Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Święty interes

Święty interes

Piłka nożna | 14 sierpnia 2014 14:17 | Mateusz Decyk

fot. Oficjalny profil FACEBOOK Southampton FC

Gdyby ktokolwiek jeszcze pół roku temu postawił pieniądze na to, że Southampton w kolejnej kampanii zajmie miejsce w dolnej połowie tabeli, z pewnością zostałby wyśmiany, a pani przyjmująca zakłady w okienku popukałaby się w głowę. Bo nawet ona wiedziała, że ekipa Mauricio Pochettino jest rewelacją tego sezonu i ma szansę na stałe wejść na poziom takiego Evertonu, czy Tottenhamu, kwalifikować się do europejskich pucharów, a w najgorszym razie ocierać się o Europę. Koniec sezonu zawiesił jednak nad St. Mary's czarne chmury. Mogło być pięknie, ale sen kibiców Soton' przerwała kobieta, której najbardziej powinno zależeć na tym, by klub wciąż się rozwijał.

 

Wszystko zaczęło się sypać już w styczniu, gdy media donosiły o rzekomej chęci sprzedaży klubu przez Kathrine Liebherr i rozpaczliwym poszukiwaniu kupca. By zaprzeczyć tym doniesieniom, właścicielka wydała oficjalne oświadczenie, uspokajające kibiców, że klub nie jest na sprzedaż, a kluczowi zawodnicy Świętych nie zmienią miejsca zatrudnienia w zimowym okienku. Jednak odejście Nicoli Cortese (człowieka który sprowadził na St. Mary's Pochettino) zwiastowało, że nie ma co liczyć na to, że latem kadra zostanie nienaruszona, a sam szkoleniowiec pewnie ewakuuje się z tonącego statku, co nie byłoby zrozumiałe, bo po sukcesach w poprzedniej kampanii Argentyńczyk był niezwykle łakomym kąskiem na karuzeli trenerskiej.

 

Koszmary spełniły się już na początku letniego okienka. Odszedł kapitan, odeszli jego najlepsi marynarze. Luke Shaw, Adam Lallana, Ricky Lambert, Dejan Lovren, a na koniec Calum Chambers. Wszystkie formacje osłabione. Wszystkie pozbawione swojego lidera. Organizm pozbawiony kręgosłupa potrzebuje nowego, który będzie w stanie dorównać staremu, a do tego potrzeba człowieka, który to wszystko poskłada do kupy.

 

Niestety Ronald Koeman nie należy do grona świetnych ,,chirurgów'', a z doktorem Housem nie ma nic wspólnego. Nie od dziś wiadomo, że jest to człowiek skomplikowany, nie znoszący sprzeciwu i... nieco szalony. Jednak nie jest to szaleństwo pozytywne, którym cechuje się najlepszych w tym fachu. To szaleństwo, z którym nie wytrzymało wielu piłkarzy, a przede wszystkim pracodawców. Jednak wszelkie zarzuty co do jego osobowości i umiejętności nie miałyby sensu, gdyby za Holendrem stał sukces sportowy. Niestety, były gracz Barcelony ostatnio takiego nie zanotował, a wyzwania, które przed nim stawiano kończyły się niepowodzeniem i wiele wskazuje na to, że w Southampton może być podobnie.

 

Po wielkiej wyprzedaży nie brakowało optymistów, którzy wierzyli, że zebrane fundusze (nieco ponad 100 mln euro) zostaną dobrze wydane, a piłkarze tacy jak Lambert i Lallana doczekają się godnych następców. Jednak Koeman szybko rozwiał wątpliwości wydając ponad 25 mln euro na Dusana Tadicia i Graziano Pelle. Wojowników wprawionych w bojach w Eredivisie, ale niesprawdzonych na angielskich boiskach. Nie da się nie oprzeć wrażeniu, że to zawodnicy o klasę gorsi od swoich poprzedników. Do tego trzeba dodać Frasera Forstera, którego próbkę umiejętności mogliśmy zobaczyć w dwumeczu Celtiku Glasgow z Legią. Cóż... wydawało się, że pozycja bramkarza to najmniejsze zmartwienie Koemana, ale czytając komentarze angielskich kibiców, wielu z nich cieszy się z tego, że Artur Boruc nie będzie już podstawowym bramkarzem Świętych. Dobrze pamiętają jego dwie wpadki. Szkoda tylko, że szybko zapomnieli w ilu meczach ratował swojej drużynie punkty.

 

Z poważniejszych wzmocnień warto wymienić jeszcze wypożyczenia Saphira Taidera (większość ekspertów nie daje mu szans na pierwszą jedenastkę) i Ryan Bertranda, który ma zastąpić Luke'a Shawa. Nie brakuje też plotek o kolejnych wzmocnieniach, ale 12 milionów euro za Shane'a Longa wydaje się kwotą niezwykle absurdalną. Wciąż wieje prowizorką.

 

Co czeka Southampton w nadchodzącej kampanii? Większość stanowią pesymiści, skazujący Southampton na walkę o utrzymanie, a i ja sam zaliczam się do tego grona. Mieszanka słabych transferów , trenera mającego złą passę i beznadziejnej atmosfery w szatni, która udziela się nawet na portalach społecznościowych, stawia przed holenderskim trenerem widmo degradacji. Mało kto wierzy, że Southampton będzie w stanie powtórzyć wynik z poprzedniego sezonu, a boiskowa weryfikacja obecnej sytuacji w klubie czeka nas już w niedzielę. Rywalem Liverpool, a więc na pewno nie zabraknie okazji do udowodnienia sobie kilku rzeczy zarówno z jednej jak i z drugiej strony boiska.

 

Nawet jeśli wyniki sportowe Soton' będą zadowalające, to nie ma wątpliwości, że klub upada i powoli staje się tylko i wyłącznie maszynką do zarabiania pieniędzy Pani Liebherr. Ratunkiem może się okazać szkółka piłkarska, ale jestem pewny, że jej ,,produkty'' bez większego wahania przeznaczane będą na szybką sprzedaż. Marzenia o Saints w Lidze Mistrzów trzeba schować w pustą butelkę i wrzucić do morza. Być może kiedyś ktoś je odnajdzie. W tym sezonie liczy się tylko i wyłącznie utrzymanie. I walka o to, by sinusoida zmieniła się linię prostą.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)