Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Finansowa ruletka w Blackpool
Stadion Blackpool
fot. Flickr
Stadion Blackpool

Finansowa ruletka w Blackpool

Piłka nożna | 12 sierpnia 2014 23:37 | Artur Davtyan

Miesiąc do rozpoczęcia ligi. Ośmiu piłkarzy z aktualnymi kontraktami, nowy menedżer i trzech członków jego sztabu szkoleniowego, którzy uzgodnili warunki współpracy, ale wciąż nie podpisali oficjalnej umowy z klubem. Żart? Nie, to wszystko działo się kilka tygodni temu w Blackpool - brytyjskiej stolicy hazardu.


The Seasiders jeszcze nie tak dawno, bo w sezonie 10/11 grali na najwyższym szczeblu piłki zawodowej w Angli - w Premier League. Pomimo że nie udało im się utrzymać, kibice zapamiętali ich jako drużynę efektowną, grającą przyjemny dla oka futbol. Po sezonie Charlie Adam udał się do Liverpoolu, D. J. Campbell na nowego pracodawcę wybrał sobie Queens Park Rangers, zaś David Vaughan znalazł dla siebie nowe miejsce w Sunderlandzie. Żaden z nich wielkiej kariery nie zrobił, lecz nie da się zaprzeczyć, że piłkarze Blackpool zostali docenieni w światku Premiership.


W następnym roku piłkarze ówczesnego szkoleniowca Iana Hollowaya zdołali zakwalifikować się do barażów o BPL, lecz od rozgrywek 12/13 The Tangerines (drugi po Seasiders przydomek Blackpool) wydają się ledwie wiązać koniec z końcem. Kolejne dwa sezony w Championship zakończyli z zaledwie kilkoma punktami przewagi nad strefą spadkową. Nie było różowo, ale mało kto spodziewał się nadchodzącej wielkimi krokami farsy, w wyniku której niemiecki Bild obdarzył Anglików określeniem „Europe's most chaotic club”.

 

Gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze - prawda powszechnie znana i znajdująca swoje potwierdzenie również w kłopotach Blackpool. Finanse ekipy z Bloomfield Road są kością niezgody pomiędzy właścicielami zespołu, rodziną Oystonów, i innym udziałowcem - Valerim Belokonem, łotewskim biznesmenem, który posiada 20% akcji. Łotysz oskarża swoich przełożonych o brak inwestycji na rzecz klubu, pomimo otrzymywania 9 milionów funtów tzw. parachute payments” każdego sezonu po spadku z Premier League. Twierdzi także, iż rodzina Oystonów podjęła z klubu 35 milionów funtów, by rozdysponować je w innych przedsiębiorstwach, których są posiadaczami. W całej sprawie zabawny jest jednak fakt, że mimo wszystko Blackpool to jeden z zaledwie czterech klubów Championship, który uzyskał przychody w ubiegłym roku.

 

Pierwsza jedenastka: Trialist, Waddington, Trialist, Perkins, McMahon, Dunne, Zenjov, Trialist, Trialist, Grant, Trialist
Rezerwowi: Barkhuizen, Trialist, Highan, Telford, Moulden, Gregory, Trialist


Tak wyglądał skład Blackpool na sparing z pół-amatorskim Penrith F.C. grającym na co dzień w Northern League Division One - dziewiątym poziomie rozgrywkowym w angielskiej piłce nożnej. Pięciu wolnych agentów (Trialist) w pierwszej jedenastce i kolejnych dwóch na ławce. W tym samym tygodniu, w którym rozgrywany był ten mecz, The Seasiders anulowali swoją przedsezonową podróż do hiszpańskiej La Mangi, gdzie mieli zmierzyć się z Granadą i Cartageną. Powód? Menedżer Jose Riga wolał skupić się na pozyskiwaniu nowych piłkarzy.

 

W obliczu finansowych problemów klubu nie dziwi, iż wszyscy piłkarze którzy opuścili Blackpool zrobili to z powodu wygasających kontraktów lub po prostu wracali do swoich klubów po wypożyczeniu. Karl Oyston najwidoczniej uznał, że ich kontrakty były zbyt wysokie, by je przedłużać lub sami gracze czuli się zbyt zdegustowani warunkami panującymi na Bloomfield Road. Byli już gracze The Tangerines zatrudnienia szukają przeważnie od League Two do Premier League. Na najwyższym szczeblu pracę znaleźli bramkarze Matthew Gilks (Burnley) i Chris Kettings (Crystal Palace), a także skrzydłowy Thomas Ince (Hull), najlepszy strzelec drużyny w ostatnich rozgrywkach.

 

Nowe nazwiska w drużynie Jose Rigi nie robią większego wrażenia. Wypożyczeni John Lundstram (Everton), Joe Lewis (Cardiff) i Donervon Daniels (WBA), kilku chłopaków z akademii piłkarskiej klubu, a także dość spore grono zawodników pozyskanych za darmo, między innymi nasz obieżyświat w Championship Tomasz Cywka (Barnsley), Nathan Delfouneso (Aston Villa) czy Joan Oriol (CA Osasuna). Jedyne co warte zaznaczenia to fakt, że Delfouneso w Blackpool już swego czasu grywał, będąc wypożyczonym z ekipy The Villans, zaś Oriol zaliczył kilka lat temu trzy występy w Lidze Mistrzów, jeszcze w barwach hiszpańskiego Villarealu.


Nikogo raczej nie zdziwi, że obrazu nędzy i rozpaczy dopełniają sfrustrowani kibice, których nerwy są już na wykończeniu. O poziomie rozwścieczenia fanów świadczą nie tylko protesty uliczne przeciw „reżimowi” Oystonów, ale także ich zachowanie podczas meczu z Burnley w kwietniu, podczas którego zdecydowali się obrzucić boisko piłeczkami tenisowymi i... mandarynkami (tangerine - mandarynka). Obecny sezon to ostatni, w którym Blackpool przysługują wspomniane „parachute payments”, bez których klub upadłby zapewne przed tym sezonem. Sympatycy The Tangerines są po stronie Belokona. To jego wejście do klubu zapoczątkowało falę przemian, których efektem była przebudowa drużyny i modernizacja Bloomfield Road.


Żeby było jeszcze ciekawiej - 15 lipca Sam Oyston - wnuk właściciela i syn prezesa Blackpool, zarządzający klubowym hotelem (nawiasem mówiąc przynoszącym straty, a to ci niespodzianka) - zamieścił na twitterze dwa zdjęcia, pod którymi chwali się, że razem ze swoim młodszym bratem zabijali nudę... strzelając do gołębi z terenu Bloomfield Road. Łatwo się domyślić, jak zostało to przyjęte przez społeczność fanowską, w wyniku czego zdjęcia zostały szybko usunięte.


Rozgrywki Championship wystartowały w ubiegły weekend, a Blackpool ostatecznie razem z nimi. W pierwszej kolejce The Seasiders mierzyli się na wyjeździe z klubem Radosława Majewskiego (aktualnie wypożyczonego do Huddersfield) - Nottingham Forest. Niegdyś gigant europejskiego futbolu, aktualnie zespół z aspiracjami do awansu, wygrał z bohaterami tego tekstu 2:0 po bramkach Antonio i Burke'a. Wyjściową jedenastkę skompletować się udało, lecz trzeba zaznaczyć, że Jose Riga na ławce miał zaledwie czterech zmienników. Sytuacja ekipy z Bloomfield Road jest ciężka, ale można powiedzieć, że chwilowo została opanowana.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)