Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Francja łatwo ogrywa brutali z Hondurasu. Goal-line technology zdała egzamin

Francja łatwo ogrywa brutali z Hondurasu. Goal-line technology zdała egzamin

Piłka nożna | 16 czerwca 2014 00:12 | Przemysław Drewniak
W taki sposób piłka przekroczyła linię bramkową nieudanej interwencji Valladaresa
fot. własne/TVP
W taki sposób piłka przekroczyła linię bramkową nieudanej interwencji Valladaresa

Reprezentacja Francji w wymarzony sposób rozpoczęła brazylijski mundial. Trójkolorowi niewielkim nakładem sił pokonali Honduras 3:0 i pokazali, że na powtórkę ich kompromitacji z RPA nie ma szans. W meczu z Porto Alegre po raz pierwszy w historii użyta została goal-line technology, która rozstrzygnęła o prawidłowości drugiego gola dla Francuzów.


Od początku meczu po Francuzach było widać dużo wyższą jakość i kulturę gry. Co prawda w ich poczynania momentami wdzierała się stagnacja, ale trudno było oprzeć się w jakimś momencie wrażeniu, że bramka dla Trójkolorowych jest jedynie kwestią czasu. Świetnie prezentował się w szczególności środek pola drużyny Didiera Deschampsa, w którym nie było słabych punktów. Paul Pogba i Yohan Cabaye organizowali niemal wszystkie akcje swojej drużyny, Mathieu Valbuena był najaktywniejszym zawodnikiem Les Blues, a Blaise Matuidi i Patrice Evra świetnie współpracowali ze sobą na lewym skrzydle. Mimo to,  Karim Benzema nie otrzymywał w pierwszej połowie podań otwierających drogę do bramki. Nie dość, że był dobrze pilnowany przez obrońców Hondurasu, to jeszcze jego koledzy mimo oczywistej przewagi wcale nie forsowali tempa gry.


W końcu udało się w 45. minucie, gdy po dośrodkowaniu Cabaye Wilson Palacios w głupi sposób sfaulował w polu karnym Pogbę, a jedenastkę zamienił na bramkę Benzema. Pomocnik Juventusu okazał się pozytywnym bohaterem Francuzów, choć niewiele zabrakło, by było inaczej. Kilkanaście minut wcześniej dał się sprowokować Palaciosowi i kopnął rywala, ale sędzia okazał się łaskawy i nie pokazał mu czerwonej kartki.


W drugiej połowie możliwy scenariusz był tylko jeden - Francja grała z przewagą jednego zawodnika i spokojnie, niewielkim nakładem sił miała strzelać kolejne bramki. Ostatecznie skończyło się na 3:0, choć szans było zdecydowanie więcej. Dwa gole dołożył Benzema, choć jeden z nich zostanie niestety zaliczony na konto bramkarza Hondurasu, Noela Valladaresa. To w tej sytuacji po raz pierwszy w historii goal-line technology została użyta do rozstrzygnięcia o prawidłowości strzelonej bramki.


Francja zaliczyła pewne zwycięstwo, choć oczywiście prawdziwą weryfikacją jej możliwości będą starcia z silniejszymi przeciwnikami. Do tego grona z pewnością nie można zaliczyć Hondurasu, który jeszcze w pierwszej połowie stanowił dla Trójkolorowych opór, ale później postawił na brzydką, brutalną grę. Zawodnicy z Ameryki Środkowej ani razu poważnie nie zagrozili bramce Hugo Llorisa, a niebezpieczeństwo stanowili głównie dla kości piłkarzy Les Blues. Z kontuzją opuścili boisko chociażby Patrice Evra czy Yohan Cabaye. Jedynymi pozytywnymi aspektami ich występu były... polskie akcenty. W drugiej połowie na stadionie w Porto Alegre oglądaliśmy znanych z Ekstraklasy Carlo Costly'ego i Osmana Chaveza, a także Bońka Garcię, który oddał nawet jeden z dwóch celnych strzałów na bramkę Francuzów. Jeśli jednak piłkarze Hondurasu mają się wyróżniać głównie łamaniem kości, to niech opuszczają ten znakomity turniej jak najszybciej.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)