Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Głupota Ślusarskiego przerwała piknik w Łęcznej

Głupota Ślusarskiego przerwała piknik w Łęcznej

Piłka nożna | 04 sierpnia 2014 20:57 | Przemysław Drewniak
Bartosz Ślusarski znakomicie wszedł w nowy sezon, ale w następnych dwóch meczach będzie pauzował
fot. x-news
Bartosz Ślusarski znakomicie wszedł w nowy sezon, ale w następnych dwóch meczach będzie pauzował

Właściwie nie ma nic gorszego niż mecz drużyn nasyconych dobrymi wynikami. Wiadomo, że w takim pojedynku w którymś momencie zacznie się kalkulacja i asekuracja, bo przecież polscy piłkarze nie mają w DNA zakodowanej odważnej, ofensywnej gry. Tak też było w spotkaniu Górnika Łęczna z GKS-em Bełchatów, w którym dosyć ciekawy futbol oglądaliśmy tylko w pierwszej połowie. Później obie strony uznały, że trzeba już przypilnować wyniku i skazały nas na senne oczekiwanie do ostatniego gwizdka.


Przebieg tego meczu można by podzielić na tercje: pierwszą pod znakiem lepszej gry gości, drugą zdominowaną przez Górnika i trzecią, tą najnudniejszą. W pierwszych 30 minutach Bełchatów wyglądał tak solidnie, jak w poprzednich dwóch spotkaniach tego sezonu. Po obu stronach szarpali nieuchwytni dla rywali bracia Makowie, Bartosz Ślusarski mądrze poruszał się w okolicach szesnastki, a dużo pożytku robił włączający się do akcji na prawej flance Adrian Basta. I właśnie ten kwartet wypracował bramkę na początku spotkania: Basta zagrał do Mateusza Maka, który przyspieszył akcję i znalazł w polu karnym swojego brata, pozostawionego bez opieki obrońców. Zwiódł ich Ślusarski, świetnie wbiegając w światło bramki i ułatwiając zadanie swojemu koledze.


Od początku sezonu Bełchatów imponuje pewnością siebie i dobrą organiacją gry, ale na ten moment największym problemem tego zespołu jest brak stabilizacji. Tak jak w Łęcznej, gdy po dobrym początku podopieczni Kamila Kieresia za bardzo się uspokoili i pozwalali rywalom na coraz więcej. Gospodarze z pewnością szybciej doprowadziliby do remisu, gdyby nie postawa Fiodora Cernycha. Litwin wystąpił w roli napastnika w miejsce Pawła Buzały i włożył w ten mecz mnóstwo pracy, ale swoimi niedokładnymi zagraniami w krótkim odstępie czasu zepsuł aż trzy dobrze zapowiadające się akcje Górnika.


Jurij Szatałow ma problem z obsadą napastnika, ale ma też Grzegorza Bonina, który po kilku latach niebytu wraca do swojej dawnej formy. Doświadczony pomocnik Górnika znów był prawdziwym liderem i zarazem najgroźniejszym piłkarzem łęcznian. Doskonale czytał grę, często schodząc na lewą stronę, gdzie wraz z partnerami tworzył przewagę i sprawiał duże problemy zawodnikom GKS-u. Ci nie umieli temu zaradzić i po jednej z takich akcji gospodarze doprowadzili do wyrównania. Bonin idealnie zagrał do innego z "odkurzonych" przez Szatałowa piłkarzy, czyli Łukasza Mierzejewskiego, który niczym rasowy napastnik technicznym strzałem z pierwszej piłki zaskoczył Arkadiusza Malarza.


W drugiej połowie to Górnik wykazywał trochę więcej chęci i był bliższy strzelenia bramki, ale nie stwarzał sobie żadnych okazji, o których warto cokolwiek wspominać. W poczynaniach obu zespołów pojawiało się coraz więcej bezpiecznych zagrań, a element ryzyka został ograniczony do minimum. W przerwie mogliśmy się łudzić, że w grze beniaminków przeważą fantazja i entuzjazm, że obie strony będą za wszelką cenę chciały być po tej kolejce na czele tabeli. Nic z tego - łatwiej było zaspokoić się trzecim meczem w lidze bez porażki.


Senna atmosfera skończyła się dopiero w doliczonym czasie gry, ale niestety nie z powodu jakiegoś zaskakującego zrywu jednej z drużyn, a głupoty Ślusarskiego, który ni stąd ni zowąd nie wytrzymał i w starciu z Tomislavem Bożiciem uderzył go łokciem w twarz. To niepojętę, że równie doświadczony zawodnik, w końcówce meczu o ładunku emocjonalnym przypominającym zbieranie borówek tak łatwo dał się sprowokować i osłabił swój zespół na dwa kolejne mecze. A przecież Ślusarski nie jest zawodnikiem, którego absencję Kamil Kiereś z łatwością przykryje.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)