Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Sambę czas zacząć, Brazylia triumfuje na dzień dobry
Neymar
fot. Flickr
Neymar

Sambę czas zacząć, Brazylia triumfuje na dzień dobry

Piłka nożna | 13 czerwca 2014 00:34 | Sebastian Ibron

Mundial oficjalnie rozpoczęty! Brazylia w inauguracyjnym spotkaniu pokonała reprezentację Chorwacji 3:1.


Co trzeba przyznać – fani w Sao Paulo naprawdę potrafili wytworzyć niewiarygodny tumult. Wydawało się, że apogeum emocji nastąpiło w trakcie, a właściwie pod koniec, odśpiewanego hymnu. Przed meczem dało się wyczuć nieprawdopodobne pokłady mobilizacji, wielką chęć odniesienia sukcesu, a to finalnie się powiodło.


Do osiągnięcia poziomu hałasu z udziałem Brazylijczyków aspirowali Chorwaci, kiedy w 11 minucie Marcelo zdobył bramkę samobójczą. Samo trafienie bardzo pechowe, obrońca Realu Madryt nie był w stanie w żaden sposób zapobiec temu golowi Z całą pewnością nie tak wyobrażali sobie start mundialu fani z kraju kawy.


I od tej pory bardzo potrzebne były rajdy Neymara, siła Freda, interwencje Luiza i – jak to określił jeden z komentatorów – elektronika w oku Oscara. Z tych wszystkich rzeczy nie szczególnie nie zaobserwowaliśmy jedynie siły snajpera Brazylijczyków. Elektronikę w oku Oscara sprawdzał skutecznie Pletikosa, a Luiz przez cały mecz był klasą samą dla siebie.


Neymar pierwszą cegiełkę do budowli pt. „najlepszy piłkarz mistrzostw” przyłożył w 28 minucie, kiedy oddał strzał z dystansu, który znalazł miejsce w siatce Chorwatów. Tak padł ów gol. Jednak przy dołożeniu drugiej już były spore problemy. I wtedy wydatnie pomógł japoński arbiter spotkania. Otóż ten sędzia podyktował rzut karny. W mojej opinii – co najmniej dyskusyjny. Jedenastkę na gola zamienił Neymar.


W tym meczu padł jeszcze czwarty gol, a jego autorem okazał się Oscar. I na dzień dobry, ten gol to kandydat na najbardziej niechlujne trafienie tych mistrzostw. Piłkarz Chelsea pociągnął z „dużego palca” zza pola karnego, a Pletikosa ponownie niewiele miał do powiedzenia.


Autor ostatniego trafienia wyróżniał się przez całe spotkanie. Ogrywał niczym sześciolatka Sime Vrsaljko. Oscar uraczył też partnerów dobrą liczbą wrzutek. Najdobitnie dołożył się do wyniku w pierwszej minucie czasu doliczonego, kiedy zdobył gola na trzy do jednego.


Chorwaci świetnie rozpoczęli spotkanie, w końcu już od 11 minuty prowadzili. Później jednak stracili gola pierwszego, następnie drugiego, a w końcówce wbito im gwoździa do trumny. Od momentu wyrównania stanu spotkania zdawali się być bardzo spięci, a często nerwowo reagowali po każdej akcji pod własną bramką lub niewykorzystanej sytuacji pod bramką Brazylijczyków. Zdawali sobie sprawę, że – mimo wyniku – urwanie punktu gospodarzom było całkiem realnym scenariuszem. Tak się jednak nie stało. I mogą sobie pluć w brodę, zaś ich dzisiejszy rywale się cieszą. Wykonali oni pierwszy krok. Krok pierwszy z siedmiu.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)