Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Pawłowski przebił swoich piłkarzy. W braku ambicji i minimalizmie

Pawłowski przebił swoich piłkarzy. W braku ambicji i minimalizmie

Piłka nożna | 17 sierpnia 2014 18:03 | Przemysław Drewniak
W niedzielne popołudnie Tadeusz Pawłowski oglądał chyba jakiś inny mecz...
fot. x-news / T-Mobile Ekstraklasa
W niedzielne popołudnie Tadeusz Pawłowski oglądał chyba jakiś inny mecz...

To nie będzie obszerny tekst. Trudno rozpisywać się na temat meczu, który nie zafundował nam ani krzty emocji i żadnych istotnych wniosków. Najgorsze 90 minut sezonu? Nie mamy wątpliwości, że spotkanie Śląska z Cracovią z pewnością będzie w tej kategorii mocnym kandydatem. Jeszcze większy niesmak wzbudziły jednak wypowiedzi obu trenerów, którzy po padace zaprezentowanej przez swoich piłkarzy zgodnie stwierdzili, że był to bardzo dobry mecz. Panowie, kogo Wy chcecie oszukać?


Przed pierwszym gwizdkiem naprawdę mieliśmy nadzieję na to, że na boisku we Wrocławiu będzie ciekawie. Zarówno Śląsk i Cracovia są zespołami, które w tym sezonie szukają jeszcze swojej tożsamości - ich wyniki są nieprzewidywalne, a trenerzy cały czas miotają się przy wyborze wyjściowych jedenastek. Teraz już wiemy, o jakiej tożsamości mowa - w obu przypadkach nijakiej. Przynajmniej na tym etapie sezonu.


Odpowiedzi na pytania, które intrygowały nas przed meczem, brutalnie sprowadziły nas na ziemię. Jak poradzi sobie Flavio Paixao w roli wysuniętego napastnika? Tylko jedna klarowna sytuacja, wybroniona na spółkę przez Krzysztofa Pilarza i Marcina Budzińskiego. Debiut Krzysztofa Danielewicza w starciu ze swoim byłym zespołem? Kompletnie bezbarwny. Forma obu zespołów? Rwane akcje, piłka nieustannie latająca gdzieś nad głowami piłkarzy. Jednym słowem - dno.


Ciekawe zdarzenia? Możemy policzyć je na palcach jednej ręki. Wspomniana szansa Paixao była jedyną godną uwagi akcją podbramkową Śląska w przeciągu całego spotkania. Wrocławianom należał się też rzut karny po tym, jak zagranie Sebastiana Mili wzdłuż bramki zatrzymał ręką Bartosz Rymaniak. Sytuacja bliźniaczo podobna do tych, po których Bełchatów otrzymał dwa rzuty karne za nieprzepisowe zagrania Krzysztofa Ostrowskiego. Jak widać, nawet u arbitra zabrakło dzisiaj jakości i kosekwencji.


W pierwszej połowie Cracovia poważniej zagroziła bramce gospodarzy tylko raz, gdy po stałym fragmencie gry główka Miroslava Covilo wylądowała na poprzeczce. Nieco lepiej było pod koniec spotkania za sprawą aktywności Budzińskiego. Pomocnik Cracovii jako jeden z nielicznych próbował kombinacyjnej gry i wypracował swojej drużynie trzy, właściwie stuprocentowe okazje. Plus meczu jak najbardziej zasłużony, ale co z tego, skoro w najważniejszych momentach sam Budziński czy nawet Dawid Nowak celowali Panu Bogu w okno.


Ale nawet ani jedno pudło, niecelne zagranie czy frajerska strata któregoś z piłkarzy nie mogły załamać w takim stopniu, jak pomeczowe wypowiedzi obu trenerów. Robert Podoliński z uśmiechem od ucha do ucha stwierdził, że jest zadowolony z końcowego wyniku. Po bandzie poszedł za to Tadeusz Pawłowski, który z pełnym przekonaniem zapewnił, że oglądaliśmy "bardzo dobry mecz". Można się z tego śmiać, ale tak naprawdę mamy do czynienia z poważnym problemem. Gdy oglądamy taką parodię futbolu, jedyną pozytywną myślą krążącąca po naszej głowie jest stwierdzenie, że "kiedyś będzie lepiej". Kiedyś meczem Śląska z Cracovią zainteresuje się więcej niż marne 8 tysięcy fanatyków, a poziom gry obu drużyn nie będzie przyprawiał o ból głowy. Ale na jakiej podstawie mamy tak sądzić, skoro po TAKIM spotkaniu trenerzy z zadowoleniem wypowiadają się o występie swoich zawodników? Z podobnym nastawieniem u polskich szkoleniowców nigdy nie ruszymy z miejsca. Takiego minimalizmu i braku ambicji nie akceptujemy. Może jeszcze mniejsza garstka kibiców, która pojawi się na następnym meczu Śląska u siebie, da trenerowi Pawłowskiemu trochę do myślenia.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)