Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Bielska "banda świrów" zbiera swe żniwo

Bielska "banda świrów" zbiera swe żniwo

Piłka nożna | 23 sierpnia 2014 17:34 | Sebastian Ibron

fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news

Podbeskidzie było dziś bezlitosne. Gdy tylko Cracovia próbowała choćby i pomyśleć o zwietrzeniu szansy na zdobycie bramki, bielszczanie częstowali ją golem. Raz tego czynu dokonał Korzym, dwukrotnie Chmiel, a Pasom amunicji wystarczyło wyłącznie na bramkę Deleu.


Z każdą upływającą minutą byłem w lekkim szoku. Mecz toczył się w tempie iście ślimaczym, ale nie to mnie szokowało. Otóż w pierwszej połowie jedynym człowiekiem zafascynowanym tym meczem był Kazimierz Węgrzyn. W jego głosie dało się odczuć autentyczne emocje, a piłkarze naprawdę nie pomagali nikomu w oglądaniu meczu bez uszczerbku na psychice. A wiemy przecież, że fascynowanie się meczem takich marek o 15.30 jest sporym wyzwaniem.


No niemniej, pierwszy kwadrans bez wyraźnego naporu z którejkolwiek ze stron, ale z minimalnym wskazaniem na gospodarzy. Najlepsze było jeszcze przed nami, a już w siedemnastej minucie klasycznym Michałkiem, tudzież Pawełkiem, uraczył nas Krzysztof Pilarz, z czego skrzętnie skorzystał Maciej Korzym, dorzucając kolejne trafienie do już zdobytej bramki i zaliczonej asysty w barwach Podbeskidzia.


W drużynie gości należy dziś pochwalić niemal w komplecie całą defensywę bielszczan. Niemal, bo czasem Górkiewicz bywał elektryczny, a czasem objeżdżał go Dialiba, jednak w końcowym rozrachunku naprawdę przyjemnie obserwowało się, jak zgrany i stabilny jest ten blok defensywny. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że niejednokrotnie Dawid Nowak musiał wysłuchiwać gwizdka arbitra, po czym miną wyrażającą co najmniej dezaprobatę spoglądał w kierunku sędziego liniowego.


Również bardzo podobać mógł się Damian Chmiel. A jeśli komuś się nie spodobał, to niech się uda w kierunku worka leżącego w piwnicy i zrobi z niego użytek. Ustawiony dziś jako skrzydłowy piłkarz spotkanie zakończył z dwoma bramkami na koncie, czym zasłużył sobie na miano największego plusa meczu.


A Cracovia dziś cała była jakaś niedzisiejsza. Kiedy należało kiwnąć – cofali piłkę, kiedy należało strzelać – podawali i analogicznie. W sumie pochwalić za cały mecz możemy jedynie Bośniaka Covilo, który wygrywał wszystkie pojedynki główkowe, nie przepuszczał rywali w środku pola, a w pewnym momencie, będąc już podirytowanym strzelecką impotencją kolegów, sam wziął się za akcje ofensywne.


I dopiero w drugiej połowie do dobrze grającego Covilo dołączył Diabang. Jak się jednak okazało, był to jedynie kilkuminutowy eksces. Faktem jest, że przez pięć minut, na przeszło kwadrans przed końcem, Cracovia stworzyła sobie kilka okazji, a w każdej z nich palce, albo raczej buty, maczał Dialiba, podobnie jak faktem jest, że z tej nawałnicy padła bramka Deleu, jednak Cracovii nie wystarczyło animuszu, by konsekwentnie próbować wyrównać stan spotkania.


Podbeskidzie nie jest potentatem, ale są to solidni wyrobnicy, którzy zdecydowanie poprawili swoją grę w ofensywie. W końcu starcie z Pasami jest czwartym meczem z rzędu ze zdobytą bramką, a naprawdę nie wygląda to na przypadek. I w tej chwili, już po sześciu starciach, ferajna Leszka Ojrzyńkiego ma dziesięć oczek na swoim koncie. Dziś Podbeskidzie pokazało, że wcale nie stoi na straconej pozycji w walce o grupę mistrzowską, o ile oczywiście starczy pary, a Cracovia musi znaleźć wreszcie sposób na zdobywanie punktów, bo taką dyspozycją, jak dziś daleko nie zajadą.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)