Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Marzenia o LM odkładamy na półkę z literaturą science fiction, przynajmniej na rok...

fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news

Marzenia o LM odkładamy na półkę z literaturą science fiction, przynajmniej na rok...

Piłka nożna | 08 sierpnia 2014 13:30 | Sebastian Ibron

Ciężko o bardziej frajerskie odpadnięcie z eliminacji Ligi Mistrzów. Legia Warszawa kończy swoją przygodę z Champions League na starciu z Celtikiem Glasgow po walkowerze za drugi mecz. W dwumeczu padł remis 4:4, ale bramki zdobyte na wyjeździe zadecydowały o awansie Szkotów.


A całe to zajście zostało sprowokowane przez wejście nieuprawnionego zawodnika w barwach Legii, Bartosza Bereszyńskiego. Ten piłkarz wszedł na boisko w 86 minucie, grał więc jedynie chwilę i nie miał realnego wpływu na przebieg, ani tym bardziej na wynik spotkania. Rodowity Poznaniak teoretycznie już odcierpiał swoją karę za obejrzenie czerwonej kartki, którą zobaczył w meczu przeciwko Apollonowi Limassol w grudniu zeszłego roku. Ale tylko teoretycznie, bo na to wskazywałaby logika. Tylko tu kluczowa jest kwestia dwumeczu z St. Patrick’s, do którego prawy obrońca nie został zgłoszony. Zgodnie z przepisami UEFY, zawodnik musi być zgłoszony do rozgrywek, by zawodnikowi wliczała się pauza. A że zgłoszony nie był, to tak, jakby kara przeskakiwała na kolejne mecze, do których był już zgłoszony.


Dziś o 9:00 spotkała się specjalna komisja, która miała deliberować na temat całego zajścia i próbować znaleźć „punkty zaczepne” w regulaminie, które pozwoliłyby jej zinterpretować zapisy regulaminowe tak, by nie wyrzucać za burtę zdecydowanego zwycięzcy tegoż dwumeczu. Zapisów pozwalających na nieprzyznanie Celtiku walkowera jednak nie udało się zlokalizować. Jak więc się okazało, UEFA kurczowo trzymała się zasady dura lex, sed lex.


Twarde prawo, ale prawo. Tylko należy się zastanowić, czy kara jest adekwatna do popełnionego czynu? Definitywnie nie. A zdaje się, że po to są widełki kar finansowych, po to są różnorakie metody wyciągania konsekwencji, by kara była proporcjonalna do popełnionego występku. Kara walkowera na korzyść Celtiku jest jak kara śmierci za niepoprawne rozliczenie faktury VAT, albo kara dożywocia dla dziecka za kradzież lizaka. Absurd, prawda?


Jak się okazało, regulamin UEFY nie przewiduje w takiej sytuacji odstępstwa od walkowera. Czyli niezależnie od długości występu zawodnika nieuprawnionego, kara jest jednakowa – wynik 3:0 dla przeciwnika. Jedyną sytuacją, w której zapis o walkowerze nie jest stosowany, jest tak wysoka wygrana drużyny, która wystawia nieuprawnionego zawodnika w drugim pojedynku, że walkower w meczu rewanżowym dla przegranych w pierwszym starciu nie zmieniłby wygranego tego dwumeczu. Wtedy stosowane są kary finansowe. Mam przynajmniej nadzieję, że ktoś w tej całej UEFIE się zorientował, że tak rygorystyczny zapis, że brak alternatywnej kary, to sytuacja co najmniej nieodpowiednia. W końcu jaki wpływ na rezultat dwumeczu, czy choćby i drugiego starcia miał Bereszyński? Poza tym, absurdalny zdaje się być także zapis, o którym wspomniałem wcześniej, według którego pauza po kartce wlicza się tylko wtedy, gdy zawodnik jest zgłoszony do rozgrywek. Czy UEFA coś z tym zrobi? Pożyjemy, zobaczymy.


Do kogo należy mieć pretensje? Na pewno nie jest to Celtic. Dlaczego? Ano dlatego, że to nie Szkoci dopatrzyli się uchybienia, a delegat UEFY. Jasne, można złościć się na Celtic, że taki awans to nie awans. Można mieć marsa na czole, po czym pluć jadem i kłapać, że jest to awans niehonorowy, ba, wręcz hańbiący. Ale to nie Celtic wychodził ze skargami, z zażaleniami. To delegat UEFY rozpoczął całą tę procedurę przyznania walkowera Szkotom. Pretensje należy mieć przede wszystkim do kierownictwa klubu. A więc osobą związana z Legią, która przeżywa najgorsze chwile aktualnie, gdyż za tę kwestię była odpowiedzialna, jest Marta Ostrowska, kierowniczka klubu. To w jej gestii jest posiadać wiedzę na temat aktualnych banicji piłkarzy. To ona nie powinna dopuścić do choćby i cienia podejrzeń, choćby i cienia szans na walkower dla Celtiku.


I, czego by jednak nie powiedzieć, bardzo mi jest szkoda pani kierowniczki. Prawda, popełniła błąd. Prawda, nie dopatrzyła się czegoś, co powinna dostrzec, ale tak po ludzku jest nam jej szkoda. Najprawdopodobniej pozbawiła się pracy, zapadła negatywnie w pamięci wielu kibicom Legii, a i nie tylko. Podobnie zresztą jak szkoda jest nam Bartka Bereszyńskiego. Wiadomo, on jest od zapieprzania w koszulce z herbem na piersi i od kopania piłki, a nie od wkuwania regulaminów na pamięć, ale niewątpliwie będzie się to za nim ciągnęło. W końcu to o jego osobę w całym tym zamieszaniu chodzi. Tak samo żal nam kapitana Legii Ivicy Vrdoljaka, którego dwa chybione rzuty karne mogły w zupełności wystarczyć do awansu. Ba, jeden z nich by wystarczył. Gdyby w Warszawie padł wynik 5:1, i nawet gdyby Bereś pojawiłby się na boisku w Edynburgu, Legioniści otrzymaliby jedynie karę finansową za wystawienie do gry nieuprawnionego zawodnika.


Niestety, możemy teraz wyłącznie płakać nad rozlanym mlekiem. Jedno jest pewne, Legia Warszawa nie zagra w Lidze Mistrzów. A sporą szansę na to będzie miał Celtic Glasgow, który w IV rundzie eliminacji trafił na słoweński Maribor. Legioniści muszą zadowolić się walką o fazę grupową LE. Będzie to więc kolejny rok dla polskich kibiców bez Ligi Mistrzów nad Wisłą. Będziemy musieli na takową, niemal już incydentalną, sytuację poczekać przynajmniej do następnego roku, a więc doczekamy końca drugiej dekady, odkąd Legia Warszawa ostatni raz zameldowała się w fazie grupowej europejskiego czempionatu.


Dosłownie przed chwilą na oficjalnym Twitterze Champions League pojawił się taki oto obrazek:


Czyli możemy niemal zakończyć gdybania o tym, co stałoby się, gdyby to Legia przeszła dalej. Bate byłoby zdecydowanie do przejścia. Starcie z Białorusinami dawałoby spore szanse na to, że moglibyśmy cieszyć się, iż mamy w końcu Ligę Mistrzów w Polsce, a tu… a tu klops. Przyzwyczailiśmy się do odpadania, nawet nie w III rundzie, a dużo wcześniej, ale odpadnięcie w taki sposób niewątpliwie nie pociesza nikogo. Ani w Legii, ani żadnego fana piłki kopanej nad Wisłą. A na pewno nie pocieszy również nikogo fakt, że to Legia jest – o Jezu, ależ banalny frazes – moralnym zwycięzcą. Polska drużyna odpadła. Przez głupie niedopatrzenie, ale odpadła. Niby rok jak każdy inny, a boli jakoś tak inaczej.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)