Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Duch centrostrzału wciąż żywy, Budziński ze spalonego zapewnia Cracovii zwycięstwo

Duch centrostrzału wciąż żywy, Budziński ze spalonego zapewnia Cracovii zwycięstwo

Piłka nożna | 08 sierpnia 2014 20:10 | Sebastian Ibron

fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news

Dziś na Kałuży mieliśmy starcie Cracovii z Koroną. Ani jedna, ani druga drużyna zachwycić swą grą nie potrafiła, jednak ostatecznie to gospodarzy wyszli z tego starcia z trzema punktami i rezultatem 2:1.


Korona zagrała dziś mocno przeciętny mecz, zwłaszcza że Paweł Golański nie był dziś wiodącą postacią. Cracovia również nie błysnęła niczym szczególnym. Ciekawą rzeczą do obserwacji natomiast mogła być za to koncepcja taktyczna gospodarzy z trójką obrońców, dwójką wahadłowych na boku, trzema piłkarzami w środku pola oraz dwójką napastników.


Można mieć ambiwalentne odczucia względem ów wahadłowych. Dlaczego? Ano dlatego, że jeden z nich, Łukasz Zejdler, jedynie statystował, gdzieś tam sobie egzystował na boku nie rzucając się przy tym zbytnio w oczy, zaś drugi rozegrał jedynie jedną dobrą połówkę, a drugą już nieco gorszą. O Deleu mowa, oczywiście. Na początku meczu Brazylijczyk niejednokrotnie wdzierał się w zasieki obronne Korony, a z wejść Deleu skrzętnie korzystał Marcin Budziński zagrywając przeszywające piłki między szeroko grających defensorów Scyzorów.


Cała gra ofensywna Pasów opierała się na barkach właśnie Marcina Budzińskiego. Zresztą niczego innego nie można było spodziewać się, nawet tuż po zerknięciu na składy i zobaczeniu, że wraz z tymże pomocnikiem w środku pola miejsce współdzielić będą Dąbrowski oraz Marciniak. Niemniej atak, zarówno jednej, a w szczególności drugiej drużyny kulał.


Tylko że Cracovia mimo tego potrafiła zdobyć bramkę. I bynajmniej nie było to trafienie po składnej akcji, po błyskotliwym rajdzie rodem z Ligi Mistrzów, a po prostu nieudany strzał w kierunku bramki Cerniauskasa. Uderzenie Budzińskiego spokojnie można nazwać mianem „centrostrzału”. Ale udało się, piłkę przejął Dialiba, po czym zdobył bramkę. W końcu gdzie jak gdzie, ale w miejscu gdzie ów określenie ma swą genezę, tradycję trzeba pielęgnować.


Koronie się kompletnie nie układało. I mogliśmy zobaczyć, ile warta jest Korona z Pawłem Golańskim w gorszej dyspozycji. Kapitan kielczan ewidentnie nie miał dnia, zszedł poniżej jakiegoś swojego nominalnego poziomu, ale zdaje się, że to wyłącznie dlatego, iż grał on na środkach przeciwbólowych. I to wystarczyło, by podopieczni Ryszarda Tarasiewicza byli niemal bezradni.


I wtedy, kiedy ostatnie płomyczki nadziei Koroniarzy gasły, w 78 minucie z pomocą przyszedł Sebastian Steblecki, który zagrał ręką w polu karnym. Karny nie słuszny, czy słuszny, Trytko tę jedenastkę wykorzystał, dzięki czemu goście wyrównali stan spotkania.


Tyle tylko, że Korona miała Budzińskiego rozgrywającego kawał dobrego meczu. I tenże zawodnik w szóstej minucie czasu doliczonego(!!!) umieścił piłkę w siatce Korony zapewniając Pasom pierwsze punkty w tym sezonie. I wszystko byłoby niczym cud, miód i orzeszki, gdyby nie fakt, że trafienie padło ze spalonego. Niestety, ale Korona została skrzywdzona, a spalony milimetrowy nie był.


Dzięki temu trafieniu Cracovia wygrywa 2:1. A to oznacza, że z całą pewnością wskoczy o parę lokat w tabeli. A Korona? A Korona po staremu, ciągle z jednym oczkiem i pogłębiającym się kryzysem. Dość rzec, że jest to ósmy mecz bez wygranej, a dziewiąty ze straconą bramką.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)