Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Kostarykański sen ciągle trwa - objawienie czarnego konia

Kostarykański sen ciągle trwa - objawienie czarnego konia

Piłka nożna | 20 czerwca 2014 20:10 | Sebastian Ibron

fot. FIFA World Cup/facebook.com

Któżby przed mundialem pomyślał, że mecz Włochów z Kostaryką będzie starciem reprezentacji, które w pierwszej kolejce zdobył komplet oczek.


Cesare Prandelli rzekł, że Włosi nie zaliczają się do najlepszych, ale najlepszych mogą pokonać. Coś w tym może być, aczkolwiek podobnie można określić Kostarykę. W końcu Urugwaju byle kto nie pokonuje. Co więcej, patrząc na nazwy reprezentacji mogliśmy spodziewać się raczej jednego obrazu gry – dominacji Włochów, cofniętej defensywy Kostarykan. Ci drudzy sprawiali jednak wrażenie, że mecz z Urusami nie był dziełem przypadku.


Pierwszą racjonalną okazję do zdobycia gola miał Mario Balotelli, acz było to dopiero w 31 minucie. Do tego momentu Kostaryka grała, nawet nie tyle jak równy z równym, grała lepiej od Włochów. Później „Squadra Azzurra” podeszła nieco wyżej i już nie pozwalała „Los Ticos” wymieniać tak swobodnie piłki. To jednak za długo nie trwało, w 45 minucie Włosi zgarnęli gonga do szatni. Cudowna wrzutka Diaza, gol Ruiza i Kostaryka prowadziła do przerwy, tym samym nieco osłodziła nam dość gorzką pierwszą połówkę.


Ten gol był swego rodzaju rekompensatą, gdyż chwilę wcześniej sędzia postanowił nie wskazywać na wapno pomimo ewidentnego faulu Chielliniego w polu karnym.


Czas leciał, minuta za minutą, sekunda za sekundą, a Kostaryka ciągle prowadziła. Wprawdzie Włochom mecz nie układał się od początku, lecz mało kto spodziewał się, że „Los Ticos” tak konsekwentnie przełożą swoją dyspozycję z meczu przeciwko Urugwajowi na to starcie, kreując takie męki „Azzuri”.


Kostaryka zwyciężyła 1:0 po golu Ruiza. I co trzeba przyznać – całkowicie zasłużenie, podopieczni Jorge Luisa Pinto wcale nie wyglądali na drużynę gorszą. Obserwując dotychczasowe pojedynki na tych mistrzostwach należy wręcz stwierdzić, że to nie Belgia, notabene wskazywana przez wielu ekspertów, nie Chorwacja, a właśnie Kostaryka najprawdopodobniej jest czarnym koniem tych mistrzostw.


Każdy przed mundialem parał się starciami między Anglią, Włochami a Urugwajem w grupie D, a tymczasem ten najmniejszy, ten najmniej ważny gracz w stawce rozkłada na łopatki resztę konkurencji. Brawo Kostaryka, brawo Pinto, brawo Ruiz, brawo Campbell, dla takich emocji fascynujemy się mistrzostwami świata!


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)