Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Arena Fonte Nova stolicą gwałtów

Arena Fonte Nova stolicą gwałtów

Piłka nożna | 20 czerwca 2014 23:12 | Sebastian Ibron
Francuzi roznieśli w pył ekipę Otmara Hitzfelda
fot. FIFA World Cup/facebook.com
Francuzi roznieśli w pył ekipę Otmara Hitzfelda

Pierwszy mecz na stadionie Arena Fonte Nova w Salvadorze skończył się wynikiem 5:1 dla Holandii, następnie Niemcy roznieśli 4:0 Portugalczyków, a dziś to Francuzi rozprawili się ze Szwajcarami, i to aż 5:2. Jeśli zamierzacie wybrać się na jakiś mecz w trakcie tego mundialu – zdecydowanie można polecić ten stadion.


Ale do rzeczy. Już na początku spotkania osłabiona została drużyna szwajcarska. Z boiska musiał zejść von Bergen, a na placu gry w jego miejsce pojawił się Philippe Senderos.


Długo na bramkę czekać nam nie kazano. Już w siedemnastej minucie Francuzi wyszli na prowadzenie za sprawą świetnej główki Oliviera Giroud. Na drugą czekaliśmy jeszcze krócej. Po stracie bramki Szwajcarzy mieli piłkę przez ledwo kilka sekund, a później zostali skarceni po raz drugi. To był iście genialny start spotkania „Trójkolorowych”, po kilkunastu minutach mieli już ustawiony mecz, wystarczyło pilnować piłki i nieco ukrócić smycz Szwajcarom.


Szwajcarzy musieli się obudzić. Francja miała rzut karny po faulu Djorou na Benzemie. Strzał napastnika Realu został sparowany przez Benaglio, mało tego, dobitka Cabaye z trzech metrów okazała się nieskuteczna. Jeśli coś miało Szwajcarów ocknąć, to nic lepszego im trafić się nie mogło. Ale nawet karny im nie pomógł, w 41 minucie popisową kontrę wyprowadzili podopieczni Deschampsa. I to już był pogrom, cudowna kontra, dogranie na „pustaka” i trzeci gol, tym razem autorstwa Valbueny.


Druga połowa mogła zacząć się dwojako. Albo Francja postanowiłaby docisnąć Szwajcarów do ściany, albo spoczęłaby na laurach dogrywając po prostu te 45 minut. I w zasadzie Francuzi tempa szczególnie nie forsowali, a czwartej bramki i tak się doczekali. Czwarte trafienie dołożył Karim Benzema, jest to już jego trzeci gol na tych mistrzostwach. Opcjonalnie – moralnie czwarty. I to wcale nie był koniec pokazu siły. Piątkę Szwajcarom przybił Sissoko.


No dobrze, ale nawet na wyglancowanej powierzchni doczekaliśmy się rysy. W końcu w każdej beczce miodu musi być łyżka dziegciu. Łyżka, a w tym przypadku dwie. Honorowe trafienia dla „Nati” zaliczyli Dzemaili oraz Xhaka, lecz to wszystko na co było ich stać.


Szwajcaria została brutalnie zgwałcona, była ona dziś niczym worek treningowy, przynajmniej do ostatnich kilku minut. Z 0:5 Szwajcarzy doprowadzili do stanu 5:2. Niemal równo z gwizdkiem sędziego do siatki trafił Karim Benzema, ostatecznie ten gol nie został uznany. Sytuacja nieco kuriozalna, ale koniec końców nie miała wielkiego znaczenia. Francja naprężyła mięśnie i postraszyła całą mundialową stawkę. Bilans bramkowy 8:2 po dwóch meczach, kandydat na mistrz jak znalazł, prawda?


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)