Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Nowa Cracovia po staremu. Górnik zasłużenie zgarnia trzy punkty

Nowa Cracovia po staremu. Górnik zasłużenie zgarnia trzy punkty

Piłka nożna | 21 lipca 2014 21:09 | Przemysław Drewniak
W grze Górnika widać już pierwsze efekty pracy Roberta Warzychy
fot. x-news / T-Mobile Ekstraklasa
W grze Górnika widać już pierwsze efekty pracy Roberta Warzychy

W ostatnim meczu 1. kolejki Ekstraklasy czekał nas bardzo ciekawy pojedynek dwóch drużyn, które od nowego sezonu zmieniają swoje ustawienie oraz styl gry. W pierwszym sprawdzianie przyswojenia taktyki lepiej wypadł Górnik, pokonując u siebie Cracovię po bramkach Błażeja Augustyna i Mateusza Zachary.


Moda na grę trójką obrońców zaczęła na dobre obowiązywać w trakcie mundialu i dość szybko przedostała się do naszej Ekstraklasy. W Zabrzu spotkały się dwa zespoły, które latem szlifowały właśnie takie warianty ustawienia w defensywie, choć nieco się od siebie różniące - Robert Warzycha preferuje grę jednym napastnikiem, podczas gdy Robert Podoliński stawia na duet złożony Dawida Nowaka i Dariusza Zjawińskiego.


Cracovia jest zupełnie innym zespołem niż w poprzednim sezonie - częściej gra długą piłką, próbuje bardziej opierać swoją grę na atakach skrzydłami, a przede wszystkim na współpracy dwóch napastników. Żartobliwie można jednak powiedzieć, że mimo tych zmian w grze "Pasów" wszystko zostało po staremu. W Zabrzu drużyna Podolińskiego momentami przeważała i mogła się podobać, ale słaba gra obrońców oraz brak skuteczności pozbawiły jej szans na zdobycz punktową. Nie trzeba było bardzo wnikliwie śledzić występów Cracovii sprzed roku, by dobrze znać taki scenariusz...


Oczywiście głupotą byłoby zaszufladkowanie gry Cracovii już po pierwszym meczu, choć kibice przy Kałuży muszą uzbroić się w cierpliwość, bo wygląda na to, że Podolińskiemu sporo czasu zajmie dopracowanie nowego systemu gry. Najwięcej do poprawienia jest w grze obronnej. Tworzący trójkę defensorów Bartosz Rymaniak, Mateusz Żytko i Tomislav Mikulić popełniali błędy w ustawieniu, po których Górnik z łatwością stwarzał sobie groźne sytuacje. Nie mieli też należytego wsparcia, bo grający jako wahadłowi pomocnicy Krzysztof Nykiel i Adam Marciniak miotali się między defensywą a ofensywą. Szczególnie ten pierwszy zagrał tak, że można się zastanawiać, czy rzeczywiście jest to pozycja dla niego.


W środku pola Podoliński może mieć podobny kłopot, jakim po drugiej stronie Błoni głowi się Franciszek Smuda. Marcin Budziński i Mateusz Cetnarski to dosyć podobni do siebie piłkarze, którzy grając obok siebie w pierwszej połowie często sobie przeszkadzali. Dopiero po zejściu tego drugiego i wprowadzeniu na boisko bardziej pożytecznego Sebastiana Stebleckiego Budziński rozwinął nieco skrzydła i popisał się kilkoma niezłymi prostopadłymi piłkami do Zjawińskiego czy Nowaka.


Wspomniana dwójka napastników i Krzysztof Pilarz (kilkoma interwencjami naprawił błędy kolegów z pola) to jedyni piłkarze "Pasów", którym po meczu z Górnikiem nie można zbyt wiele zarzucić. Zjawiński i Nowak bardzo szybko znaleźli wspólny język, bo już w pierwszej kolejce doskonale ze sobą współpracowali i kreowali sytuacje strzeleckie. Owszem, nie strzelili bramki, zawodziła ich nieco skuteczność, ale jeśli w kolejnych spotkaniach będą wykonywać równie dobrą pracę, to w końcu zaczną trafiać do siatki.


Górnik miał co prawda słabsze momenty, w których dawał się tłamsić Cracovii, ale mimo tego zasługuje na słowa uznania. Wygrał zasłużenie, bo był lepiej zorganizowany w środku pola, pewniejszy w defensywie i stworzył sobie więcej sytuacji bramkowych. Podopieczni Warzychy weszli w ten mecz świetnie, bo zaczęli od przepięknej główki w okienko w wykonaniu Błażeja Augustyna, który wreszcie wrócił do zdrowia i w całym spotkaniu prezentował się solidnie. A wcale nie miał łatwego zadania, bo w jego trakcie dwukrotnie zmieniali mu się partnerzy do gry w obronie.


Cracovia nie miała jednak zbyt wielu okazji do przetestowania słabości wprowadzonego za kontuzjowanego Szeweluchina debiutanta, Dominika Sadzawickiego, bo przed nim znakomicie spisywali się Radosław Sobolewski i Adam Danch. Ten pierwszy, jak to "Sobol" - twarda skała, rozbijająca ataki rywali. Z kolei Danch imponował nie tylko w odbiorze, ale także wyczuciem w akcjach ofensywnych. Doskonale wiedział kiedy się w nie włączyć i posyłał kolegom bardzo dokładne podania. Śmiem twierdzić, że to właśnie dzięki grze trójki Augustyn-Sobolewski-Danch Górnik przetrwał w tym meczu trudniejsze chwile i dowiózł do końca zwycięstwo, które przypieczętował wracający do formy z epoki Nawałki Mateusz Zachara. Napastnik zabrzan wykonał w tym meczu kawał dobrej roboty z przodu, a wszystko zwieńczył kapitalną kiwką i strzałem po ziemi na 2:0 po równie efektownej akcji Łukasza Madeja. Po takiej akcji pewnie nawet ręce obecnego na trybunach Lukasa Podolskiego złożyły się do gromkich oklasków.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)