Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wisła nie do poznania, wyblakły klasyk dla Białej Gwiazdy

fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news

Wisła nie do poznania, wyblakły klasyk dla Białej Gwiazdy

Piłka nożna | 03 sierpnia 2014 20:25 | Sebastian Ibron

Nie pierwszy raz Mariusz Rumak od początku sezonu tnie gałąź drzewa na którym siedzi. Lech Poznań przegrał dziś z Wisłą Kraków 2:3.


W obozie Kolejorza znów zaczyna robić się gorąco. Każdy doskonale pamięta wpadkę z Wilna, a później rewanż z Żalgirisem na własnym obiekcie i odpadnięcie z LE na wczesnym, zbyt wczesnym, etapie tych rozgrywek. Analogiczna wpadka z Islandii, mając w pamięci podobną sytuację z poprzedniej rundy tegorocznej edycji LE, przyprawia kibiców i kierownictwo klubu o palpitację serca.


Pod Mariuszem Rumakiem pali się grunt. Wiadomo, to nic nowego, ba, można rzec, że niemal tradycją staje się słaby start sezonu w wykonaniu Kolejorza pod batutą Rumaka. Tylko kibice Lecha jednym głosem prawią: „o kant dupy rozbić taką tradycję”. I ciężko się nie zgodzić z tymi słowami każdemu, kto kibicuje polskim drużynom w europejskich pucharach niezależnie od lokalnych animozji.


A tej nerwowej sytuacji na pewno nie łagodzi porażka z Wisłą. Wisłą, która dotychczas w lidze korzystała z usług jedynie 13 zawodników. Dla porównania Lech do tej pory, czyli do trzeciej kolejki, wypuścił w bój 19 graczy. Przesłanie jest więc jasne i klarowne. Kolejorz ma wręcz kłopot bogactwa, w końcu gdzieby nie spojrzeć, tam przynajmniej dwóch dobrych zawodników. Jest to sytuacja kontrastowa w kontekście Wisły, tam Smuda musi łatać lukę za luką z wprawą Jacka Rostowskiego łatającego dziury budżetowe za pomocą kreatywnej księgowości.


Sytuacja kadrowa nie przeszkodziła Łukaszowi Gargule w zdobyciu dwóch bramek, najpierw po asyście innego Łukasza – Burligi, później zaś po dograniu Rafała Boguskiego, nie uniemożliwiła również znalezienia się Pawłowi Brożkowi w trzech lub czterech stuprocentowych sytuacji, a Rafałowi Boguskiemu zdobycia tytułu „plusa meczu”.


Zasadniczo gra Lecha nie wyglądała tragicznie, przynajmniej wizualnie. I przynajmniej do pewnego momentu. Kolejorz do momentu decydującego dogrania bez większych kłopotów radził sobie z zasiekami wiślackiej defensywy. Wydawało się, że gol Wołąkiewicza z karnego będzie asumptem do lepszej gry, do efektywnego odrabiania strat. I w zasadzie był, bo chwilę później padł gol Douglasa z rzutu wolnego.


Wraz z golem Szkota, Lechici wystrzelali całą amunicję, bo gospodarze więcej już sobie nie poszaleli. „Remontadę” uniemożliwił im gol Donalda Guerriera w 87 minucie. Doskonale wiemy, jaką metodę dobierania piłkarzy do pierwszego składu ma Franciszek Smuda – jest to metoda „na nos”. I tym razem ten nos go nie zawiódł. Opcja bez klasycznych skrzydłowych, ze schodzącymi do środka Gargułą i Boguskim (wreszcie) wypaliła, gdyż zagrożenie Wisła stwarzała głównie inicjując akcje z boku boiska. Nos nie zawiódł go również w przypadku wprowadzenia Haitańczyka na boisko. W końcu to jego gol przypieczętował zwycięstwo Białej Gwiazdy.


Tym samym Lech dołącza do klubu „1-1-1”. Kolejorz zaczął od efektownego zwycięstwa z Piastem, zremisował z Górnikiem, a teraz przerwał serię szesnastu meczów bez porażki na własnym stadionie. Kiepski czas na przerwanie tej passy pan wybrał, panie Mariuszu. Najbliższa szansa na rehabilitację już w czwartek.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)