Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Po Gibraltarze - są plusy, które dają nadzieję!

Po Gibraltarze - są plusy, które dają nadzieję!

Piłka nożna | 08 września 2014 00:25 | Jakub Kacprzak


Czy pokonanie Gibraltaru 7:0 na wyjeździe można uznać za miarodajny test? Czy jest sens w ocenianiu postawy Biało-Czerwonych po spotkaniu z reprezentacją, która zagrała swój pierwszy oficjalny mecz o punkty w historii? Moim zdaniem tak!


Debiut Gibraltaru nie był dziś jedynym. W końcu Adam Nawałka także po raz pierwszy poprowadził kadrę w spotkaniu o stawkę. No i w pamięci mieliśmy poprzednie spotkania z amatorskimi drużynami i zespołami, które nigdy nic nie ugrały. Remis 1:1 z Mołdawią na wyjeździe i wygrana u siebie w słabym stylu 2:0 (po bramce z karnego Błaszczykowskiego i golu w 81. minucie Wawrzyniaka). 5:0 na Stadionie Narodowym z San Marino po fatalnej grze i dwóch golach z karnych Roberta Lewandowskiego, a w Serravalle kompromitujące, bo ze straconą bramką 5:1. Z mającym 30 tysięcy mieszkańców Gibraltarem mogliśmy więc albo przedłużyć niemiłe wrażenie drużyny, która owszem wygrywa z „kopciuszkami” strefy UEFA, lub w końcu wymazać fatalne wspomnienia. Udało się to drugie, choć po pierwszej połowie nic tego nie zapowiadało. Jednak ten mecz dał, przynajmniej w moim odczuciu, pewne wskazówki, które dają nam nadzieję na dobre eliminacje. Jakie to znaki na murawie w portugalskim Faro zobaczyłem?


Przede wszystkim widać zmianę w prowadzeniu kadry. Adam Nawałka to nie Waldemar Fornalik. Pamiętacie jak były selekcjoner uparcie trzymał się taktyki 4-5-1 choć w ostatniej części kwalifikacji na Mundial potrzebowaliśmy zwycięstw? Z Gibraltarem reprezentacja zagrała w ustawieniu 4-4-2. Dla mnie jest to plus, bo w meczach ze słabszymi (czy teoretycznie, czy na papierze) rywalami powinniśmy wychodzić w ofensywnym ustawieniu. Dlatego ucieszyłem się, że nie było zachowawczej taktyki. Druga sprawa to styl gry. Oczywiście mistrzami ataku pozycyjnego nigdy nie będziemy, ale warto zwrócić uwagę, że bardziej szanowaliśmy piłkę i nie dawaliśmy rywalom zbyt wielu szans na ruszenie do przodu. Być może gdyby w meczu nie było Mateusza Klicha i Pawła Olkowskiego, wyglądałoby to jeszcze lepiej. Jeśli drużyna przeciwna cofa się głęboko i nie chce grać otwartej piłki trzeba umieć starannie rozgrywać akcję. Dziś mieliśmy tego dobry trening. Kolejna sprawa to strzały z dystansu. Za Waldemara Fornalika kompletnie nam tego brakowało. Gdy grał Ludo Obraniak to raz na trzy spotkania mogliśmy takowe uderzenia zobaczyć. Dziś widać było, że Adam Nawałka wyciągnął wnioski i kazał swoim podopiecznym strzelać z dalszych odległości. To dzięki uderzeniu z 17 metrów Kamil Grosicki otworzył worek z bramkami. Szczęścia próbował m.in. Grzegorz Krychowiak, któremu niewiele zabrakło do gola. Następny aspekt, który mnie najbardziej ucieszył, to stałe fragmenty gry. Przemyślane, wykonywane dokładnie (okazuje się, że Obraniak nie jest niezbędny, by nasze rzuty rożne były zagrożeniem) i skuteczne. Gdyby ciut dokładniej przymierzył dwukrotnie Glik, to nasze zwycięstwo byłoby dużo bardziej okazałe. A wiadomo, że w spotkaniach z wyspiarskimi drużynami i Gruzją stałe fragmenty będą niezwykle istotne.


Czy coś mnie zmartwiło? Owszem. Kolejny selekcjoner i kolejne powołania dla graczy, którzy nie grają w klubach. Smutna prawda jest taka, że dziś nawet w starciu z takim Gibraltarem widać, kto zalicza regularne występy, a kto grzeje ławę, lub nawet nie jest w meczowej kadrze. Paweł Olkowski, Mateusz Klich i Arkadiusz Milik wypadli tak słabo na tle amatorów, że niestety było wstyd to pokazywać. Rozumiem jednak podejście trenera Nawałki. Chciał dać tym zawodnikom wsparcie. Zapewne myślał: „Niech się pokażą. Gramy z amatorami, powinni wypaść dobrze”. Niestety nie wypadli. Widać było w ich grze brak ogrania. Milik źle ustawiał się w ataku pozycyjnym, nie wychodził na pozycje i nie robił miejsca Lewandowskiemu. Klich zaliczył kretyńską żółtą kartkę, a na dodatek grał na fatalnej skuteczności jeśli chodzi o podania. Olkowski natomiast nadaje się jako temat na pracę magisterską pt. „Jak być zawodnikiem Bundesligi i dać się ogrywać amatorowi z Gibraltaru”. Wyglądało to tragicznie. Dlatego liczę, że Adam Nawałka nie będzie już tak łaskawy dla tych, którzy nie grają i skończą się powołania za zasługi czy, nazwijmy to, pomocnicze. Na ten moment Olkowski, Boruc, Klich i Milik do kadry mają zamknięte drzwi. I nie martwiłbym się o to, że ich zabraknie. Szkoda mi Artura, ale mamy ten komfort, że genialnie grają Szczęsny i Fabiański w swoich klubach. Na prawą obronę mamy pewniaka w postaci Piszczka, a ja dałbym szansę Broziowi. Do tego za Klicha może być Żyro czy Mila. Z innych problemów widać, że wciąż mamy przestoje w grze. Cieszyć może, że dobrze zareagował na nie Nawałka. Ale w starciu z mocniejszymi rywalami tego typu pauzy w grze nie mogą się nam przytrafiać. Trzeba to wyeliminować.


Na koniec plus. Żeby optymistycznie podsumować to wszystko. Cieszy mnie, że Robert Lewandowski w końcu pokazał, że umie strzelać. Oczywiście. To tylko Gibraltar, ale dla napastnika Bayernu Monachium może to oznaczać duży komfort psychiczny, że zaczął strzelać. Gdyby znów trafił np. tylko z karnego zaczęłaby się kolejna nagonka na jego grę. A tak wchodzi w te eliminacje w dobrym stylu. Czekam więc na to, co pokaże nasza kadra w październiku gdy do Polski przyjadą Niemcy i Szkocja. Liczę, że wywalczymy (patrząc realistycznie) trzy punkty, lub (optymistycznie) cztery!


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)