Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Martin Odegaard - czy dzieciak będący na ustach całej Europy będzie zbawieniem norweskiego futbolu?

Martin Odegaard - czy dzieciak będący na ustach całej Europy będzie zbawieniem norweskiego futbolu?

Piłka nożna | 21 sierpnia 2014 15:20 | Sebastian Ibron

fot. Screen z youtube

Jeśli w jakimś miejscu na świecie – oczywiście względnie cywilizowanym piłkarsko – piętnastolatek robi show na boisku, oczywistą sprawą jest, że jest to anomalia, wybryk natury, jednym słowem – mocno specyficzna sytuacja.


Niejaki Martin Odegaard stanął przed szansą, by zostać najmłodszym piłkarzem w historii reprezentacji Norwegii, czym pobiłby dotychczasowy rekord Tormoda Kjellsena, który debiutował mając 15 lat i 351 dni, aż o 104 dni, a więc o przeszło trzy miesiące. Urodzony 17 grudnia 1988 roku piłkarz otrzymał powołanie do kadry na mecz ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, który odbędzie się 27 sierpnia w Stavanger.


A zwrócił na siebie uwagę rozgrywając szesnaście spotkań, w których zdobył trzy gole i pięciokrotnie asystował przy trafieniach partnerów. Zresztą, warto zobaczyć, kimże jest ów Martin Odegaard.


Świat nieustannie brnie, a wręcz galopuje do przodu. Tak samo jak rozwija się muzyka, tak samo jak rozwija się nauka i tak samo rozwija się piłka nożna. Piłkarze mają stawać się synonimami niezniszczalnych machin, którzy w trakcie kariery mają być najszybsi, najbardziej wytrzymali, najsilniejsi. Mają być niezmordowani. Maksymalizacja obciążeń treningowych, mnogość rozgrywek, a tym samym rozgrywanych spotkań powoduje, że kontuzje są nieuniknione, a już zwłaszcza pod koniec przygody z piłką, o powikłaniach po zakończeniu kariery nie wspominając. A im wcześniej zawodnicy wchodzą na wysoki poziom, tym najprawdopodobniej krótsza będzie ich kariera.


Nie da się ukryć, że dzieciak z Norwegii ma niesamowity talent. Jest zwinny, dobrze kontroluje piłkę, umie podać czy strzelić i – choć obecnie czasem kiwnie o raz za dużo lub podejmie złą decyzję – potrafi zrobić różnicę. Jednak należy pamiętać, że jest to tylko dzieciak, który jeszcze rośnie, nie jest jeszcze gotów na silną, fizyczną walkę.


O ile piętnastolatek jeszcze jest w stanie uniknąć większych zdrowotnych komplikacji, o tyle zdarzają się także skrajnie irracjonalne. W 2009 roku w lidze boliwijskiej zadebiutował 12-latek, Mauricio Baldivieso, który jest synem Julio Cesara Baldivieso, popularnego w Boliwii „Imperatora”. Tenże młody piłkarz, który powinien martwić się o to, czy poradzi sobie grając z kolegami o dwa lata starszymi, brutalnie przekonał się, co znaczy gra w piłce seniorskiej. Ucierpiał on po agresywnej interwencji rywala. Ta anormalna sytuacja sprawiła, że trener, a zarazem ojciec dwunastolatka, został okrzyknięty przestępcą, zaś faulujący określony został mianem „jeszcze gorszego przestępcy”. O młodzieńcu na razie ani widu, ani słychu. Znaczy się, gra, ale niczym się nie wyróżnia.


Ani Ostergaard, ani Baldivieso nie są jedynymi szczególnymi przypadkami w historii piłki nożnej. 3 kwietnia w 2004 roku w MLS zadebiutował Freddy Adu, tym samym zostając najmłodszym zawodnikiem w historii amerykańskiego sportu. A już dwa tygodnie później zdobył pierwszą bramkę w lidze. Swoją grą zwrócił uwagę wielu europejskich klubów, takich jak Manchester United, Inter Mediolan czy PSV Eindhoven. Niestety jego kariera nie potoczyła się tak, jak można było się tego spodziewać. Freddy miał papiery na grę, jednak sobie nie poradził. Pierwszym jego europejskim klubem była Benfica Lizbona. W stolicy Portugalii sobie nie radził, nie radził sobie również na wypożyczeniach kolejno w Monaco, Belenenses, Arisie Saloniki i Caykur Rizespor. Obecnie gra… w FK Jagodina, a, eufemistycznie mówiąc, nie jest to klub na miarę potencjału, jaki w nim drzemał lub drzemie nadal.


Odegaard jest nieco bardziej medialną odmianą Dawida Kownackiego, który przecież jest o półtora roku starszy. Póki co Lech wygrał walkę o podpis na promesie kontraktowej z młodym zawodnikiem, a więc zapowiada się, że snajper Kolejorza będzie kroczył drogą Roberta Lewandowskiego, więc młodzieżówka, pierwszy skład w Lechu, walka o króla strzelców, a kto wie – może reprezentacja, a dopiero później szukanie perspektyw na rozwój za granicą. Tak jak w przypadku Kownackiego, w przypadku Norwega eksperci i fani deliberują, czy powinien zostać, by otrzaskać się w lidze norweskiej czy wyfrunąć w poszukiwaniu klubu, gdzie będzie miał większe możliwości rozwoju. Nikt nie jest jasnowidzem, nikt nie przewidzi, która ścieżka jest bardziej właściwa dla danego zawodnika, gdyż do wzięcia pod uwagę jest zbyt dużo czynników.


Niemniej na pewno nikt nie chce, by z Odegaardem powtórzyła się sytuacja z Amerykaninem, gdyż zwłaszcza kazus Freddy’ego Adu pokazuje, że wczesne wejście w piłkę seniorską nie musi równać się ze zdobywaniem salonów europejskiej piłki. Nawet mimo posiadania ogromnego potencjału, robienia tzw. „show”. Racjonalne wchodzenie, czyli stopniowe wkraczanie w seniorski futbol jest opcją najlepszą. Najpierw końcówki meczów, gdzie nie ma presji na wynik, później stopniowo coraz dłuższa możliwość przebywania na boisku, by powoli młodzieńca oswajać z grą w dorosłej piłce, a niemal gwarantowany jest efekt w postaci rozwoju danego piłkarza.


Czy mimo tak raptownego rozpoczęcia kariery i wytworzenia wokół siebie takiego medialnego szumu, Ostergaard będzie w stanie udźwignąć presję, którą na niego wywierać będzie opinia publiczna? Miejmy nadzieję, że tak, ale pamiętajmy, że historia pokazała, że tak być wcale nie musi.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER:
sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)