Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wisła nie traci tempa. Bełchatów znalazł pierwszego pogromcę

Wisła nie traci tempa. Bełchatów znalazł pierwszego pogromcę

Piłka nożna | 29 sierpnia 2014 22:44 | Przemysław Drewniak
Łukasz Burliga od początku sezonu prezentuje wysoką formę. Podobnie jak i jego koledzy
fot. x-news
Łukasz Burliga od początku sezonu prezentuje wysoką formę. Podobnie jak i jego koledzy

Drugie piątkowe spotkanie Ekstraklasy miało być znacznie lepsze niż pierwsze i rzeczywiście nas nie rozczarowało. Wisła Kraków potwierdziła swoją znakomitą formę, fundując GKS-owi Bełchatów dopiero pierwszą porażkę w obecnym sezonie. W pierwszej połowie "Biała Gwiazda" swoją efektowną grę przypieczętowała pięknym golem Rafała Boguskiego, ale grając w dziesiątkę do końca meczu drżała o wynik. Podopieczni Kamila Kieresia ostatecznie nie odwrócili losów spotkania, ale na tle rywala z czołówki zaprezentowali się całkiem przyzwoicie.


W ostatnich meczach Wisła swoją postawą zachwycała i nie inaczej było w pierwszej połowie meczu z Bełchatowem. Podopieczni Franciszka Smudy od początku przejęli inicjatywę i co kilka minut zagrażali bramce Arkadiusza Malarza. „Biała Gwiazda” znów pokazywała świetną wymienność pozycji, dojrzałość w grze i szybkość w rozgrywaniu akcji. Tym razem nie było w tym już jednak elementu szaleństwa i ryzyka, jakie widzieliśmy chociażby w spotkaniu z Ruchem. Wiślacy, spodziewający się groźnych kontrataków rywali, grali bardziej odpowiedzialnie w defensywie i raczej nie dopuszczali bełchatowian pod własne pole karne.


Wisła wyspecjalizowała się w tym sezonie w strzelaniu goli po pięknych, zespołowych akcjach. Po raz kolejny po obejrzeniu bramki krakowian aż chciało się wstać z miejsca i bić brawo. Choć Błażej Telichowski i Paweł Baranowski na ogół nie pozostawiali w swoim polu karnym zbyt wiele miejsca do rozegrania, to przy szybkiej wymianie Semira Stilicia, Pawła Brożka i Rafał Boguskiego tylko przyglądali się piłce chodzącej jak po sznurku. Aktualnie chyba tylko Legia potrafi w Polsce grać w ofensywie równie efektownie, co drużyna Smudy. A co najważniejsze, nie jest to tylko sztuka dla sztuki, a krakowska piłka w najlepszym wydaniu.


Wisła była w tym spotkaniu lepsza, ale w jej poczynaniach zabrakło zdecydowanej chęci strzelenia drugiego gola. Owszem, w drugiej połowie to gospodarze byli wciąż bliżsi bramki, ale można było odnieść wrażenie, że w ich grze pojawiły się pierwsze oznaki przedwczesnego zadowolenia. A kiedy drugą żółtą kartkę otrzymał Alan Uryga, zaczęła się prawdziwa nerwówka.


W ostatnich tygodniach wydawało się, że po wystrzałowym początku sezonu GKS Bełchatów trochę gaśnie. Beniaminek zaliczył mocno przeciętne występy przeciwko Podbeskidziu i Piastowi Gliwice, ale w Krakowie pokazał, że potrafi rywalizować z najlepszymi. W kontratakach bełchatowian widać było nieźle egzekwowane, wypracowane na treningach schematy. Grając w przewadze GKS miał w końcówce kilka niezłych szans na wyrównanie, ale beniaminkowi brakowało przede wszystkim szczęścia. Próbę charakteru zdała za to Wisła, która całkiem mądrze się broniła, nie wchodziła zbyt głęboko w swoje pole karne i ostatecznie zachowała czyste konto.
Wisła jak każdy klub ma swoje problemy: finansowe, organizacyjne czy kadrowe, ale dysponuje wystarczająco silną wyjściową jedenastką, by w tym sezonie walczyć o 2. miejsce w lidze z Lechem. Co bardzo ważne, na stadion przy Reymonta wrócił w końcu doping. Nie chcemy zagłębiać się w konflikt na linii kibice – Jacek Bednarz. Prawda jest jednak taka, że mecz w Krakowie wreszcie miał atmosferę, której w ostatnich miesiącach stale brakowało. A liczba ponad 16 tysięcy widzów na meczu z beniaminkiem pokazuje, że ludzie chcą przychodzić na mecze drużyny Smudy. I nie ma się co dziwić, bo naprawdę jest na co popatrzeć.


Bełchatów dopiero w siódmej kolejce poniósł swoją pierwszą porażkę w tym sezonie. Używanie słowa „beniaminek” w kontekście tej drużyny jest tylko formalne, bo przecież mamy do czynienia z ekipą zagraną, doświadczoną i bardzo dobrze poukładaną. Jeśli GKS nie sprzeda zimą braci Maków i nie będą trapić go kontuzje, to bez większych kłopotów powinien wywalczyć sobie miejsce w czołowej ósemce. Nawet przegrany mecz z Wisłą pokazał, że odpowiedzialną grą w obronie i dobrze rozłożonymi akcentami w ofensywie Bełchatów przewyższa wiele drużyn Ekstraklasy. Tym bardziej należy docenić to skromne, ale jednak zasłużone zwycięstwo „Białej Gwiazdy”, która przynajmniej do jutra będzie liderem.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)