Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Zabrakło jakości i piłkarskiej bezczelności. Ruch żegna się z Ligą Europy

Zabrakło jakości i piłkarskiej bezczelności. Ruch żegna się z Ligą Europy

Piłka nożna | 28 sierpnia 2014 22:04 | Przemysław Drewniak
Krzysztof Kamiński spisywał się znakomicie, ale to po jego błędzie Metalist zdobył decydującą bramkę
fot. x-news
Krzysztof Kamiński spisywał się znakomicie, ale to po jego błędzie Metalist zdobył decydującą bramkę

Była szansa na wielki sukces i ogromne pieniądze, ale zostaną jedynie miłe wspomnienia. Ruch Chorzów w dramatycznych okolicznościach przegrał w Kijowie z Metalistem Charków i zakończył swoją tegoroczną przygodę w Lidze Europy. W pucharach podopieczni Jana Kociana zdziałali znacznie więcej, niż od nich oczekiwano i za to należą im się słowa uznania. Ale czy mogli zrobić więcej, by znaleźć się w fazie grupowej? Mogli, bo zespół z Ukrainy okazał się dużo słabszy, niż wcześniej się spodziewano.


W ostatnich tygodniach chorzowianie musieli zmierzyć się z wieloma przeciwnościami. Latem zespół nie został wzmocniony, a według Kociana odejścia Jankowskiego, Buchalika czy Sadloka trzeba rozpatrywać nawet w kategorii osłabień. Wąska kadra powodowała, że grając na dwóch frontach słowacki szkoleniowiec nie mógł sobie pozwolić na jakiekolwiek rotacje w wyjściowym składzie. Do tego wszystkiego doszedł problem z murawą na stadionie przy Cichej, przez który Ruch musiał rozgrywać swoje domowe mecze w Gliwicach. Nic dziwnego, że przed pojedynkami z FC Vaduz, Esbjergiem i Metalistem kibice, dziennikarze czy bukmacherzy wcale nie stawiali „Niebieskich” w roli faworytów. Oni swoją grą zaskoczyli jednak wszystkich i byli o włos od dokonania czegoś, co wcześniej wydawało się niemożliwe. W Kijowie okazało się jednak, że awans do fazy grupowej Ligi Europy był dla Ruchu całkiem realny. I właśnie dlatego porażka z Metalistem tak bardzo boli.


Trzeba to przyznać otwarcie: chorzowianie trafili na rywala, który w obu spotkaniach zagrał zdecydowanie poniżej swoich możliwości. Po Metaliście wcale nie było widać jakości, o jakiej świadczą pensje jego zawodników i trzecie miejsce zajęte w zeszłym roku w lidze ukraińskiej. Piłkarze warci po 7-8 milionów euro mieli ogromne problemy z szybkim rozegraniem piłki w ataku pozycyjnym. Rzadko zmuszali Krzysztofa Kamińskiego do efektownych interwencji, a najwięcej zagrożenia pod jego bramką stwarzali po stałych fragmentach gry. Jasne, to po stronie Metalista były technika, doświadczenie i indywidualne umiejętności. Ale jako drużyna, na tle bardzo dobrze zorganizowanego Ruchu, charkowianie wcale nie prezentowali się lepiej/


Zespół Kociana szczególnie przed przerwą mógł się podobać w grze na własnej połowie – Ruch świetnie się przesuwał, zawodnicy rozmieszczeni byli blisko siebie, a dobrym ustawieniem na bokach udało się zneutralizować tak groźne w Gliwicach skrzydła Metalista. By awansować, „Niebiescy” potrzebowali jednak co najmniej jednej bramki, a w ofensywie szło im znacznie gorzej. W Kijowie zabrakło agresywnej gry w środku pola, dzięki której w pierwszym meczu Ruch przeprowadził kilka składnych, groźnych akcji. W rewanżu udanych kontrataków w wykonaniu polskiej drużyny można było doliczyć się na palcach jednej ręki. Właśnie tej odwagi, a wręcz piłkarskiej bezczelności z Gliwic zabrakło mi w grze chorzowian na Ukrainie. Bez nich nie udało się przykryć niedostatków w piłkarskiej jakości, które były widoczne szczególnie przy nielicznych podbramkowych sytuacjach czy też lepiej zapowiadających się akcjach.


Jan Kocian zapowiadał, że Ruch zaprezentuje w Kijowie otwarty futbol, ale w rzeczywistości nie do końca tak było. Postawienie na defensywę i wyczekiwanie na rzuty karne było ryzykownym proszeniem się o wyrok, bo przecież można było się spodziewać, że im bliżej końca meczu, tym lepiej fizycznie będą wyglądali piłkarze Metalista. W Esbjergu się udało, ale tam limit szczęścia został chyba wykorzystany. Pech chciał, że antybohaterem stał się Krzysztof Kamiński, który przy faulu na rzut karny popełnił ewidentny błąd i zasłużenie otrzymał czerwoną kartkę. Ale w końcowym rozrachunku nie można upatrywać w nim winnego końcowego wyniku - gdyby nie rewelacyjna forma młodego bramkarza, Ruch nawet nie dotarłby do tej fazy eliminacji.


Ostatecznie nie udało się wykorzystać słabości Metalista, ale w Chorzowie nie mogą załamywać rąk, a zastanowić się, jak nie zaprzepaścić pucharowej przygody i przekuć ją w sukces. W przypadku awansu do fazy grupowej Ruch mógłby znacznie zwiększyć swój budżet, ale teraz do klubowej kasy wpadnie znacznie mniej pieniędzy. Śląski klub zyskał jednak wizerunkowo – zarówno w oczach kibiców, jak i sponsorów oraz potencjalnych nowych piłkarzy (efekty widać już teraz, do "Niebieskich" trafił w czwartek Eduards Visnakovs). Jeśli władzom Ruchu uda się stwarzać Kocianowi coraz lepsze warunki do budowy zespołu, dojście do IV rundy eliminacji LE wcale nie musi być jednorazowym sukcesem. Przyszłość pokaże, czy dwumecze z Esbjergiem i Metalistem będą jedynie mile wspominaną przygodą, czy też podwalinami pod solidniejsze fundamenty.


PRZEMYSŁAW DREWNIAK
Twitter: @przemekdrewniak

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)