Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Marzenia o podium muszą poczekać. Lechia słabsza od "Białej Gwiazdy"

Marzenia o podium muszą poczekać. Lechia słabsza od "Białej Gwiazdy"

Piłka nożna | 17 sierpnia 2014 20:49 | Przemysław Drewniak
Łukasz Garguła zawalił przy golu dla Lechii, ale Wisła i tak sięgnęła po pewne zwycięstwo
fot. x-news / T-Mobile Ekstraklasa
Łukasz Garguła zawalił przy golu dla Lechii, ale Wisła i tak sięgnęła po pewne zwycięstwo

Jeśli Tadeusz Pawłowski nie wie, jak wygląda dobry mecz, powinien obejrzeć starcie Wisły Kraków i Lechii Gdańsk. Pojedynek przy Reymonta może nie rzucił na kolana, ale bez wątpienia był najlepszym spośród pozostałych spotkań tego weekendu. Na kolana rzucił za to, przynajmniej piłkarzy z Gdańska, Semir Stilić. Bośniak rozegrał kolejne znakomite spotkanie w Ekstraklasie i potwierdził, że jest najbardziej wartościowym piłkarzem Białej Gwiazdy.


W grze Wisły od początku zaimponowała w tym meczu ogromna chęć zdobywania bramek. Nie było kalkulowania, wyczekiwania, "badania" przeciwnika - gospodarze od początku rzucili się do przodu i Dariusz Trela już w pierwszych minutach miał ręce pełne roboty. Momentami jednak brawura brała górę nad taktycznym rozsądkiem - wiślacy atakowali pole karne rywali tak licznie, że Lechia raz po raz wyprowadzała groźne kontrataki w przewadze liczebnej.


Jeśli coś w grze gdańszczan mogło się dziś podobać, to właśnie umiejętność błyskawicznego przechodzenia z obrony do ataku. W ten sposób Lechia najczęściej zagrażała bramce Buchalika, choć akurat strzelenie gola zawdzięczała pomyłce Łukasza Garguły, który zanotował kluczową stratę tuż przed własnym polem karnym. Piłkę zgarnął Maciej Makuszewski i popędził do linii końcowej, gdzie wślizgiem próbował go powstrzymać Dariusz Dudka. Spóźnił się, nie trafił w piłkę i rzut karny na bramkę zamienił Stojan Vranjes.


Wisła cały czas miała inicjatywę, próbowała, ale po raz kolejny potwierdziła, że choć stwarza sobie sytuacje ze względną łatwością, to jednak ma ogromne problemy z ich wykorzystywaniem. Oczy kibiców były zwrócone na Pawła Brożka, Gargułę czy Semira Stilicia, z którym obrońcy Lechii od początku mieli najwięcej problemów. Tymczasem sygnał do ataku dał... Maciej Sadlok. Obrońcę Wisły śmiało można uznać za największą niespodziankę pierwszych kolejek. Broni bardzo solidnie, potrafi regularnie włączać się w akcje ofensywne, ale to, co zrobił w spotkaniu z Lechią, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Sadlok niczym taran wszedł w pole karne, minął trzech piłkarzy w białych koszulkach i mocnym strzałem po krótkim rogu dał Wiśle wyrównanie.


Wtedy swoje prawdziwe show zaczął Stilić. Do 57. minuty na boisku wychodziło mu niemal wszystko - dryblingi, wkręcanie w ziemię rywali, precyzyjne, finezyjne podania, ale brakowało mu skuteczności w kluczowych momentach. Gdy jednak po dośrodkowaniu Macieja Jankowskiego piłkę głową inteligentnie zgrał mu przed bramkę Paweł Brożek (no dobra, tak naprawdę chciał strzelać, a wyszła z tego super asysta), Bośniak w końcu się przełamał. Swój znakomity występ podsumował w doliczonym czasie gry strzałem z rzutu wolnego w okienko bramki Buchalika. Bez wątpienia to był Semir Stilić z najlepszych spotkań w barwach Lecha Poznań.


Wisła wygrała dlatego, że była znakomicie dysponowana w środku pola (oprócz Stilicia pewny Uryga, użyteczny Jankowski i walczący Garguła) i pokazała więcej determinacji. W pierwszych minutach drugiej połowy, gdy wiślacy rzucili się do odrabiania strat, można było odnieść wrażenie, że do końca meczu pozostaje już tylko kilka minut, a krakowianie desperacko szukają wyrównania. Inna sprawa, że Lechia powinna była wykorzystać błędy w obronie, które dziś zdarzały się nawet Arkadiuszowi Głowackiemu. Na to nie starczyło jej jednak argumentów - co prawda Bartłomiej Pawłowski trafił główką w słupek, ale generalnie w roli napastnika nie spisał się najlepiej. Bardzo słabo wyglądało w środku pola dwóch piłkarzy, po których jeszcze niedawno sporo sobie obiecywaliśmy. Ariel Borysiuk i Daniel Łukasik tracili piłki, przegrywali pojedynki i właściwie w ogóle nie kreowali gry ofensywnej Lechii. Jedynym zawodnikiem, który wyraźnie wybijał się ponad przeciętność był Vranjes. To on dodawał atakom lechistów najwięcej jakości.


Po pierwszych pięciu kolejkach śmiało możemy powiedzieć to, co łatwo było przewidzieć już przed rozpoczęciem sezonu - Lechia potrzebuje jeszcze czasu, by móc aspirować do czołówki naszej ligi. Na tle zgranej i świadomej własnej wartości Wisły gdańszczanie wypadli co najwyżej przeciętnie. Franciszek Smuda powtarzał przed meczem, że mimo transferowej ofensywy Lechii jego zdaniem to Biała Gwiazda ma silniejszą wyjściową jedenastkę. I póki co w pełni się z tym zgadzamy.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)