Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Bośnia nie sprostała roli czarnego konia. Superorły lecą po awans

Bośnia nie sprostała roli czarnego konia. Superorły lecą po awans

Piłka nożna | 22 czerwca 2014 03:40 | Przemysław Drewniak
Kibice Bośni zaznali smaku mundialu, ale dziś czują się fani biało-czerwonych...
fot. FIFA (Facebook)
Kibice Bośni zaznali smaku mundialu, ale dziś czują się fani biało-czerwonych...

Choć na mundialu w Brazylii Bośnia i Hercegowina debiutowała w mistrzostwach świata, oczekiwania wobec ich występu były bardzo wysokie. Oczekiwano, że z takimi piłkarzami jak Edin Dżeko, Vedad Ibisević czy Miralem Pjanić drużyna prowadzona przez Safeta Susicia nie będzie miała problemów z Nigerią i Iranem. Rzeczywistość okazała się jednak całkiem inna i po bardzo słabym meczu z tymi pierwszymi Bośnia żegna się z turniejem.


Po meczu Bośniacy z pewnością będą mówić o niesprawiedliwości. O błędzie sędziego, który zamknął im drogę do wygranej. I będą mieli rację, bo w 21. minucie trójka arbitrów z Nowej Zelandii rozpoczęła swój "popis", nie uznając prawidłowo zdobytej bramki Edina Dżeko. Sędzia liniowy pokazał spalonego, choć przy podaniu Pjanicia napastnik Manchesteru City wychodził zza ostatniego obrońcy.


Stwierdzenie, że Bośnia przegrała przez błąd sędziego byłoby jednak ogromnym spłyceniem sprawy. Na pierwszy plan należy wysunąć sposób, w jaki drużyna Susicia rozgrywała swoje akcje przeciwko Nigerii. A ten nie przystoi ekipie, która jak burza przeszła przez europejskie eliminacje. Bośniacy rozgrywali swoje akcje zbyt wolno. Zamiast próbować gry na jeden kontakt, długo prowadzili piłkę, przez co nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze ustawionych Nigeryjczyków. Edin Dżeko, poza sytuacją ze spalonym, przypominał swoją postawą casus Roberta Lewandowskiego - starał się, walczył, ale nie otrzymywał od kolegów dobrych podań. Przeważnie dochodził do futbolówki na 15-18 metrze od bramki rywala, gdy przed linią piłki nie było żadnego z jego kolegów z drużyny.


Taka gra Bośni w pełni pasowała Nigeryjczykom, którzy pod względem taktycznym wyglądali o niebo lepiej niż w spotkaniu z Iranem, gdzie byli zmuszeni do ataku pozycyjnego. Tym razem Superorły prezentowały się solidnie w defensywie i w środku pola, gdzie rządził i dzielił John Obi Mikel. Podopieczni Stephena Keshiego świetnie czuli się także w kontratakach, w których mogli liczyć na szybkich Ahmeda Musę i Emmanuela Emenike. Szczególnie ten drugi naprzykrzył się Bośniakom. W 29. minucie wykorzystał swoją siłę, przepychając w polu karnym Emira Spahicia i zagrywając piłkę do Petera Odemwingie. Napastnik Stoke z bliskiej odległości wpakował ją do siatki.


Bośnia dopiero w doliczonym czasie gry stworzyła sobie dwie dogodne okazje do wyrównania. Przy obu główną rolę odegrał Dżeko, ale po jego główkach piłka trafiła wprost w Vincenta Enyeamę. W końcówce Nigeria zbyt głęboko cofnęła się pod własną bramkę, ale Bośnia i tak nie potrafiła tego wykorzystać. Teraz Safet Susić będzie musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, co stało się z grą jego zespołu od zakończenia eliminacji. Przypomina to sytuację reprezentacji Polski z 2002 roku, która po efektownej grze w Europie również zderzyła się ze ścianą już w pierwszych dwóch meczach mundialu.


Słówko jeszcze o sędziowaniu, bo poza nieuznaną bramką kontrowersyjnych sytuacji było w tym meczu znacznie więcej. Nieodgwizdane faule, zagrania ręką, niepokazane żółte kartki... Peter O'Leary z Nowej Zelandii mylił się w obie strony. Ilość krytyki, jaką przyjmuje w ostatnich tygodniach FIFA jest ogromna. Kolejnym argumentem wymierzonym przeciwko niej będzie teraz klucz geograficzny, według którego wybierani są sędziowie na mistrzostwa świata.


Tymi problemami będziemy się jednak zajmować po mundialu, bo teraz warto skupić się na sprawach czysto piłkarskich. W grupie F zapewniony awans ma już Argentyna, a kwestia drugiego miejsca rozstrzygnie się między Nigerią a Iranem. Superorłom wystarczy remis w spotkaniu z Albicelestes, by awansować do 1/8 finału. A to, patrząc na postawę drużyny Alejandro Sabelli, wcale nie jest niemożliwe.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)