Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna W jaskini Lwa: Aniołki Hodgsona

W jaskini Lwa: Aniołki Hodgsona

Piłka nożna | 15 sierpnia 2014 16:07 | Artur Davtyan

fot. Oficjalny profil Facebook England Football Team

Nowy sezon niesie nowe nadzieje, ale dość przewrotnie bohaterami tego tekstu będą starzy (choć wciąż młodzi) bohaterowie. Różnią się stylem gry, lecz na boisku okupują te same pozycje. Synowie Albionu, każdy swego czasu kreowany na nowego zbawcę środka pola reprezentacji i przyszłych kapitanów swych klubów. Ile w tym prawdy, a ile czczego gadania? Sprawa jest dość złożona.


W wieku dwudziestu lat przebijasz się do pierwszego składu zespołu Premier League, zostajesz umieszczony na oficjalnej stronie Fify w gronie trzynastu najbardziej perspektywicznych zawodników, a Liverpool właśnie wyłożył na twoje usługi blisko 20 milionów funtów. Inny scenariusz? Stajesz się najmłodszym debiutantem w historii ligi, w wieku dziewiętnastu lat grasz fenomenalne spotkanie przeciwko Barcelonie i zostajesz obwołany największym talentem w kraju. Jest też trzecia opcja. Wyobraź sobie, że jesteś wychowankiem najlepszego klubu Premier League, na wypożyczeniach robisz furorę i jesteś wprowadzany do pierwszego składu przez żywą legendę piłki nożnej. Presja? Owszem, ogromna.

 

Nadchodzący sezon będzie ważnym momentem w karierach Jordana Hendersona, Jacka Wilshere'a i Toma Cleverleya. Jak radzili sobie ostatnio? Sprawdźmy to. Celem objaśnienia - kolorem czerwonym oznaczony został piłkarz Liverpoolu, błękitnym gracz Kanonierów, zaś pomarańczowym podopieczny Louisa Van Gaala. Dane po lewej pochodzą z kampanii 12/13, po prawej zaś z 13/14.


Po pierwsze - podania.

 

 

Umiejętność skutecznego i jednocześnie kreatywnego rozprowadzania piłki to rzecz kluczowa dla każdego uniwersalnego środkowego pomocnika, a do tego miana aspirować powinni nasi bohaterowie.


Już na pierwszy rzut oka widać, że w sezonie 12/13 najlepiej pod tym względem prezentował się Wilshere. Dystansował swoich konkurentów w kwestii kluczowych podań i wykreowanych sytuacji strzeleckich, minimalnie tylko ustępując Hendo w statystyce asyst i będąc za Clevem, jeśli idzie o skuteczność podań. Ci dwaj z kolei byli na podobnym poziomie, z niewielką tylko przewagą wychowanka Sunderlandu.


W ostatniej kampanii dominował już motor napędowy The Reds. Jordan zaliczył progres w każdej z kategorii. Poprawił skuteczność podań, a przy okazji dużo lepiej kreuje grę. W przypadku Jacka nie jest już tak kolorowo. Mimo że statystyka asyst na mecz pozostaje taka sama, to widocznie zmalała ilość kreowanych szans. Największy regres nastąpił jednak u Toma, który co prawda wciąż może się pochwalić najwyższą celnością podań, ale odwrotnie od Hendersona zanotował wszędzie regres. Niestety dla niego statystyki są bezlitosne. Spadek kreatywności można jeszcze przeboleć, wszak od tego w United mają teraz między innymi magika Matę, ale zero stojące przy liczbie asyst wieje grozą.

 

Odchodząc jednak od liczb - najlepszym technicznie wśród wymienionych jest moim zdaniem Wilshere, zaś Henderson najlepiej czuje grę w środku pola, a i technikę ma całkiem porównywalną z Jackiem. Jego siłą jest to, że o wiele regularniej chwali się swoimi umiejętnościami. Jordan nie ma pojedynczych meczów, w których dwiema-trzema akcjami przesądza o losach spotkania, w przeciwieństwie do swojego młodszego kolegi z Arsenalu, ale równą postawą na przestrzeni sezonu potrafi dać stabilizację, która na ten przykład pozwoliła Liverpoolowi walczyć o tytuł do samego końca w ubiegłych rozgrywkach.


Po drugie - strzały.

 


Każdy klub chciałby, by jego pomocnicy dysponowali celnym, atomowym uderzeniem, takim które mogłoby zmienić losy meczu. Menedżerowie szukają swoich Gerrardów, Lampardów i Scholesów, bo tacy ludzie to skarb dla każdego zespołu. Wypadałoby sprawdzić, który z naszej trójki ma największe zadatki na ich duchowego następcę.


Już na pierwszy rzut oka widać, że w obu analizowanych sezonach najkorzystniej wypada Henderson. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat był zdecydowanie najskuteczniejszy, co nie znaczy, że powinien osiąść na laurach, bo musi sporo popracować nad dokładnością strzałów. Oddaje najwięcej uderzeń, ale ani razu nie przekroczył 50% ich celności.


Inaczej wygląda sytuacja bardzo nierównego Wilshere'a. 12/13 - najmniejsza ilość strzałów, najwyższa celność, lecz dość przykry brak goli. Ubiegłoroczne rozgrywki wypadają już pod tym względem o niebo lepiej. Minimalnie lepsza statystka goli na mecz niż u Hendersona, blisko dwukrotna poprawa pod względem ilości oddawanych strzałów, lecz niosąca raczej logiczny spadek ich celności.


Tom Cleverley po raz kolejny zalicza zaś regres. W ubiegłym sezonie trafił do siatki zaledwie raz, notuje też nieco mniej uderzeń na bramkę rywala. W zamian przyniósł dwukrotnie wyższą celność, która jednak nie przekłada się na bramki.

 

Moje osobiste odczucia raczej nikogo nie zdziwią - Wilshere i Hendo są co najmniej o poziom lepszymi strzelcami niż Clev, lecz do czołówki BPL póki co było im daleko. Większy potencjał pod tym względem widzę jednak w Hendersonie, któremu w ostatnim sezonie często brakowało dosłownie kilkunastu centymetrów, by zmieścić piłkę w siatce. Kto wie jednak, czy dwa lata młodszy Jack na tym samym etapie kariery nie będzie dysponował już lepszym uderzeniem.

 

Po trzecie - defensywa.

 

 

W końcu nie samymi bramkami i asystami pomocnik stoi. Żaden z Synów Albionów nie podchodzi pod kategorię przysłowiowego „dużego, silnego murzyna”, ale grając w środku pola każdy z nich dla dobra zespołu powinien wykazywać się zaanagżowaniem w destrukcji.


Widać jak na dłoni, że jest to słabsza strona wychowanka Arsenalu. Wilshere był najgorszy w sześciu na osiem przypadków, ale to chyba nikogo nie zdziwi. Jack jest prawdopodobnie najofensywniej usposobionym (co jednak w wątpliwość zaczyna poddawać Henderson) i jednocześnie najbardziej nieodpowiedzialnym (zarówno na boisku, jak i poza nim) piłkarzem z tej trójki. Należy mu się spora bura, bo w kategoriach defensywnych nie rozwinął się ani trochę, a raczej cofnął w rozwoju.


O palmę pierwszeństwa walczą więc Henderson i Cleverley, obaj najlepsi po cztery razy. Wymieniają się prowadzeniem w kategorii przechwytów i wybić. Imponuje niewielka ilość błędów w defensywie Toma - jego 0 w sezonie 12/13 bardzo mnie zaskoczyło. Jordan był zaś dwukrotnie najlepszy w kategorii zablokowanych strzałów. Warte odnotowania, że tym razem wychowanek United co najmniej utrzymał poziom z poprzednich rozgrywek. Podwoił liczbę przechwytów, nieco częściej blokuje, a w pozostałych dwóch kategoriach nie zanotował dużego spadku.

 

Tym razem więc duecie z Hendersonem nie Wilshere, a Cleverley właśnie. Piłkarz z Old Trafford wykonuje swoją robotę ciszej niż kolega z Anfield. Tom koncentruje się przede wszystkim na tym, by jego zespół bramki nie stracił, podczas gdy Jordan robi za dwóch na całej długości i szerokości boiska, dzięki czemu prezentuje się nieco efektowniej. Ciężko zadecydować które podejście jest lepsze, wszystko zależy od taktyki dobranej przez szkoleniowca.

 

Po czwarte - dyscyplina.

 


Jak wielkim problemem jest utrata środkowego pomocnika pierwszej jedenastki przekonał się boleśnie Liverpool w ostatnim sezonie, gdy jeden z bohaterów tego tekstu wyleciał na trzy mecze w końcowej fazie rozgrywek. Kto wie, może z Jordanem w składzie The Reds zostaliby mistrzami?


Tym razem Wilshere góruje w absolutnie każdej kategorii. Niestety dla niego dobrze by było, gdyby wyniki były możliwie najmniejsze. Wbrew swojemu numerowi na koszulce łapie największą ilość żółtych kartoników, a co ważne - w ostatnim sezonie znacząco podniósł ich ilość, gdy przeliczać to w kartkach na mecz. Popełnia też więcej fauli, chociaż w tej statystyce wszyscy panowie zgodnie podnieśli swoje wyniki o około 0.3. Niestety dla swojego zdrowia, Wilshere jest zdecydowanie najczęściej faulowany, co sprzyja łapaniu kontuzji, tym bardziej że w Arsenalu urazy są prawdziwą zmorą piłkarzy.


Raz jeszcze pozostaje więc przyjrzeć się rywalizacji piłkarza Liverpoolu z piłkarzem United. I mimo wszystko to chyba ten drugi wychodzi z niej zwycięsko. Popełnia najmniej fauli i miał wręcz fenomenalnie niską ilość żółtych kartek w kampanii 12/13. Plusikiem dla Hendo jest znikoma ilość fauli popełnianych na nim, mniejsze ryzyko kontuzji zawsze jest w cenie.

 

O tym, że Cleverley realizuje swoje zadania defensywne w dość dyskretny sposób (chociaż czasami tak dyskretnie, że aż wcale) wspomniałem już wyżej. Procentuje to w tej właśnie kategorii, gdzie Wilshere z grzeczności nigdy nie słynął, a Henderson z racji swojego stylu gry częściej znajduje się na pograniczu faulu. Przyznam, że dziwnie mi jest tak jednoznacznie chwalić chwalić Toma, ale tutaj akurat zasłużył.


W ramach ciekawostki można przytoczyć wycenę naszych bohaterów według portalu Transfermarkt. Ostatnia aktualizacja datowana jest na 12 sierpnia tego roku, lecz wydaje się niezbyt pokrywać z rzeczywistością, jak zwykle zresztą.


- Jordan Henderson - 18 mln euro;
- Jack Wilshere - 30 mln euro;
- Tom Cleverley - 11 mln euro.


Zaskakują duże rozbieżności w cenach. Wychowanek Kanonierów ma zaledwie 22 lata, ogromny potencjał i całą karierę przed sobą i gdyby właśnie odchodził z Arsenalu, nie dziwiłaby mnie taka cena. Większym zaskoczeniem jest dla mnie zaledwie 18 mln euro przy nazwisku Hendersona, który był motorem napędowym środka pola fenomenalnego w ubiegłych rozgrywkach Liverpoolu, a jego grę chwalił między innymi Gary Neville, były kapitan największych rywali LFC. Nie powiedziałbym też, że Tom Cleverley jest wart trzy razy mniej od Jacka Wilshere'a, tym bardziej w kontekście ostatniego sezonu, w którym obaj nie zachwycili.


W przytoczonych wyżej statystykach można było zauważyć, że najlepszy wynik oznaczany był gwiazdką. Postanowiłem zebrać noty poszczególnych piłkarzy, ale ocenianie tylko na podstawie ilości gwiazdek może być dość niemiarodajne, więc przyjmijmy 2 punkty za wynik pierwszy, 1 za drugi i 0 za ostatni.

 

Zaskakuje niska ilość oczek Wilshere'a za ostatni sezon, a wysoka Cleverleya, dlatego z rezerwą podejdę do ogólnych wyników. Z not za ofensywę i defensywę z kolei można wyciągnąć już konkretne wnioski.

 

Najrówniej w ostatnich dwóch sezonach wygląda Jordan Henderson. Czyni ciągłe postępy, zarówno w ataku, jak i w obronie. Pomaga mu w tym fakt, że jest typem atlety - człowiek nie do zdarcia, mógłby biegać nocami i dniami. Wydawałoby się, że Dirk Kuyt odchodząc z Anfield zostawił wychowankowi Sunderlandu swoje żelazne płuca w prezencie. Piłkarz The Reds z meczu na mecz jest pewniejszy siebie, w ubiegłych latach widać było że ma potencjał na bramkostrzelnego pomocnika, brakowało jednak odwagi i wykończenia. Teraz Henderson wydaje się wchodzić w szesnastkę przeciwnika jak po swoje i jeśli popracuje nad wykończeniem może w przyszłości dobić do liczby co najmniej dziesięciu bramek na sezon. Nie podlega wątpliwości, że poczynił widoczny gołym okiem progres i jako jedyny z bohaterów tego tekstu może być pewien pierwszej jedenastki w swoim klubie.

 

Jack Wilshere oczek nazbierał zdecydowanie najmniej, co wygląda co najmniej zaskakująco gdy przyjrzeć się wycenie Transfermarktu. Zdziwienie to jednak minie, gdy zauważy się, że najmłodszy z porównywanych piłkarzy daje zdecydowanie najmniej w defensywie. Przez fanów Kanonierów chwalony za swoją zadziorność, która jednak nie przekłada się na efektywność w momencie, gdy drużyna musi się bronić. Chłopak jest świetny technicznie i gdy ma swój dzień może być prawdziwą rakietą, lecz przy Mesucie Özilu i Santim Cazorli na pozycji ofensywnego pomocnika zbyt wiele nie pogra. Wniosek jest jasny - jeśli Jack chce grać, musi odnaleźć się na pozycji typu box-to-box. Być może brak nowego defensywnego pomocnika na Emirates sugeruje, iż Wenger widzi w środku pola duet Ramsey - Wilshere, lecz żeby to funkcjonowało aktualna „dziesiątka” klubu z Emirates musi co najmniej wrócić do skuteczności w defensywie prezentowanej w kampanii 12/13.

 

Tom Cleverley wypada zaskakująco dobrze podsumowując wszystkie punkciki. Braki ofensywne nadrabia dobrą - w porównaniu do nieodpowiedzialnego taktycznie Wilshere'a - grą w defensywie. Kto wie czy jeden i drugi właśnie nie zbierałby pochwał za ubiegły sezon, gdyby zamienić ich klubami? Solidny w rozgrywkach 12/13, w kolejnych jednak był jednym z kozłów ofiarnych wyznaczonych przez kibiców, którzy być może przesadzali w swoich reakcjach. Słaba gra całej drużyny obnażyła wyraźnie braki w grze do przodu Toma, a przez to że ligowcy przestali już bać się ekipy z Old Trafford wychowanek Czerwonych Diabłów miał też dużo więcej roboty w defensywie. Ratunkiem dla niego może być Ander Herrera, który grając u jego boku dawałby jakość w rozprowadzaniu akcji, zaś sam Tom koncentrowałby się bardziej na wspomaganiu linii obrony.


Ostatecznie każdy z nich ma niełatwe zadanie do wykonania. Pierwszy po świetnej kampanii 13/14 musi pokazać, że nie był to jednorazowy wyskok i kontynuować progres. Zadanie tym cięższe, że w obliczu nadchodzącego powoli końca kariery Stevena Gerrarda, na Anfield staną przed problemem wyboru nowego kapitana, a Jordan przez kibiców jest wymieniany już teraz jako przyszłe serce i płuca The Reds.


Drugi ma za zadanie odbudować swoją pozycję na Emirates, gdyż to Aaron Ramsey po fenomenalnym sezonie wyrasta na nowego lidera pomocy Arsenalu. Walijczyk robi to z niesamowitą determinacją, mimo że w ostatnich latach wydawał się nie mieć startu, bo do ubiegłych rozgrywek to chłopak biegający z dychą na plecach był na ustach fanów Kanonierów.


Trzeci musi odbudować swoją pewność siebie, zacząć nawiązywać do tych momentów, gdy widziano w nim kogoś kto wejdzie w buty Paula Scholesa. Kto wie, czy opaska kapitańska w jednym z przedsezonowych spotkań nie miała zakomunikować Tomowi, że Louis Van Gaal chce dać mu szansę. Holender potrafi wycisnąć ze swoich podopiecznych ostatnie soki i być może widzi jeszcze w Tomie potencjał na pomocnika na miarę Manchesteru United.

 

Przywołane w tekście statystyki pochodzą z portalu squawka.com.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)