Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Quo Vadis Arsenal?

Quo Vadis Arsenal?

Piłka nożna | 30 sierpnia 2014 23:04 | Mateusz Dziopa
Fabregas najlepsze występy notował w barwach Arsenalu
fot. Flickr Ryu Voelkel
Fabregas najlepsze występy notował w barwach Arsenalu

Nie ma takiej drugiej drużyny jak Arsenal. Miliony fanów na całym świecie, niezła kondycja finansowa, solidna młodzież oraz długie wyczekiwanie na upragniony tytuł najlepszej drużyny Premier League. Czy kibice Kanonierów doczekają się go w tym sezonie? Początek rozgrywek z pewnością zasiał ziarno niepewności w sercu niejednego kibica klubu z Londynu.


Pierwszą kwestią, która ma prawo niepokoić fanów The Gunners jest kadra. Letnie okienko trasferowe zmierza ku końcowi. Wydaje się, że większość klubów najpoważniejsze wzmocnienia ma za sobą. Arsenal jednak jeśli chce liczyć na solidną pozycję na koniec sezonu, powinien szukać wzmocnień. Drużyna Wengera wprawdzie wzmocniła się tego lata Alexisem Sanchezem, Joelem Campbellem i Calumem Chambersem, ale wydaje mi się, że to wciąż mało. Kanonierzy w kadrze pierwszego zespołu mają sześciu obrońców. To jest mało, jeśli założymy, że może nadejść najgorsze, czyli plaga kontuzji. W drużynie Arsenalu brakuje mi zawodnika, który mógłby wystąpić zarówno na prawej stronie obrony jak i na środku defensywy. Mówi się, że klub z Londynu rozmawia z Borussią Dortmund w sprawie pozyskania Sokratisa Papastathopoulosa. Jeżeli plotki te okażą się prawdą pozostanie przyklasnąć tej inicjatywie. Grek to solidny zawodnik, który na pewno byłby wzmocnieniem w walce o wygranie Premier League. Jeśli już jesteśmy przy plotkach transferowych to nie można ominąć informacji o zainteresowaniu Kanonierów Alessio Cercim. Włoch jest jednak zawodnikiem, który występuje na prawym skrzydle, a na tej pozycji konkurencja w Arsenalu jest duża. Chyba, że weźmiemy pod uwagę, że Wenger chce z Walcotta i Alexisa Sancheza zrobić napastników. W ten sposób docieramy do chyba najsłabszej formacji Kanonierów - ataku. Umówmy się – Olivier Giroud nie jest zawodnikiem, który jest w stanie w pojedynkę odmienić losy meczu, a taki zawodnik przydałby się w szeregach Arsenalu. Do klubu przymierzani już byli Falcao, Edison Cavani, Loic Remy oraz Nikola Zigić. O ile Kolumbijczykowi i Urugwajczykowi klasy ująć nie można, o tyle wymienianie ostatniej dwójki jest już zastanawiające. Remy, nie ujmując mu umiejętności, jest zawodnikiem co najwyżej klasy średniej, który wręcz pasuje do QPR, a Zigić najlepsze lata gry ma już za sobą.

 

Kibiców z pewnością martwi też wyprzedaż gwiazd, które zaczynają błyszczeć w klubie. Najlepiej pokazuje to historia. Sprzedaż do Barcelony Henry'ego, Alexa Songa czy Cesca Fabregasa oraz transakcja z Manchesterem United, w wyniku której klub opuścił Robin van Persie. To tylko kilka chyba najbardziej znanych przykładów na to, jak Kanonierzy tracili liderów. Pieniądze m.in. z tych transferów z pewnością były potrzebne Arsenalowi, ale spójrzmy na efekty tych transakcji. Wspomnieni zawodnicy już nie błyszczeli (bądź nie błyszczą) tak jak za czasów gry dla Kanonierów. Sam zespół z Londynu nie znalazł też graczy, którzy okazaliby się godnymi następcami sprzedanych gwiazd. I właśnie tu wspomnę jeszcze raz o napastnikach Arsenalu. Od czasów Robina van Persiego w Londynie, w klubie nie pojawił się żaden ofensywny zawodnik, który tak zasłużył się dla klubu jak Holender. Przykład dość mocny, ale trafny.


Uciekając od transferów – zastanawia mnie gra Kanonierów w ostatnich kilku meczach. Mam tu na myśli spotkanie z Evertonem i dwumecz z Besiktasem. Arsenal miewa przestoje w grze, co odbija się na wyniku. Umówmy się – wspomniany już, wyjazdowy mecz na Goodison Park był do wygrania przez podopiecznych Wengera. Problemem drużyny z Emirates jest spora ilość niecelnych podań na połowie rywala. Wydawać by się mogło wręcz, że piłkarze mają blokadę psychiczną po przekroczeniu środkowej linii boiska, a jeśli już docierają z piłką w okolice pola karnego i próbują oddać strzał – bardzo często jest on niecelny. To jest właśnie drugą bolączką Kanonierów. Skuteczność. Przejrzałem statystyki ze wspomnianych wyżej spotkań. Celność strzałów wahała się w nich pomiędzy 23% a 30%. Przy takich statystykach ciężko liczyć na wygraną w meczach przeciwko największym klubom.


Najciekawsze jest jednak to, że pomimo tych wszystkich braków, które działają na niekorzyść Arsenalu, klub ten wciąż utrzymuje się w pierwszej czwórce Premier League. Nie mówię, że jest to pozycja niezasłużona, choć statystyki z pewnością sugerują coś innego. Zestawiając je wraz z rzeczywistością otrzymujemy pytanie: jak tu nie kochać futbolu?


MATEUSZ DZIOPA

TWITTER: @Mateusz_Dziopa

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)