Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Trzy punkty zostają na Anfield, Święci pokazują pazury

Trzy punkty zostają na Anfield, Święci pokazują pazury

Piłka nożna | 17 sierpnia 2014 16:32 | Artur Davtyan

fot. Oficjalny profil Facebook Liverpool FC

 W ósmym spotkaniu pierwszej kolejki angielskiej Premier League Liverpool podejmował Southampton na Anfield Road. Pierwsi zmotywowani, by pokazać, że istnieje życie po Suarezie. Drudzy mieli zamiar udowodnić, że po letnich wyprzedażach wcale nie są skazani na pożarcie. Wynik przemówił na korzyść The Reds, lecz to Święci pozostawili po sobie lepsze wrażenie.


Brendan Rodgers desygnował do gry prawie identyczną jedenastkę, co w wygranym 4:0 sparingu z dortmundzką Borussią. Jedyną różnicą było pojawienie się Lucasa Leivy w miejsce Emre Cana i kto wie, czy nie był to duży błąd. Ronald Koeman w pierwszym składzie umieścił troje debiutantów - Dusana Tadicia, Graziano Pelle i Ryana Bertranda, na ławce zaś zasiadł kupiony w ostatnich dniach z Hull za 12 mln funtów Shane Long. Artur Boruc nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych, co jest wyraźnym sygnałem iż holenderski szkoleniowiec So'ton nie widzi Polaka w swoim zespole.


Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando Liverpoolu, lecz gra toczyła się w bardzo spokojnym, spacerowym wręcz tempie. Co jakiś czas pomocnicy The Reds prostopadłymi podaniami próbowali uwolnić Sterlinga i Sturridge'a , uderzeń z dystansu próbował zaś z miernym skutkiem Glen Johnson. W 23. minucie ze świetnej strony pokazał się Henderson, który najpierw wygarnął piłkę spod nóg piłkarza Świętych, później wygrał przebitkę z Morganem Schneiderlinem, a na koniec popisał się fenomenalnym długim podaniem przez blisko połowę boiska do wbiegającego Raheema Sterlinga, któremu pozostało tylko dostawić nogę. Prowadzenie gospodarzy stało się faktem. W pierwszej połowie groźnymi uderzeniami próbowali zaskoczyć Mignoleta James Ward-Prowse i Morgan Schneiderlin, lecz Belg w obu przypadkach sparował piłki na rzut rożny.


Druga część spotkania była już zdecydowanie żywsza. Piłkarze Ronalda Koemana zauważyli, że Lucas Leiva po przyzwoitej pierwszej połowie opadł z sił, a Glen Johnson na lewej stronie defensywy prezentował się jeszcze słabiej niż na prawej, w wyniku czego zwietrzyli szansę na bramkę. Bardzo dobrze prezentował się Dusan Tadić i to własnie jego ładnej asyście bramkę zdobył prawy obrońca Southampton, Nathaniel Clyne. Dwójka ta świetnie ze sobą współpracowała to momentu zejścia Serba z boiska w 74. minucie. Dziesięć minut wcześniej stuprocentową szansę miał Steven Davis, ale uderzył za słabo i piłka znalazła się ostatecznie w rękach Mignoleta. Dopiero w tym momencie zareagował Brendan Rodgers i wpuścił na boisko Joe Allena, którego pojawienie się wyrównało grę. Liverpool znowu zaczął utrzymywać się przy piłce i atakować, co jakiś czas zaś kontry wyprowadzali Święci. Jedna z nich prawie skończyła się drugą bramką Clyne'a. Niedługo później na boisku pojawił się Rickie Lambert, zaś w 79. minucie piłkarze LFC ponownie wyszli na prowadzenie. Po wrzutce na aferę piłka trafiła na głowę Raheema Sterlinga, ten strącił ją w kierunku Daniela Sturridge'a, który ledwie wbił futbolówkę do siatki. W ostatnich dziesięciu minutach spotkania do ataku na nowo rzucili się Święci. Na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry Schneiderlin trafił w poprzeczkę, a dobitka głową Shane'a Longa przeszła obok słupka. Southampton pomimo porażki pokazało bardzo dobrą grę w drugiej połowie i udowodniło, że pomimo straty kluczowych zawodników wciąż mogą być groźni.


Liverpool - Southampton 2:1

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)