy. Takim określeniem należałoby podsumować porażkę na własnym boisku z europejskim słabeuszem, który ma problemy ze skleceniem kilku dobrych, składnych akcji. Powróciły jakże dobrze znane nam demony reprezentacji - przestoje w grze, strzelecka niemoc Roberta Lewandowskiego i tykająca bomba zegarowa w postaci defensywy. Gdy po stracie Macieja Rybusa oraz błędach Kamila Glika i Macieja Wilusza Litwini strzelili bramkę, gilotyna nad głową Adama Nawałki zawisła niebezpiecznie nisko. Nie za sprawą wyczerpującej się cierpliwości Zbigniewa Bońka, a dziennikarzy i kibiców. Gdyby Polska poniosła w piątek porażkę, nie ulega wątpliwości, że do wrześniowego startu eliminacji selekcjoner miałby niezwykle trudne życie.


A łatwo i tak nie będzie. Podobnie jak poprzednicy, Nawałka może już tylko rozkładać ręce patrząc na grę Polaków w defensywie. Oprócz Łukasza Piszczka reprezentacja nie ma w obronie mocnych punktów. Wilusz nie może być partnerem dla Glika w meczach z poważnymi rywalami, jeśli przegrywa pojedynki i popełnia błędy w ustawieniu przeciwko Litwinom. Przeciętnie zaprezentował się również Grzegorz Wojtkowiak. Rzadko ryzykował włączanie się w akcje ofensywne (a gdy już to robił, to zwykle bezskutecznie), a w obronie często pozostawiał rywalom zbyt dużo miejsca. Nie wydaje się, by obrońca TSV Monachium był w tym momencie lepszym kandydatem do gry na lewej obronie od Jakuba Wawrzyniaka czy Tomasza Brzyskiego.


Drużynę Nawałki trzeba pochwalić za grę w drugiej połowie, w której nie można było im odmówić zaangażowania i chęci zdobywania bramek. Największym wygranym spotkania z Litwą niewątpliwie jest Kamil Grosicki. Piłkarz, który już wielokrotnie zawodził swoją postawą w kadrze, w końcu zrobił różnicę. Pokazał, że dzięki regularnej grze w Ligue 1 rozwinął się i jest w stanie dać dużo dobrego także reprezentacji. Tym razem "Grosik" nie zagrał jak jeździec bez głowy - potrafił przyspieszać akcje biało-czerwonych, zagrać na jeden kontakt i właśnie dzięki temu Arkadiusz Milik mógł wpakować piłkę do niemal pustej bramki, wyrównując stan meczu na 1:1. Wśród skrzydłowych Grosicki z pewnością pokazał się z lepszej strony niż Rybus, który zawinił przy golu Litwinów i zaliczył niewiele udanych zagrań.


Ambiwalentne odczucia można mieć z kolei co do współpracy Milika i Lewandowskiego, którzy w eliminacjach mają występować w roli dwóch napastników. W meczu z Litwą było widać, że obu piłkarzom brakuje jeszcze wspólnego języka, ale mimo tego wydaje się, że takie ustawienie ofensywy reprezentacji jest najlepszym z możliwych. Obaj byli widoczni, często brali się za rozgrywanie piłki i mieli kilka okazji do strzelenia bramek. Zresztą wystarczy już samo spojrzenie na listę strzelców, by stwierdzić, że pomysł Nawałki wypalił. Szkoda tylko, że "Lewy" znów zmarnował dwie setki pod bramką rywala. Tym razem nie zrzucajmy tego jednak na jego niemoc w reprezentacji, a iście wakacyjną formę. - W sytuacji z 90. minuty chciałem uderzyć po ziemi, a piłka przeleciała wysoko nad bramką - wyjaśniał po meczu król strzelców Bundesligi. To mówi wszystko.


Ale czy naprawdę mogliśmy mieć jakieś oczekiwania od meczu towarzyskiego, rozegranego z perspektywy kadrowiczów w środku wakacji? Z rywalem, dla którego sama gra na jednej z aren EURO 2012 jest nobilitacją, a nawet w pewnym sensie przygodą? Nawałka nie ukrywał, że jednym z głównych celów czerwcowego zgrupowania jest integracja drużyny - zarówno ta na murawie, jak i pozaboiskowa. To dobrze, że kadrowicze mieli więcej okazji do spędzenia wspólnego czasu. Wbrew pozorom, takie drobiazgi często mają duży wpływ na postawę zespołu. Siła drużyny nie rodzi się jednak w meczach towarzyskich, a podczas trudnej, wymagającej poświęcenia walki o punkty. To wtedy musimy oczekiwać od Polaków poprawy stylu, a przede wszystkim wyników.


Skład reprezentacji na jesienne eliminacje krystalizował się już od dłuższego czasu. Wątpliwości pozostawiały jedynie pozycje pół-lewego stopera i lewego obrońcy, bo w pomocy na lewej flance oprócz Rybusa mogą występować także Grosicki, Sobota czy Żyro. Mecz z Litwą nic w tej sytuacji nie zmienił, bo Wilusz i Wojtkowiak do siebie nie przekonali. Tych braków Nawałka nie będzie już jednak w stanie zlikwidować - możemy liczyć tylko na to, że w jakiś sposób je przykryje, zatuszuje. Co pozostaje nam zrobić przed jesiennymi eliminacjami? Wyciągnąć z gdańskiego sparingu to, co było najlepsze i mieć nadzieję, że się uda. W tym drugim jesteśmy przecież całkiem nieźli.


Z Gdańska PRZEMYSŁAW DREWNIAK

Twitter: @przemekdrewniak

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)