Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Łabędzie zagryzły Czerwone Diabły - czyli analiza taktyczna Man Utd

Łabędzie zagryzły Czerwone Diabły - czyli analiza taktyczna Man Utd

Piłka nożna | 16 sierpnia 2014 16:52 | Jakub Kacprzak


Luis van Gaal zaczął z przytupem! Niestety nie takim, jakiego oczekiwaliby kibice na Old Trafford. Manchester United przegrał na inaugurację sezonu ze Swansea 1:2. Można rzecz, że takie rzecz y tylko w Premier League, gdzie Łabędzie zagryzły Czerwone Diabły. Nie będę jednak relacjonować samego spotkania, a zajmę się analizą taktyczną United.


Holenderski szkoleniowiec zaczął mecz w ustawieniu 3-4-1-2. Trójkę obrońców tworzyli Jones, Smaling i Blackett, w pomocy w jednej linii zaczęli Lingard, Fletcher, Herrera i Young, a przed nimi ustawiony był Mata. Duet napastników tworzyli zaś Hernandez i Rooney. Planem van Gaala było długie utrzymywanie się przy piłce i gra skrzydłami. Niestety jego podopieczni zapomnieli, że skrzydła mają z obydwu stron i grali jedynie prawą flanką. Tam dzielnie poczynał sobie młody Jessie Lingard, który niestety po zaledwie 19 minutach opuścił murawę z powodu kontuzji. Jego miejsce zajęła nowa „11” w klubie, a więc Adnan Januzaj. Czerwone Diabły próbowały usilnie atakować skrzydłem, a kompletnie niewidoczny był Juan Mata, który kompletnie nie umiał się odnaleźć. Nie było żadnego pożytku także z Ashleya Younga, który na lewej stronie mógł jedynie stać i patrzeć co dzieje się na murawie, bo partnerzy najzwyczajniej w świecie nie chcieli do niego zagrywać. Wszędobylski był Rooney, który jak zwykle cofał się po piłkę, walczył o odbiór i robił co mógł, by zagrozić bramce strzeżonej przez Fabiańskiego.


Jednak nic z tego nie wychodziło. Przez niemal pierwsze 30 minut Polak był bezrobotny, a wszelkie ataki United kończyły się w okolicach 20 metra. Podopieczni van Gaala mieli problem, by sprawnie przejść z obrony do ataku, a to co najbardziej rzucało się w oczy, to zbyt duże odległości pomiędzy formacjami i za wiele indywidualnych akcji. Na dodatek Swansea broniło bardzo mądrze. Zaczynali pressing już na połowie Manchesteru trójką zawodników ustawionych w linii. Za nimi była kolejna linia ułożona z czterech graczy, a wszystko szczelnie zabezpieczała trójka ustawiona przed bramkarzem. W odpowiednim momencie daną linię wspierał jeden dodatkowy zawodnik, a gdy gospodarze podchodzili pod pole karne Fabiańskiego, trudno było im cokolwiek zrobić gdyż „szesnastkę” gości zabezpieczało pięciu graczy, a tuż przed nimi było kolejnych czterech.


Widać było, że podopieczni Garry'ego Monka czekali na kontrataki i jeden z takich przyniósł efekt w postaci bramki Koreańczyka Ki w 28 minucie. Co zawiodło w Manchesterze, że stracili bramkę? Przede wszystkim fatalny powrót z ataku do obrony. W taktyce 3-4-1-2, czy też 3-5-2 niezwykle istotną rolę odgrywają boczni pomocnicy i dwóch środkowych pomocników. Ich zadaniem jest jak najszybsze wsparcie trójki defensorów. United niestety nie mogło liczyć na wsparcie Younga i Januzaja. Anglik słabo radził sobie w obronie, a Belg zapominał, że musi wspomagać kolegów z defensywy. Do tego słabo spisywał się środek pola w postaci Herrera i Fletchera. Obaj nie potrafili przerywać kontrataków Swansea. W takiej sytuacji trudno było o dobry wynik, gdyż taktykcznie Manchester wyglądał tragicznie. Słabo już wyglądała pierwsza faza bronienia, w której Chicarito i Rooney powinni dobrze naciskać na rozgrywających piłkę rywali. Nic z tego nie wychodziło.


O tym jak kiepskim pomysłem było granie system 3-5-2 przekonaliśmy się zaraz przed startem drugiej połowy. Z boiska zszedł Hernandez, a w jego miejsce wszedł Nani. United przeszło na system gry 4-4-2, a jako lewego obrońcę zobaczyliśmy Ashleya Younga. Cóż. Być może van Gaal wierzył, że angielski skrzydłowy będzie jego nowym Dirkiem Kuytem, ale tak się nie stało. Bezproduktywny w obronie i słaby w akcjach ofensywnych Young nie daje nadziei kibicom na to, że będzie jeszcze z niego pożytek. Jednak w drugiej połowie United grało składniej. Przede wszystkim zaczęto wykorzystywać obydwa skrzydła i częściej wymieniać podania. Po rzucie rożnym w 53 minucie kapitalnym uderzeniem przewrotką popisał się Rooney i na Old Trafford mieliśmy remis.


Jednak zamiast wykorzystać szansę, by dobić rywala, Czerwone Diabły znowu zaczęły klepać piłkę w środkowej strefie, a Januzaj raz po raz szukał indywidualnych rozwiązań. Jednak wrzutki ze skrzydeł nie miały szansy na powodzenie. I tak naprawdę jedyne zagrożenie gospodarze stworzyli sobie jeszcze w 66 minucie. Rzut wolny z okolic 20 metra wykonywał Wayne Rooney. Kapitan Man Utd trafił jednak w spojenie słupka z poprzeczką. Po tym strzale boisko opuścił bezproduktywny Herrera, któremu debiut w Premier League nie będzie się kojarzyć z niczym dobrym. W jego miejsce zobaczyliśmy Fellainiego, o którym wiadomo jest, że trener LvG z miłą chęcią pozbył się z klubu.


Swansea spokojnie czekało na kolejną okazję do kontrataku i doczekali się jej w 72 minucie. Na lewej obronie zaspał Young, w polu karnym duet środkowych obrońców Smalling – Blackett nie potrafili wybić piłki, a ustawionego na 11 metrze Sigurdssona nie pilnował ani Fletcher, ani Fellaini. Nie wiadomo też co w tej sytuacji robił Jones. Jak strata bramki podziałała na gospodarzy? Nijak. Nie byli w stanie zagrozić niczym groźnym. Natomiast Swansea świetnie wykorzystywało doświadczenie i umiejętności wprowadzonego w 77 minucie Bafetimbi Gomisa, który mądrze utrzymywał się przy piłce i zagrażał dwójkowymi akcjami z Sigurdssonem.

Manchester do końca spotkania nie potrafił oddać strzału w światło brami, który mógłby zaskoczyć Fabiańskiego. Posyłanie dośrodkowań kończyło się albo wybiciem piłki przez obrońców Swansea, lub w rękach Łukasza. I trzeba powiedzieć, że porażka United była zasłużona. Nie pomogło to, że mieli 60% posiadania piłki. Że czterokrotnie wykonywali rzuty rożne. Za najlepsze podsumowanie niech posłuży nam ta statystyka: Czerwone Diabły miały 14 sytuacji bramkowych. Oddano z nich tylko jednak 5 strzałów w światło bramki. Swansea w tej samej statystyce miało sytuacji pięć, a strzałów na bramkę cztery. I co ciekawe żadnego strzału niecelnego. Jak widać nie liczyła się ilość akcji i strzałów, ale skuteczność, która w drużynie Łabędzi wyniosła 50%.


Rzucała się w oczy bezproduktywność Manchesteru w obronie. Young w całym spotkaniu zaliczył zaledwie jedno przejęcie piłki. Duet Herrera – Fletcher ledwie 4 i nie wygrali żadnego pojedynku główkowego! Trójka obrońców Smalling – Blackett – Jones zanotowała siedem przechwytów z czego aż cztery były zasługą Jonesa. Na naganę zasługuje też Juan Mata, który w całym spotkaniu miał... jedno kluczowe podanie. Miało to miejsce w 41 minucie spotkania. Ile razy celnie zagrywał do przodu? 11 razy skutecznie i pięć razy niecelnie. Oddał jeden strzał z rzutu wolnego wprost w Fabiańskiego. Nie tego oczekuje się od zawodnika tej klasy. W ataku nie istniał Hernandez, który nie oddał ani jednego strzału i zaledwie czterokrotnie podawał do przodu. Problem miał także Rooney, który zaledwie sześciokrotnie podawał do przodu celnie. Z sześciu oddanych przez niech strzałów trzy były w światło bramki (jeden gol), raz trafił w spojenie słupka z poprzeczką, raz uderzał niecelnie, a raz został zablokowany.

Przed Luisem van Gaalem wiele pracy. Przede wszystkim musi pogodzić się na razie z tym, że z obecnymi zawodnikami, nie będzie mógł grać systemem 3-5-2. Brakuje mu dobrego środkowego obrońcy, który umiałby umiejętnie rozprowadzić piłkę na kontratak. Nie ma także skrzydłowych, którzy potrafiliby poświęcić ofensywne zapędy dla powrotu do obrony. Bardzo słabo wyglądał środek pola. Trójkąt Fletcher, Herrera, Mata nie stworzył żadnego zagrożenia, a co gorsza nie potrafił skutecznie przerywać akcji rywali. Potrzeba więc także dodatkowego środkowego pomocnika i przynajmniej jednego skrzydłowego, który w stylu Jakub Błaszczykowskiego w BVB działałby na całej długości boiska.


Gra United nie miała w sobie składu i ładu. Grali bez ryzyka. Brakowało prostopadłych podań otwierających drogę skrzydłowym i napastnikom ku bramce rywala. Więcej było podań do tyłu czy boku co powodowało, że ciężko było Manchesterowi w jakikolwiek sposób zdobywać przestrzeń. Wystarczyła na to dobrze ułożona obrona Swansea.


Czy van Gaal zdoła to ułożyć? Z pewnością. Jest zbyt doświadczonym trenerem, by tego nie uczynić, ale potrzebne mu są narzędzia w postaci lepszych piłkarzy. I przede wszystkim czas. Miał go zbyt mało, by móc przygotować zespół już na inaugurację sezonu, jednak nie ma co ukrywać. Przed Czerwonymi Diabłami daleka droga, by znów być poważnym graczem o liderowanie w Premier League.



Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)