Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Nie taki diabelski ten transfer Di Marii [POLEMIKA]

fot. Flickr

Nie taki diabelski ten transfer Di Marii [POLEMIKA]

Piłka nożna | 24 sierpnia 2014 12:19 | Sebastian Ibron

Brzydzi się Pan, Panie Rafale Stecu, obrzydliwie przeprowadzanymi transferami. Tylko że akurat transfer Angela Di Marii nie był niczym nadzwyczajnym. Ba, był przeprowadzony głównie dlatego, że Argentyńczyk sam sobie zgotował swój los.


Jeszcze w zeszłym sezonie skrzydłowy, lub raczej ofensywny pomocnik, bo tak częściej grywał, jak za czasów gry w Benfice, deklarował, iż „nie wie, co będzie w następnym sezonie”. To niejako samo z siebie sprowokowało, że Real musiał zacząć myśleć albo o nowej umowie dla Di Marii albo o sprowadzeniu następcy.

 

Perez poszedł po rozum do głowy i zaproponował nową umowę swojemu zawodnikowi. Mimo że Di Maria miewa chimeryczne naleciałości, to nie da się ukryć, że w zeszłym sezonie był istotną postacią Królewskich.


Problem w tym, że Argentyńczyk żądał aż DWUKROTNEJ podwyżki. W momencie oferowania mu umowy jasną sprawą było, że zasługuje on na podwyżkę. W pierwszym składzie gorzej zarabiali wyłącznie Diego Lopez i Daniel Carvajal. Rocznie na konto Di Marii wpływała kwota wysokości 3,5 mln euro. A to, biorąc pod uwagę jego klasę i zarobki kolegów o porównywalnej wartości wnoszonej do drużyny, jest śmieszną sumą.


Żaden poważny klub na tak drastyczną podwyżkę się nie zgodzi, Real również nie przystał na warunki agenta Di Marii. Po odrzuceniu propozycji nowego kontraktu przez zawodnika, ten poprosił o możliwość opuszczenia klubu. Real pokierował się dewizą „z pracownika nie ma niewolnika”, po czym zaakceptował prośbę Argentyńczyka.


Tym samym Di Maria najprawdopodobniej zasili szeregi Czerwonych Diabłów.


I gdzie tu „kolejny brzydki odprysk pędzącej komercjalizacji futbolu”?


Reasumując więc. Źle określił Pan pozycję Di Marii, gdyż nie grał on jako środkowy pomocnik, a bardziej jako ofensywny, schodzący na skrzydło. Nieprawdą jest, że piłkarz grał fantastycznie. I także nie świetnie, jak Pan sugeruje, ale poprawnie. 11 bramek i 26 asyst we wszystkich rozgrywkach to wynik co najmniej wart uwagi, acz niewyrywający z kapci. Prawdą jest, że trener chciał go zatrzymać, ponieważ zawodnika o takiej klasie mało, kto chce wypuszczać z szeregów. Kłamstwem zaś jest, że piłkarz chciał zostać w Realu. Owszem chciał, ale zanim przyszedł James. Później uznał, że zrobiło się dla niego za ciasno, czemu wcale się nie dziwię, a Pan tego nie ujął.


Poza tym, żaden klub na świecie nie ma studni bez dna wypełnionej pieniędzmi. Żaden. Także Real Madryt, który nieco podreperował stan swoich finansów dzięki sprzedaży Di Marii i przesunął bilans kosztów i zysków transferowych bliżej zera. Należy pamiętać, że Real może odczuwać na karku oddech FPP, co najbardziej komfortowym uczuciem z gammy pierdyliarda uczuć, delikatnie mówiąc, nie jest.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)