Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Polska piłka skażona zaściankowym myśleniem. Również naszym i Waszym

Polska piłka skażona zaściankowym myśleniem. Również naszym i Waszym

Piłka nożna | 10 września 2014 15:07 | Przemysław Drewniak
- Wyjdźcie ze swoich drewnianych chatek - mówił nam Leo Beenhakker. Lata mijają, a my wciąż w nich tkwimy
fot. Wikipedia
- Wyjdźcie ze swoich drewnianych chatek - mówił nam Leo Beenhakker. Lata mijają, a my wciąż w nich tkwimy

Przed laty Leo Beenhakker namawiał nas do opuszczenia swoich drewnianych chatek i zmiany myślenia na temat wielu aspektów dotyczących futbolu. Szkoda, że jego nauki poszły w las. Wciąż postrzegamy piłkę nożną w sposób staroświecki i niewłaściwy, co stanowi jedną z głównych przyczyn naszych spektakularnych porażek. Idealnym na to przykładem jest wczorajsza klęska młodzieżowej reprezentacji Polski, która w fatalnym stylu zaprzepaściła swój trud włożony w eliminacje do Igrzysk Olimpijskich.


Gdy dyskutujemy na temat kondycji polskiej piłki nożnej i próbujemy wyjaśnić przyczyny marazmu, w jakim znajdujemy się od kilkudziesięciu lat, zazwyczaj podajemy te same argumenty: bo nie ma systemu szkolenia, w klubach Ekstraklasy nie stawia się na młodzież, a istnienie akademii piłkarskich opiera się raczej na teorii, a nie ma pokrycia w rzeczywistości. Bardziej niż deficyt boisk treningowych czy też brak funduszy na sprofesjonalizowanie szkolenia przeraża mnie jednak co innego – nasz sposób myślenia. Trenerów, piłkarzy, działaczy, ale także dziennikarzy i kibiców.


Porażka polskiej młodzieżówki w walce o awans do mistrzostw Europy i Igrzysk Olimpijskich była dla środowiska piłkarskiego ogromnym rozczarowaniem. Nie to, że nikt się jej spodziewał – przecież po masie niepowodzeń z ostatniego ćwierćwiecza mamy już dosyć twardą skórę i raczej niewiele jest nas w stanie zaskoczyć. Kadra Marcina Dorny była jednak malutkim światełkiem w ciemnym tunelu, w którym pogrążony jest nasz futbol. Jeszcze niedawno stanowiła pocieszenie wobec słabo grającej, stale rozczarowującej pierwszej reprezentacji. Nadzieje te jednak zgasły wraz ze wczorajszą klęską w Grecji, która pokazała, że naszych młodzieżowców zaczynają nawiedzać te same demony, z jakimi w ostatnich latach zmagają się Błaszczykowski i spółka.


Wynik – to powtarzane jak mantra słowo sprawia, że stajemy się jego niewolnikami. Oczekujemy wyników, wywieramy na nie presję, patrzymy na futbol poprzez ich pryzmat. Ale dla trenera, w szczególności prowadzącego kadrę młodzieżową, osiągane rezultaty powinny być jedną z najmniej ważnych rzeczy. Być może brzmi to dla Was niedorzecznie, ale zauważcie, że wynik to tylko wypadkowa wielu innych czynników, takich jak wypracowany styl gry, nastawienie mentalne zespołu, odpowiednio wdrożona taktyka. To one powinny być najistotniejsze, to na na nich trzeba budować jakość drużyny. Tylko takie nastawienie sprawi, że wynik, na którego punkcie zaczynamy mieć obsesję, w końcu obróci się na naszą korzyść.


W meczu z Grecją, który dla kadry U-21 był pojedynkiem o być albo nie być, wcale tego nie widzieliśmy. Oczywiście jako dziennikarze czy kibice nie możemy wiedzieć, jaki plan na ten mecz miał selekcjoner, ale sposób gry drużyny wskazywał jednoznacznie: Polaków interesował tylko wynik. Nie ważne, czy będziemy konstruować nasze akcje ofensywne z głową, czy też postawimy na typowe „pałowanie”, czyli wybijanie piłki z własnego pola karnego i zaciskanie kciuków, że coś się z tego urodzi. Ważne, żebyśmy awansowali, a już pal licho w jakim stylu. Końcowy wynik meczu i gra naszej drużyny, która w decydującym momencie rozegrała swoje najgorsze zawody w tych eliminacjach, pokazują, że takie nastawienie sprowadziło Polaków na manowce.


Pchamy się do młodzieżowych mistrzostw Europy i na Igrzyska Olimpijskie, gdzie by nawiązać walkę z silniejszymi rywalami, trzeba coś ze sobą reprezentować, Odpowiedzcie sobie zatem na pytanie, co byłoby lepsze dla dobra polskiej piłki: szczęśliwy, wywalczony najprostszymi środkami awans na turniej w Rio, gdzie bez solidnej organizacji gry zderzylibyśmy się ze ścianą, czy też nieznaczna porażka, ale przy dobrze zbudowanym i obiecującym zespole? Tylko ten drugi wariant może w przyszłości czymś zaowocować. Zdecydowanie bardziej wolałbym sytuację, w której Polacy przegrywają, ale my następnego dnia możemy napisać, że mamy dobry zespół, który kiedyś coś w końcu osiągnie. Dziś nie mamy jednak ani awansu, ani drużyny.


Polska młodzieżówka przegrała z Grecją, bo zagrała bardzo słaby mecz. Ale po końcowym gwizdku odpalam Twittera i czytam o innych przyczynach: o niesprawiedliwym karnym, o tym, że Przybyłko nie umie wcelować do pustej bramki, o braku szczęścia… Pół biedy, jeśli tak powody porażki próbują objaśnić tylko dziennikarze i kibice. Gorzej, jeśli w podobnym tonie wypowiada się selekcjoner. - Zadanie, jakie przed sobą postawiliśmy, czyli awans do baraży, nie zostało wykonane. Zabrakło do tego detali – jednej decyzji, pięciu minut, pół metra – mówił po meczu Dorna. Naprawdę, Panie trenerze? To te szczegóły spowodowały, że Polacy ponieśli porażkę? A może prawdziwym powodem był fakt, że zamiast grać w piłkę, wyszliśmy na boisko tylko po to, żeby przetrwać? Gwóźdź do trumny wbił swoją wypowiedzą Andrzej Juskowiak, pełniący funkcję ambasadora drużyny U-21. – „To był mecz na bardzo wysokim poziomie w wydaniu młodzieżowym. (…) dzisiaj Grecja była rzeczywiście poza naszym zasięgiem". Chyba każdy, kto oglądał wczorajszy mecz, pełen prostych błędów i przestojów w grze w wykonaniu obu zespołów, stwierdzi, że Pan Andrzej kogoś tu próbuje oszukać. Pytanie tylko kogo – nas czy siebie samego?


Polskiemu piłkarzowi od małego wpaja się, że najważniejszy w futbolu jest wynik. Nie kładziemy nacisku na budowanie świadomości, odpowiednie przygotowanie fizyczne i mentalne, wiedzę na temat taktyki. Masz chłopie wygrywać, i już. Sposób gry Polaków w meczu z Grecją dobitnie o tym świadczy. Oczywiście trenerzy nie są jedynymi winowajcami. Żeby utrzymać się w zawodzie, muszą spełniać wymagania właścicieli i działaczy, którzy również cierpią na obsesję wyników. Ale dlaczego miałoby być inaczej, skoro wielu z nich czerpie swoją wiedzę o futbolu z przekazów medialnych? W nich przeczytają właśnie, że o wszystkim zadecydował błąd sędziego, słupek, poprzeczka, pech. Jeśli nadal będziemy w taki sposób tłumaczyć niepowodzenia polskiej piłki, to nigdy nie ruszymy z miejsca, a słomiane strzechy pozostaną nad naszymi głowami jeszcze przez wiele lat.


PRZEMYSŁAW DREWNIAK

Twitter: @przemekdrewniak

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)