Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Legijny gwałt, Kowalczykowe pudło

Legijny gwałt, Kowalczykowe pudło

Piłka nożna | 01 sierpnia 2014 00:03 | Sebastian Ibron
Radović był głównym aktorem spektaklu na Łazienkowskiej
fot. x-news.com.pl
Radović był głównym aktorem spektaklu na Łazienkowskiej

Jeśli szukaliście praktycznej definicji eufemizmu oto przyszedł wybawiciel, który was w tym wspomógł. Powiedzieć, że Wojciech Kowalczyk pomylił się typując Celtic na zwycięzcę meczu przeciwko Legii, to jak nic nie powiedzieć.


Ekspert Polsatu bez ogródek powiedział, że Celtic zgwałci Legię. Mi zaś przypomniał się pewien dowcip. W Berlinie rozdają Mercedesy. Ostatecznie to nie w Berlinie a w Moskwie, nie Mercedesy a rowery i nie rozdają a kradną. Jeśli więc kierować się logiką ów dowcipu, może „Kowal” aż tak się jednak nie pomylił?


Myślę jednak, że nawet Wojciech Kowalczyk cieszy się, że się tak sromotnie przestrzelił swój typ.


Nie ukrywam, podśmiewywałem się leciuchno czytając środowe wydanie Przeglądu Sportowego, w którym bardzo wyczuwalny był hurraoptymizm. To stawało w kompletnej opozycji do słów Wojciecha Kowalczyka.


Do granic możliwości eskalowane były frazesy, jakoby Celtic nie był tym samym Celtikiem, co ekipa Martina O’Neilla. I tutaj pełna zgoda, Celtic z 2003 roku, czy chociażby Celtic sprzed, strzelam, czterech lat to nie ta sama jakość, co obecnie. Niemniej jednak nie można było znaleźć tekstu, w którym ta informacja nie została powielona.


Mało tego, po oczach biło wręcz powtarzanie banałów typu „Legia powinna grać swoje”, „Legia ma skupić się na sobie”, „Legia musi grać swoją grę”. Te komunały były powtarzane do obrzydzenia, a w zasadzie niewiele ponadto można było uświadczyć w tym numerze PS o tym meczu. Każdy tekst traktujący o tematyce tego meczu, który się w tym numerze pojawił mówił niemal o tym samym, przekaz się pokrywał, zmieniały się tylko słowa.


A tak na marginesie – z Dariusza Dziekanowskiego okazał się być kawał znakomitego Sherlocka Holmesa. Stwierdził on, że szanse na błyśnięcie będą mieli Miroslav Radović, Ondrej Duda, Michał Żyro, Michał Kucharczyk lub Jakub Kosecki.


Słońce świeci, a woda jest mokra.


Nie stawiałem Legii na straconej pozycji, jednak hurraoptymizm Przeglądu Sportowego mnie nieco podburzył, w końcu nie musiał być wcale uzasadniony. Uważałem, że Legię stać było na ogranie Celtiku, acz – jak zapewne 99,9% oglądających ów mecz – nie spodziewałem się takiego pogromu, takiego przeorania Celtów i tak brutalnego zrobienia im z tyłka jesieni średniowiecza. Dlatego nie potrafiłem przyjąć środowego wydania PS bezkrytycznie.


Wynik 4:1 w pełni oddawał przebieg meczu. Tak, wiem, banał. Podobny zresztą jak te powtarzane w PS. Co jednak w sporym stopniu dziwne, hurraoptymizm Przeglądu okazał się być jednak zasadny. I mimo że troszkę się z tego podśmiewywałem, wydawało mi się, znając realne możliwości polskich drużyn, potrafię przyznać się, że podśmiewywać się nie powinienem.


Legioniści zostawili serce na murawie i kawał dobrego wrażenia po sobie. Patrzenie na lekkość, z jaką do sytuacji bramkowych dochodził Michał Żyro, jak łatwo w defensywę goście wjeżdżał Kosecki, z jaką swobodą grali Ondrej Duda, czy – jak określił to jeden z fanów „The Bhoys” już po starciu – „drugi Messi”, Miroslav Radović mogło przyprawiać o banana na twarzy.


To nie Celtic zgwałcił Legię, panie Kowalczyk. To Legia celowo i świadomie zgwałciła Celtic z największą możliwą dawką brutalności. Koniec końców czegóż by jednak nie rzec – warszawiacy całkowicie zasłużenie pokonali podopiecznych Ronny’ego Deili i postawili cztery solidne klocki w fundamencie budynku zwanego IV rundą eliminacji do Ligi Mistrzów.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)