Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna W jaskini Lwa: Angielskiej piłki dwie twarze

W jaskini Lwa: Angielskiej piłki dwie twarze

Piłka nożna | 06 września 2014 23:26 | Artur Davtyan

fot. Oficjalny profil Facebook England Football Team

Reprezentacja Trzech Lwów w teorii ma wspaniałe zaplecze, by tworzyć graczy wybitnych, walczących o medale w kolejnych wielkich turniejach - Barclays Premier League, czyli najbogatszą, najbardziej emocjonującą, według wielu również najsilniejszą ligę świata. A jednak to tylko teoria, bo jest coś, co skutecznie przeszkadza kadrze w rozwoju - liczba obcokrajowców w lidze.

 

Nie da się zaprzeczyć, że dla przeciętnego piłkarza Premier League wygląda na najatrakcyjniejszy kierunek. Duże pieniądze, życie w luksusie, regularna gra przeciwko największym tego sportu, ogromna widownia na trybunach i przed telewizorami - żyć nie umierać. Niestety dla Synów Albionu futbolu przeciętność w Premiership reprezentują głównie Anglicy, którzy są tłem dla wyróżniających się i/lub walczących o najwyższe cele graczy zza granicy.

 

Proporcje w BPL zostały poważnie zachwiane. Aktualnie na jednego miejscowego przypada dwóch obcokrajowców (blisko 70% przyjezdnych). Wynik powyżej 50% wśród najważniejszych europejskich lig ma jeszcze tylko Serie A (53.8). Warto zaznaczyć, że La Liga może się pochwalić statystyką odwrotną do BPL - tam na jednego obcokrajowca mamy dwóch Iberyjczyków. Hiszpanie dominowali sześć lat na scenie reprezentacyjnej, a ich kadra jest bardzo szeroka, w przeciwieństwie do tej selekcjonowanej przez Roya Hodgsona - kilka nieobecności i powoływać trzeba... Cleverleya Delpha, Townsenda i Colbacka.

 

Oczywistym jest, że ściąganie na Wyspy takich piłkarzy jak np. David Silva, Eden Hazard czy Alexis Sanchez zwiększa jeszcze bardziej i tak już ogromne zainteresowanie Premiership i jej niewyobrażalnie wysoki poziom pod względem czysto piłkarskim. Wielkie nazwiska, wielkie umiejętności, wielkie nadzieje. Mam jednak wrażenie, że w tym całym transferowym szaleństwie powoli zaczyna umykać klubom fakt, że piłkarzy można nie tylko kupować, ale też kształtować, nawet tych którzy nie zaliczają się już do kategorii U21.

 

Gdzieś na drugi plan wylatują więc Adam Johnson, Daniel Sturridge lub inny Alex Oxlade-Chamberlain. Pierwszy skończył jako gwiazdka Sunderlandu, mimo dużego potencjału nie wytrzymał konkurencji na Etihad Stadium. Drugi za przysłowiową paczkę fajek przeniósł się z Chelsea do Liverpoolu i udowadnia swoją wartość regularnie od półtora roku. Trzeci jest aktualnie niewiadomą, Arsene Wenger zdaje się powoli odchodzić od systemu, w którym sam szkoli nowe gwiazdy Arsenalu, a w kolejce do gry AOC jest za takimi nazwiskami jak Sanchez, Ozil, Cazorla i Walcott.

 

Mimo wszelkich obaw warto powiedzieć, że Wyspiarzom rośnie (kolejna) obiecująca generacja piłkarzy. Młodzi, zdolni Chambers, Shaw, Ward-Prowse, Barkley, Sterling, Oxlade-Chamberlain, do tego już doświadczeni Sturridge, Henderson, Wilshere, Jones, Walcott czy pretendujący do najwyższego poziomu Lallana i Rodriguez - oni wszyscy mogą stworzyć naprawdę dobrą drużynę, wystarczy tylko zapewnić im szansę dalszego rozwoju i selekcjonera, który odpowiednio ich poukłada.

 

Wśród trzynastu wymienionych w powyższym akapicie mamy aż sześciu absolwentów piłkarskiej szkółki Southampton. Święci od dawna mogą pochwalić się jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą, akademią dla młodych piłkarzy w kraju, dbają o swoich wychowanków,  a gdy nagle zabraknie piłkarza na daną pozycję to zaraz znajdzie się zdolny chłopak, któremu można dać szansę. Na wyróżnienie zasługuje również Liverpool, który w ubiegłym sezonie grając głównie Anglikami prezentował świetną piłkę, zwłaszcza w kampanii wiosennej. Da się? Da się, wystarczy chcieć.

 

Na przeciwnym biegunie znajdują się londyńska Chelsea i Manchester City. W 25-osobowej kadrze tych pierwszych odnaleźć możemy tylko dwóch Synów Albionu - Gary'ego Cahilla i Johna Terry'ego. The Citizens mogą pochwalić się pięcioma „Lwami” w swojej ekipie - Hart, Wright, Lampard, Milner i Sinclair. Na dobrą sprawę tylko Hart i Milner będą odgrywali większe role w zespole, Lampard w zimę wróci do USA, zaś pozostała dwójka to tylko nieistotne uzupełnienia składu.

 

Żeby było jasne - nie potępiam ściągania obcokrajowców do Premier League, nowe nazwiska zawsze dodają okienku transferowemu i rozgrywkom samym w sobie kolorytu. Warto by było jednak pamiętać, że to wciąż liga angielska, nie wszecheuropejska. Wyspiarze muszą znaleźć złoty środek między atrakcyjnością ligi, a zdrową kondycją tzw. Trzech Lwów. Mission impossible? Być może, ale to już problem The FA.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)