Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Więcej szczęścia niż rozumu - Ruch rzutem na taśmę ratuje awans

Więcej szczęścia niż rozumu - Ruch rzutem na taśmę ratuje awans

Piłka nożna | 07 sierpnia 2014 20:57 | Przemysław Drewniak
Mimo nie najlepszej gry swojej drużyny Jan Kocian wprowadził Ruch do IV rundy eliminacji
fot. x-news
Mimo nie najlepszej gry swojej drużyny Jan Kocian wprowadził Ruch do IV rundy eliminacji

Gdy do 90. minuty Ruch Chorzów miał na swoim koncie tylko jeden oddany strzał w drugiej połowie, wydawało się, że piłkarzom Jana Kociana przyjdzie zapłacić za swój minimalizm. Niebiescy grali jednak do końca, bo czuli, że Duńczycy są zespołem do ogrania. Dzięki temu wykorzystali błąd rywali w ostatniej akcji meczu i szczęśliwie wywalczyli awans do IV rundy eliminacji Ligi Europy.


Chorzowianie mieli na to spotkanie prosty plan: zamknąć szczelnie dostęp do własnej bramki, zmusić rywali do ataku pozycyjnego i szukać bramki po szybkich kontratakach. W pierwszej połowie spełniali te założenia całkiem przyzwoicie - Esbjerg często miał problemy z przedarciem się w okolice szesnastki, zaś Ruch stać było na zawiązanie kilku ciekawych, szybkich akcji. Po jednej z nich Marek Zieńczuk zdecydował się na strzał, który ręką zablokował jeden z duńskich obrońców. Będący w nienajwyższej formie, ale tym razem przynajmniej starający się Filip Starzyński z dużym spokojem wyprowadził chorzowian na prowadzenie.


Ruch miał na początku spotkania podwójne szczęście, bo nie dość, że szybko zdobył bramkę, to jeszcze zrobił to w najlepszym dla siebie momencie. Wcześniej gospodarze mieli bowiem przewagę, a w pierwszym kwadransie Krzysztof Kamiński popisał się dwoma paradami, które ratowały Ruch przed utratą gola. Po objęciu prowadzenia Niebieskim grało się znacznie łatwiej, choć 23-letni bramkarz jeszcze nie raz tego popołudnia musiał ratować swoich kolegów. Nie miał jednak żadnych szans w 29. minucie, gdy błąd popełnili defensywni pomocnicy Ruchu. Po wybiciu piłki głową przez Stawarczyka żaden z nich nie doszedł do drugiej piłki przed Martinem Pusiciem, który strzałem sprzed pola karnego wyrównał wynik meczu. W drodze do bramki futbolówka odbiła się jeszcze od jego kolegi z drużyny, ale na podstawie fatalnej jakości powtórek duńskiej telewizji nikt nie był w stanie rostrzygnąć, czy sędzia powinien był odgwizdać spalonego.


W drugiej połowie gra Ruchu opierała się niemal wyłącznie na obronie i wybijaniu piłek na uwolnienie. Był to tym większy zawód, że Esbjerg ani przez moment nie sprawiał wrażenia drużyny, której należy się obawiać. Duńczycy długimi fragmentami grali bez przekonania i niedokładnie, ale swoją postawą Ruch uporczywie zapraszał ich w okolice własnego pola karnego. Szczególnie prawą stroną, gdzie z rywalami zupełnie nie radził sobie mało zwrotny Michał Helik. Piotr Stawarczyk i Marcin Malinowski uwijali się jak w ukropie, by naprawiać jego błędy, ale sami też nie byli w stanie powstrzymać naporu gospodarzy. Gdyby najgroźniejszy w ich szeregach Martin Pusić wykazał się lepszą skutecznością (w 68. minucie nie trafił z kilku metrów do pustej bramki), Esbjerg znacznie szybciej mógłby odrobić straty.


Jan Kocian próbował pobudzić swoich zawodników, ale wprowadzeni na boisko Kamil Włodyka i Michał Efir nie zmienili niczego w pasywnej grze swojej drużyny. Z kolei Esbjerg napierał coraz mocniej i w końcu dopiął swego. Pięć minut przed końcem Pusić wygrał pojedynek główkowy z Helikiem i strzelił, jak się wówczas wydawało, decydującą o losach dwumeczu bramkę.


W ostatnich pięciu minutach zmęczeni Duńczycy cofnęli się pod własne pole karne, a Ruch postawił wszystko na jedną kartę. Po raz pierwszy w tym meczu zdecydował się na wysokie podejście pod bramkę rywala i w ostatniej akcji wykorzystał fatalny błąd w kryciu rywali. Rzut rożny idealnie wykonał tercet Starzyński - Malinowski - Surma. Pierwszy popisał się dokładnym dośrodkowaniem, drugi zgrał piłkę na długi słupek, gdzie stało dwóch niepilnowanych piłkarzy Ruchu. Wykorzystał to Surma, strzelając jedną z łatwiejszych, a zarazem najważniejszych bramek w swojej bogatej karierze.


Ruch awansował do IV bardzo szczęśliwie. Zasłużenie, nie zasłużenie? Nie ma sensu tego rozstrząsać, bo jeszcze kilka tygodni temu mało kto się spodziewał, że piłkarzy Kociana będzie stać na przejście dwóch rywali w Europie. I za to należą im się gratulacje. Szczególnie, że jak pokazuje liga, większość z nich nie znajduje się w najwyższej formie. Gdyby chorzowianie grali teraz tak dobrze, jak robili to w swoich najlepszych momentach ubiegłego sezonu, zapewne z dużą przewagą wyeliminowaliby zarówno drużynę z Liechtensteinu, jak i Duńczyków. Zresztą, w taki dzień, w obliczu megakompromitacji Lecha, naprawdę nie ma na co narzekać.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)