Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Deja vu z Korei

Deja vu z Korei

Piłka nożna | 13 czerwca 2014 15:14 | Patryk Kipigroch
Wczorajsze wydarzenia przypominają nam mundial w Korei i Japonii.
fot. Facebook
Wczorajsze wydarzenia przypominają nam mundial w Korei i Japonii.

Nie pierwszy raz jest tak, że sukces mundialu zależy od prostego czynnika - sukcesu drużyny gospodarza. W 2002 roku zaszczytna rola przypadła Japonii i Korei Południowej. Dlaczego do tego wracam? Przecież to było 12 lat temu.

 

Przypomnijmy sobie co działo się wczoraj podczas meczu otwarcia tegorocznego mundialu. Brazylii nie wychodzi tak jak życzyliby sobie tego ich fani. Wyrównanie Neymara to w połowie wielki talent tego młodziaka, a w drugiej połowie nieporadność obrony Chorwatów i sam pech, jak i też złe czytanie akcji Pletikosy. Piłka nożna to gra błędów, nie zapominajmy o tym. Od drugiej połowy Chorwacja broniła ciągle korzystnego dla nich wyniku tak jak im nakreślił trener, a Canarinhos szczypali, szczypali, ale nic z tego. Nastroje całego kraju na najbliższe miesiące zależą od tych 11 gości na boisku, więc z pomocą przybył nieznany przybysz w czarnym stroju i znajomością tajemnego czaru rzutu karnego. Fred, o którym dzisiaj piszą w prasie, że w staniu w miejscu już jest mistrzem świata, upada od tak walcząc o piłkę, dając powód Japończykowi, aby ten użył swej mocy. Wykorzystany rzut karny i na koniec dobicie walecznych Chorwatów. Hej, zaraz, zaraz! Czy ja już nie widziałem podobnych rzeczy? Ach, tak! Korea...

 

Pierwszy mundial XXI wieku i pierwszy raz dwóch gospodarzy. Wtedy było podobnie jak dziś. Też egzotyka, też nowocześnie, też z fantazją, ale cała zabawa mogła minąć, gdyby jednemu z gospodarzy powinęła się noga już na pierwszym etapie. Pomińmy fazę grupową, także ze względu na Olisadebe i spółkę. Faza pucharowa i to, co z Koreą Południową robili sędziowie to był cyrk. Włosi i Hiszpanie byli o niebo lepsi od tygrysów gospodarczych. Italia strzelała bramki, ale nie były one zaliczane. Bo spalony. Bo faul. Bo coś tam jeszcze. Korea grała paskudną piłkę, ale sędziowie nie widzieli ich brutalnych fauli. Włosi i Hiszpanie odpadali w widowiskach tak żenujących, jak wczoraj żenujące było pchanie na siłę potężnej Brazylii, która zdaje się nie być już stolicą joga bonito, czyli pięknej gry. Chorwaci zostali wczoraj skrzywdzeni jak Polska w 2008 roku z Austrią. Liczyłem na mundial niespodzianek, a teraz żyję w strachu, że odrażające maskotki z Korei i Japonii 2002, wraz z demonami tamtych dni wróciły i nie spoczną póki nie dopchają Brazylii jak najdalej. Cała nadzieja teraz w poprawie gry Canarinhos. Żeby arbiter nie musiał naginać rzeczywistości, i w kibicach, którzy mimo zwycięstwa krytykują swoich piłkarzy, nazywając sytuację z karnym, hańbą dla brazylijskiej piłki.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)