Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Piłkarski kryminał w Łęcznej. Zawisza rozjechany przez beniaminka

Piłkarski kryminał w Łęcznej. Zawisza rozjechany przez beniaminka

Piłka nożna | 16 sierpnia 2014 17:58 | Przemysław Drewniak
Luis Carlos prezentuje się ostatnio znacznie słabiej niż poprzednim sezonie
fot. x-news / T-Mobile Ekstraklasa
Luis Carlos prezentuje się ostatnio znacznie słabiej niż poprzednim sezonie

Nie dajcie się zwieść relacjom i komentarzom, w których przeczytacie, że byliśmy świadkami znakomitego meczu. W Łęcznej obejrzeliśmy wprawdzie mnóstwo sytuacji bramkowych, ale znacznie częściej były one efektem błędów czy wręcz nieudolności obrońców, niż pięknych zagrań w ofensywie. Przodowała w tym defensywa Zawiszy, która w spotkaniu z Górnikiem raz po raz popełniała piłkarski kryminał. Skończyło się na pięciu z tyłu, ale mogło być znacznie więcej...


Przed tygodniem pisałem, by Zawiszy i trenerowi Jorge'owi Paixao dać jeszcze trochę czasu. Sytuacja kadrowa w drużynie z Bydgoszczy jest daleka od ideału (kontuzje Masłowskiego, Goulona, Nawotczyńskiego, Sandomierskiego czy Kaczmarka), a przed sezonem do drużyny dołączyło sporo nowych zawodników i przede wszystkim trener. Biorąc jeszcze pod uwagę obecną w drużynie barierę językową, nie można było się spodziewać, że "Zetka" od początku rozgrywek wejdzie na właściwe tory. Póki co zamiast progresu, w jej grze widoczny jest jednak regres. Apogeum nastąpiło w Łęcznej. Piszemy o apogeum, bo przecież nie może być chyba nic gorszego, niż wpuszczenie pięciu bramek na boisku beniaminka, który dopiero co zebrał oklep na Legii i skompromitował się w Pucharze Polski ze Stalą Rzeszów.


W przeciwieństwie do rywali, Górnik przystąpił do tego spotkania odpowiednio skoncetrowany i zmotywowany. Jurij Szatałow dobrze rozpracował grę Zawiszy (co wcale nie było takie trudne) i łęcznianie od początku próbowali zagrywania prostopadłych piłek na Fiodora Cernycha, zazwyczaj z pominięciem drugiej linii. Pewnie sami byli zaskoczeni, jak łatwo przedostają się pod bramkę rywali. Obrońcy Zawiszy wyglądali w tym meczu tak, jakby przyszło grać im ze sobą po raz pierwszy w życiu (co zresztą nie odbiega daleko od prawdy). Górnikowi wystarczyło jedno szybkie zagranie, by kompletnie pogubił się mało zwrotny Paweł Strąk, który mógł zapomnieć o jakiejkolwiek asekuracji ze strony fatalnie ustawiających się Anestisa Argyriou czy Andre Micaela. Ten drugi, chwalony za swoją grę jeszcze kilka miesięcy temu, wpadł w taki dołek, że trener Paixao zdjął go z murawy na początku drugiej połowy.


Pochwały za występ należą się każdemu piłkarzowi Górnika (choć nawet w takim meczu łęcznianie nie ustrzegli się rażących błędów w obronie), ale swoją postawą najbardziej zaimponowało trio Nowak-Bonin-Cernych. Pierwszy dyrygował grą w środku pola, świetnie wyprowadzał piłkę z obrony do ataku i kilka razy wypracował partnerom świetne pozycje do oddania strzału. Bonin, choć w drugiej połowie brakowało mu już sił, to przed przerwą zapakował dwie bramki i był najaktywniejszym piłkarzem Górnika. Świetnie spisał się także Cernych, który w końcu pokazał swoje możliwości. Przeciwko takim obrońcom jak Strąk i Micael bez trudu wygrywał pojedynki biegowe, dzięki czemu dwukrotnie trafiał do bramki w sytuacjach sam na sam. A gdyby był nieco lepiej wyszkolony technicznie, mógłby schodzić z murawy z więcej niż trzema trafieniami.


Szacunek dla Górnika i Jurija Szatałowa za to, że beniaminek tak szybko zareagował na dwie bolesne porażki doznane w ciągu tygodnia. Na tle Zawiszy łęcznianie byli zespołem dojrzalszym, bardziej wyrachowanym, a przede wszystkim wiedzącym, co ma grać. Tego samego nie można powiedzieć o gościach, u których więcej było improwizacji, niż realizowania taktycznych schematów. Już ubiegły sezon pokazał, że Zawisza ma z przodu piłkarzy o niezłej jakości, ale z wyjątkiem kilku przebłysków dziś kompletnie nie było tego widać. Zresztą znamienne jest to, że wśród tylu obcokrajowców najjaśniejszymi postaciami w zespole z Bydgoszczy byli Kamil Drygas i Jakub Wójcicki. Nie tylko ze względu na strzelone bramki.


W najbliższych dniach na głowę Paixao spadnie zasłużona krytyka, ale z drugiej strony nie można winić go na przykład za to, że Argyriou nie ma zbyt wiele pojęcia o trzymaniu linii w obronie, a Andrzej Witan wpuszcza do bramki niemal każdy celny strzał rywali. Zawisza nie ma jednak czasu, by czekać na powrót do zdrowia Kaczmarka i Sandomierskiego oraz kluczowych graczy z pola. Zobaczymy, jak będzie wyglądać jego gra w następnym meczu. Jeśli znów nie będzie żadnej poprawy, Radosław Osuch zacznie tracić cierpliwość.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)