Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Kolejna trójka Górnika. Korona ciągle pikuje

fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news

Kolejna trójka Górnika. Korona ciągle pikuje

Piłka nożna | 15 sierpnia 2014 20:20 | Sebastian Ibron

Tradycją już stały się piątkowe wizyty w Kielcach na inaugurację kolejki. Tradycją powoli również staje się brak zwycięstw Korony w lidze. Dziś Koroniarze zgarnęli srogie baty od Górników z Zabrza. Ślązacy przyjechali, trójkę wklepali, po czym odjechali w poszukiwaniu kolejnych ofiar.


Trójkę wklepali, choć z początku się zupełnie na to nie zanosiło. Górnik przez kilkanaście pierwszych minut był zaszachowany, przez co wydawało się, że Korona będzie mogła wreszcie przerwać którąś z dwóch niechlubnych pass. O przedłużeniu jednej z ów serii byliśmy już pewni w 26 minucie, kiedy to Rafałowi Kosznikowi piłka przyszła, naszła, zeszła i weszła. Był to to naprawdę fajny gol zdobyty wolejem. To trafienie oznaczało, że będzie to dziesiąte z rzędu starcie Korony ze straconą bramką, co – eufemistycznie mówiąc – nie wystawia dobrej laurki defensorom i bramkarzowi.


Do przedłużenia drugiej z niechlubnych pass Koroniarzy dążyli uparcie zabrzanie. Te aspiracje pokazali w 66 minucie za sprawą trafienia Roberta Jeża oraz w 77 minucie, kiedy cudowną bramkę zdobył Roman Gergel. Zwłaszcza ten drugi gol jest absolutnym must-watch. Ze stoickim spokojem w długi róg zza pola karnego – poezja. Zatem oznaczało to, że dziewiąty mecz kielczan z rzędu zakończony będzie bez kompletu punktów.


Korona gola nie zdobyła, co wcale nie jest równoznaczne z brakiem okazji. A takowe miał przede wszystkim, a w sumie to wyłącznie, Przemysław Trytko. Tylko że wszystkie te sytuacje zostały zmarnowane. Wprawdzie Korona to nie tylko ten snajper, ale jeśli tylko on miał szanse, by jakieś trafienia zaliczyć, a ich nie wykorzystał… cóż.


Zwłaszcza że zawodził główny motor napędowy, Paweł Golański. Niestety Korona bardzo odczuwa jego uraz. To jest bardzo prosta zasada. Zawodzi „Gola”, zawodzi Korona. Nie jest zdrową sytuacją, gdy jeden piłkarz ma tak ogromny wpływ na rezultaty drużyny. Wiemy doskonale, że Golański jest bardzo klasowym zawodnikiem, ale w momencie, w którym nie jest on zdolny dać z siebie 100%, a w dodatku gra na nienominalnej pozycji, ta sytuacja musi przełożyć się na gorsze wyniki.


Żeby tego było mało. Ciężko zrozumieć, czym determinowana jest decyzja o tak częstym wystawianiu Janoty do gry. Przecież widać gołym okiem, nie po raz pierwszy, że jest to zawodnik kompletnie BEZUŻYTECZNY. Oczywiście, nie możemy odmówić mu gracji, umiejętności technicznych, jednak w żaden sposób swoich predyspozycji nie wykorzystuje z korzyścią dla drużyny. Jest on głównym hamulcowym kieleckiej szajki, a tego akurat Koroniarze nie potrzebują.


Pudła Trytki, niewidoczny Kiełb, słaba dyspozycja Golańskiego oraz 74 kilogramów betonu w środku w postaci Michała Janoty. Czy to spowodowało tak sromotną klęskę gospodarzy? Skoro stracili oni trzy gole, to nie do końca. Małe wiaderko pomyj należałoby wylać także na defensywę gospodarzy. O ile nie ma szczególnie do czego się doczepić do golkipera i do Leandro, o tyle całą resztę trzeba pogonić. Kuzera dał się obejść jak trampkarz przy drugim trafieniu dla gości, a stoperzy jakąś cegiełkę przyłożyli do każdego z goli podopiecznych trenera Dankowskiego.


Jeśli Korona jest w budowie, to jest do dopiero stawianie fundamentów. Ba, może się okazać, że będzie to budowla bez fundamentów, a wiadomo powszechnie, czym się takowe przedsięwzięcia kończą. Jeśli Ryszard Tarasiewicz myśli o utrzymaniu Korony w Ekstraklasie (albo o utrzymaniu się na stanowisku…), to musi porządnie wstrząsnąć kielecką szatnią. Albo przynajmniej znaleźć jakieś wyjście, by Korona przestała tracić tyle bramek.


Górnik wygrywając to starcie melduje się na czubku tabeli. Ponownie. I nie zanosi się, by prędko mieli się stamtąd wynosić. Wydaje się, że jest to niemal idealnie zbilansowana drużyna, zwłaszcza biorąc pod uwagę możliwości, jakie posiadali działacze przed sezonem. Świetnie sprawująca się trójka stoperów, robiący sporo wiatru na bokach Kosznik i Gergel, „czyściciele” Sobolewski i Danch i trójka sprawiających, że siatka bramki rywali wygląda jak ser szwajcarski. Jak na razie wszystko idzie ponadplanowo. Kibice Górnika się cieszą, piłkarzom gra sprawia przyjemność, sztabowi praca również, a cała reszta Polski otrzymuje kawałek fajnej piłki nożnej. A jest to coś, co doceniamy, bo nieczęsto zdarza się, byśmy mieli w lidze kogoś, kto ma swój plan na grę, a następnie go realizuje i to z taką przyjemnością dla bezstronnych fanów.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)