Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Gorzki smak zwycięstwa

Gorzki smak zwycięstwa

Piłka nożna | 05 lipca 2014 08:18 | Przemysław Drewniak
Modlitwy nie pomogły. Brazylia wygrała z Kolumbią, ale straciła Neymara
fot. FIFA (Facebook)
Modlitwy nie pomogły. Brazylia wygrała z Kolumbią, ale straciła Neymara

 "Brazylia nie jest faworytem!" - zdążył obwieścić cały świat przed ćwierćfinałowym starciem Canarinhos z Kolumbią. Zachwyceni postawą Jamesa Rodrigueza i spółki spodziewaliśmy się, że gospodarze mundialu będą w dużych opałach. Wcześniej piłkarze Luiza Felipe Scolariego swoją postawą nie przekonywali, ale w futbolu nawet jeden mecz może zmienić wszystko. Przeciwko Kolumbii Brazylia momentami wreszcie wyglądała jak pretendent do tytułu, który wie co i jak chce grać. Pewnie teraz zastanawialibyśmy się, czy pięciokrotni mistrzowie świata dotarli do punktu zwrotnego, gdyby pęknięty kręg Neymara. Dla niego mundial się już skończył. Czy dla Brazylii również?


W meczu, w którym obie drużyny popełniły rekordową na tych mistrzostwach liczbę fauli, musiała paść choć jedna ofiara. Okazał się nią ten, który 14 lipca na Maracanie miał być pierwszoplanowym bohaterem, prowadzić Brazylię do upragnionego tytułu. Czy Canarinhos są w stanie dokonać tego bez niego? Czy ktoś może go na boisku godnie zastąpić? Aż chciałoby się wyłamać, pisząc, że tak. Rozsądek podpowiada jednak co innego, a statystyki nie kłamią:


Gole: 4
Strzały: 18
Kluczowe podania: 13
Kontakty z piłką na połowie rywala: 243


W tych wszystkich kategoriach Neymar jest w swojej drużynie liderem. Brazylii, której do meczu z Kolumbią na mundialu szło jak po grudzie, w najważniejszym momencie ubywa przywódcy. Nie tylko tego piłkarskiego, ale i mentalnego. Sprowadzona przez Scolariego pani psycholog musiałaby teraz zdziałać cuda, by ponownie wlać w serca Canarinhos wiarę w końcowy sukces.


W meczu z Kolumbią Neymar nie błyszczał. - Nie ważne jest to, w jakim gramy stylu. W tej chwili liczy się tylko to, żebyśmy wygrywali - mówił kilka temu i grał tak, jakby chciał udowodnić swoją rację. W jego poczynaniach nie było szaleństwa i polotu, ale na początku meczu zaliczył przecież asystę, w dodatku przechodziła przez niego niemal każda akcja Brazylijczyków.


Fani Canarinhos mogą się pocieszać, że w meczu z Kolumbią o ich wygranej przesądził przede wszystkim kolektyw. Szczególnie w pierwszej połowie Brazylia nie wyglądała jak Brazylia z jej wcześniejszych meczów - tym razem grała odważniej, szybciej i agresywnie. Swoje zrobił Scolari, bo drużyna była na boisku bardzo dobrze rozmieszczona. Gospodarze ze swobodą konstruowali swoje akcje, korzystając ze współpracy zawodników w dwójkach i trójkątach. Patrzyło się na to z przyjemnością.


To był taki mecz, w którym obie drużyny były nie do poznania. Do momentu zdobycia kontaktowej bramki Kolumbia w niczym nie przypominała drużyny, która tak znakomicie grała w poprzednich spotkaniach. Dziury w obronie, nieswój Cuadrado, brak solidnej "dziewiątki"... Gdy David Luiz huknął na 2:0, wydawało się, że jest po wszystkim. Kolumbia jednak w ładny sposób pożegnała się z mundialem. James Rodriguez, choć bardzo dobrze pilnowany przez Fernandinho, znów wcielił się w rolę reżysera gry Los Cafeteros. Sam wypracował sobie rzut karny (asysta do faulowanego Bakki), z imponującym spokojem zdobył kontaktową bramkę, ale na więcej nie starczyło już czasu. Dla Rodrigueza, który prawdopodobnie zostanie królem strzelców tego mundialu, to jednak dopiero początek drogi na szczyt w hierarchii w światowym futbolu. Podobnie jak Kolumbia, za cztery lata powinien wrócić silniejszy, bogatszy o doświadczenia i gotów na walkę o czołowe miejsca.


Pierwszy raz mieliśmy okazję ujrzeć pojedynek zawodników, którzy za kilka lat mogą zdetronizować Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Opuszczając murawę obaj płakali. Obaj zagrali w swoim ostatnim meczu na mistrzostwach, choć paradoksalnie więcej powodów do niepokoju ma Neymar. Co zrobi Scolari w obliczu jego absencji? Możliwości ma niewiele. Żaden z napastników nie weźmie teraz na siebie ciężaru gry i zdobywania goli. Chociaż przeciwko Kolumbii Fred był całkiem pożyteczny w zastawianiu się i grą ciałem, to jednak wciąż nie jest zawodnikiem na poziomie półfinału mistrzostw świata. Hulk? Zbyt nieregularny. Oscar? Najlepszy występ zaliczył w meczu otwarcia, potem było już znacznie gorzej. Przed rozpoczęciem turnieju wydawało się, że największym atutem Brazylii będzie ofensywa, ale jeśli Scolari chce awansować do finału, musi to zrobić przede wszystkim za sprawą obrony. Problem w tym, że idiotycznie złapana żółta kartka nie pozwoli na występ z Niemcami Thiago Silvie. A to przecież kapitan, najrówniej grający zawodnik zespołu i gwarancja jakości gry z tyłu.


Brazylia była głównym faworytem do sięgnięcia po mistrzostwo. Teraz, gdyby wygrała w finale, byłaby to... największa niespodzianka mundialu. Biorąc pod uwagę kontuzję Neymara i inne przeciwności, nawet trzecie miejsce powinno być uznane za sukces Canarinhos.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)