Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Ruch skorzystał z prezentów Wisły. Pierwszy ligowy punkt "Niebieskich"

Ruch skorzystał z prezentów Wisły. Pierwszy ligowy punkt "Niebieskich"

Piłka nożna | 10 sierpnia 2014 21:10 | Przemysław Drewniak
W Krakowie Wisła po niezłym meczu podzieliła się punktami z Ruchem Chorzów
fot. x-news / T-Mobile Ekstraklasa
W Krakowie Wisła po niezłym meczu podzieliła się punktami z Ruchem Chorzów

W ostatnim niedzielnym meczu T-Mobile Ekstraklasy nie narzekaliśmy na niski poziom i brak emocji. Wisła Kraków zremisowała u siebie 2:2 z Ruchem Chorzów, który po sukcesach w europejskich pucharach w końcu zdobył swój pierwszy punkt w lidze.


Zgadzamy się z komentującym to spotkanie Kazimierzem Węgrzynem - w pierwszej połowie trudno było sobie wyobrazić, by mecz przy Reymonta zakończył się innym wynikiem niż zwycięstwo Wisły. Piłkarze Franciszka Smudy od początku wypracowali sobie znaczną przewagę i wydawało się, że Ruch znów pokaże zupełnie inną twarz od tej ze spotkań w eliminacjach Ligi Europy.


Chorzowianie zostali wręcz stłamszeni i w pierwszych kilkudziesięciu minutach mieli problemy z wyprowadzeniem choć jednego składnego kontrataku. Wisła pewnie dążyła do objęcia prowadzenia i powinno się to jej udać już w 14. minucie, ale przeszkodził jej w tym... Daniel Stefański. Arbiter z Bydgoszczy popełnił jedną z tych pomyłek, po których sędzia sam od razu zdaje sobie sprawę z popełnionego błędu. "Gwizdnęło" mu się, gdy tuż przed polem karnym ręką zagrał Marcin Malinowski. Sama interpretacja była słuszna, ale dwie sekundy później Paweł Brożek umieścił piłkę w bramce, a zatem powinien zostać zastosowany przywilej korzyści.


Wisła nadal napierała i to w końcu musiało się opłacić. Już kilka minut później Malinowski sfaulował swojego byłego kolegę z zespołu, Macieja Jankowskiego, a Rafał Boguski z dużą dozą niepewności, ale jednak wykorzystał jedenastkę.


Gospodarze mieli w ręku wszystkie atuty potrzebne do wygrania meczu - dobrze wyglądał środek pola, gdzie grę organizował Alan Uryga, świetnie grały także boki obrony. Szczególnie zaimponował Łukasz Burliga, który w pierwszej połowie zaliczył tyle wejść w pole karne Niebieskich, ile zalicza w całym meczu niejeden napastnik w Ekstraklasie. Wydawało się, że dla wiślaków wszystko zmierza w odpowiednim kierunku, ale Ruch kolejny raz pokazał, że jest drużyną specyficzną.


Specyfika ta polega na tym, że chorzowianie nawet grając bardzo przeciętnie potrafią ni stąd ni z owąd zawiązać składną, szybką akcję na połowie rywala. Właśnie tak uczynili pod koniec pierwszej połowy, gdy Starzyński zagrał w pole karne do Babiarza, ten bardzo inteligentnie odegrał do Daniela Dziwniela, który mocnym strzałem dał Niebieskim zaskakujący remis.


Przy naporze Wisły w drugiej połowie Ruch momentami gubił się w obronie, ale potrafił także skontrować, wykorzystując coraz większe ryzyko w grze Białej Gwiazdy. Gospodarzy mógł ukarać Grzegorz Kuświk, któremu wracający do coraz lepszej formy Filip Starzyński i Babiarz wypracowali nieprawdopodobną "patelnię" z 11 metrów. Napastnik Ruchu fatalnie jednak skiksował, a już kilka minut później zastąpił go na boisku Michał Efir. I to wypożyczony z Legii młodszy kolega pokazał Kuświkowi, jak to się robi. Kolejna kontra gości, przewaga liczebna, asysta Starzyńskiego i bardzo dokładny strzał Efira, po którym piłka w drodze do siatki odbiła się jeszcze od słupka.


Wydawało się, że Ruch naprawdę może sięgnąć przy Reymonta po komplet punktów. Defensorzy Niebieskich popełniali jednak momentami te same błędy, co w Esbjergu, a więc zbyt głęboko cofali się pod własną bramkę i tracili koncentrację w kryciu rywali. Zapewne było to spowodowane zmęczeniem po czwartkowej batalii w Lidze Europy, ale niewiele brakowało, by Wisła tego nie wykorzystała. W 81. minucie gromy posypały się na Pawła Brożka, który w idealnej sytuacji kilka metrów od bramki zamiast dokładnie przymierzyć głową, odbił piłkę barkiem tak, że ta minęła słupek. Snajper Wisły zrehabilitował się jednak kilka minut później - tym razem złożył się do główki idealnie i wykorzystał dokładne dośrodkowanie Macieja Sadloka.


Wisła mimo wszystko może czuć niedosyt, bo choć z przebiegu meczu była lepsza, to jednak dała Ruchowi zbyt wiele szans na to, by wywieźć spod Wawelu punkty. Ostatecznie Niebiescy wywalczyli jeden, co po fatalnym początku ligowego sezonu i kosztującej sporo wysiłku batalii w Esbjergu jest dla nich sukcesem.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)